A w tłumiku diabeł wyje...

Redakcja
Motocykliści lubią sobie pożartować. Przy 80 kilometrach na godzinę nucą pieśń „Pobłogosław, Jezu drogi”, przy 140 kilometrach „Zbliżam się w pokorze...”, a przy 200 - „Witaj Królowo”. Koniec żartów. Nie jedź szybciej, niż Anioł Stróż lata!

Motocykliści lubią sobie pożartować. Przy 80 kilometrach na godzinę nucą pieśń „Pobłogosław, Jezu drogi”, przy 140 kilometrach „Zbliżam się w pokorze...”, a przy 200 - „Witaj Królowo”. Koniec żartów. Nie jedź szybciej, niż Anioł Stróż lata!

<!** Image 2 align=none alt="Image 171384" sub="Motocyklistów tłum. Szaleńców zaledwie promil. Ale bardziej od tych ostatnich obawiać się trzeba tych, którzy pierwszy raz wsiadają na motocykl
o dużej mocy, przekonani że potrafią doskonale jeździć. / Fot. Dariusz Bloch ">Chcecie poczytać o stalowych jeźdźcach? Nie zaczynajcie od policyjnych kronik ani nekrologów. To ostatni rozdział opowieści, która zaczyna się w dziecięcych snach. Chłopiec dostaje od dziadka starego komarka, lecz marzy o tym, że gdy dorośnie, kupi sobie wielki motor. Cała rodzina dorzuca się do czarnego potwora. Babcia narzeka, że cholerstwo wyje jak diabeł, ojciec boi się jego siły. Młody się nie boi. Przesiada się z motorka na nieobliczalną maszynę, która w trzy sekundy osiąga prędkość 100 km na godzinę. Szaleństwo...

<!** reklama>Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego podaje, że od stycznia do marca tego roku w Polsce zarejestrowano 10016 nowych i używanych motocykli (więcej o 1111 niż rok wcześniej). W kategorii maszyn dużych, powyżej 750 cm sześć., PZPM wyliczył od początku roku 448 zarejestrowanych sztuk. Ilu właścicieli zapisanych w urzędzie pojazdów może popisać się świetną umiejętnością jazdy, doświadczeniem, wyczuciem, wreszcie zdrowym rozsądkiem?

<!** Image 3 align=none alt="Image 171384" sub="Kujawsko-pomorscy policjanci mają do dyspozycji dwie nowe hondy i sześć motocykli „Yamaha Fazer”. Niektórych piratów policyjne maszyny nie dogonią. Cierpliwy pościg zwykle kończy się jednak porażką ścigacza.
/ Fot. Materiały policyjne">Wróg publiczny

Aleksander Mozol z Toruńskiej Akademii Jazdy szkoli świeżych motocyklistów i, co ważne, doszkala weteranów z papierami. Trener nie ma wątpliwości, że jego uczniowie wciąż traktowani są jak drogowi szkodnicy. - Motocyklista to z definicji wróg. Nikogo nie obchodzi, że pod kaskiem ukrywa twarz ksiądz, prawnik, biznesmen. Hałasujemy, smrodzimy, starsi mówią: „O, znowu diabły jadą”.To lekceważenie widać także w przepisach. 21 lat temu zdawałem egzamin na prawo jazdy na motor. Proszę mi wierzyć, że od tego czasu jego program się nie zmienił. Ćwiczy się na pojeździe o niewielkiej mocy silnika, kręci się ósemki na placu. W Polsce uczy się po to, by kursant zdał egzamin, a nie po to, aby dobrze jeździł. Gorzka prawda.

<!** Image 4 align=none alt="Image 171384" sub="Fot. Materiały policyjne">W 2013 roku mają pojawić się nowe kategorie prawa jazdy na motocykl. Miejmy nadzieję, że kursy i egzaminy na większe motocykle zmienią się. Bo dziś szkolenia podstawowe i egzamin na kategorię A nie bardzo przystają do rzeczywistości.

Ksiądz Janusz Konysz, przez lata duszpasterz motocyklistów (po przeniesieniu z Bydgoszczy do parafii w Sławianowie swoją tekę oddał szefowi bydgoskiego „Caritasu”, ksiedzu Wojciechowi Przybyle) uważa, że motor jest tak bezpieczny, jak bezpieczny jest jego kierowca. Kapłan widział trening motocyklistek w Niemczech. - Siedziałem na trybunach toru Formuły 1 w Nurburgringu. - Byłem pod wrażeniem. Kursantki uczyły się, jak należy hamować na mokrej drodze, jak szybko i bezpiecznie zmienić tor jazdy, do ilu stopni można przechylić motor na zakręcie bez ryzyka upadku. Wybiorę się na to szkolenie. - zapowiada motocyklista z kilkudziesięcioletnim stażem, właściciel sportowo-turystycznego motoru „Triumph” („konkretny ścigacz” - tak opisuje go ksiądz) o pojemności 1000 cm sześciennych. Jego rekord prędkości - 220 km na autostradzie w Niemczech, ale - podkreślamy - na odcinku bez ograniczenia prędkości.

<!** Image 10 align=none alt="Image 171392" sub="Kto zawinił? Brawura kierowcy ścigacza, nieuwaga prowadzącego auto czy zabłąkana na poboczu sarna?">Panie na motocyklu to wcale nie rzadkość. Agnieszka Wiśniewska, kierowniczka Schroniska dla Zwierząt w Toruniu, jeździ od 1993 roku. - Mam teraz choppera. W pewnej chwili znudziło mi się miejsce pasażera i przesiadłam się za kierownicę. Motor waży ponad 200 kg, więc jako kobieta o drobnej sylwetce unikam ostrego hamowania na śliskiej powierzchni, ponadto na pasach, po piachu, trawie czy przez tory. Ciężko jest podnieść taki motocykl. Moja rada dla początkujących - tajniki jazdy najlepiej jest poznawać stopniowo i zaczynać od maszyn o mniejszej sile.

Pani Agnieszka wie, co to znaczy wypadek. Samochód jadący przed nią gwałtownie zahamował na światłach. - Padał deszcz. Było ślisko. Położyłam motor na ziemi, by uniknąć zderzenia. Jechałam na szczęście wolno. Wtoczyłam się na leżąco tuż pod radiowóz policyjny, stojący na poboczu. Nic mi się nie stało.

<!** Image 6 align=right alt="Image 171384" sub="Zmasakrowany motor został na jezdni, a kierowca poleciał aż do odległego lasku....">Noga z gazu!

Do Aleksandra Mozola, toruńskiego instruktora nauki jazdy, przychodzą się szkolić jeźdźcy równie doświadczeni co ks. Janusz i pani Agnieszka. Niektórzy przejechali na swoich sreberkach tysiące kilometrów, np. zjeździli Amerykę Południową. - Mówią mi po szkoleniu, że jeszcze nie poznali swoich maszyn - słyszymy od instruktora. - Wielu jest w szoku, gdy słyszy o tak długiej drodze hamowania.

Marek Jersak z Przemysłowego Instytutu Motoryzacji w Łodzi (Laboratorium Hamulców) wykonał dla nas kilku obliczeń. Otóż, dla prędkości 150 km na godzinę droga hamowania wyniosłaby 145 metrów, a dla 200 km/h - 258 metrów. Kluczową sprawą jest również czas reakcji na manewr. - Przyjmijmy, że kierowca jest sprawny fizycznie i psychomotorycznie, a wtedy czas jego reakcji nie powinien przekroczyć 2 sekund. Czas reakcji kierowcy i układu hamulcowego wynosi razem 2,5 sekundy. Osoba jadąca z prędkością 150 km/h pokona w ciągu sekundy dystans ok. 41,7 metra, czyli pojazd przejedzie około 104 metry, zanim osiągnie wymaganą skuteczność hamowania. Przy 200 km/h w ciągu sekundy motor przejedzie 55,6 m, czyli musi pokonać 140 metrów, by skutecznie wyhamować.

A jeśli nie wyhamuje? Wtedy jego dane znajdą się w policyjnej kronice wypadków... A dziennikarze napiszą: Zdarzenie pod Bydgoszczą. Motocykl wbił się w podwozie ciężarówki. Ciało właściciela ścigacza leży w czarnym worku. I kolejny wypadek. Jak na ironię, motocyklista zamówił sobie tablicę rejestracyjną z napisem „dawca”...Dwa tygodnie temu, droga nr 25, Tryszczyn. Młody człowiek wyprzedzał rząd samochodów. To miał być jego pierwszy motocykl! Jazda testowa, honda CBR 1000 RR, 180 koni mechanicznych...

<!** Image 7 align=none alt="Image 171384" sub="Ta maszyna już dalej nie pojedzie. Jego właściciel na pewno nie spodziewał się takiego końca eskapady.">Ryzyko powyżej 70 km/h

Na 12 uczestników wypadków komunikacyjnych w Polsce przypada jedna ofiara śmiertelna. Motocykliści mają mniej szczęścia niż jadący samochodem, bo w ich grupie ofiar śmiertelnych jest kilku na dziesięciu poszkodowanych.

Doktor Przemysław Paciorek przez lata kierował Kliniką Medycyny Ratunkowej Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy. Teraz, jako dyrektor ds. lecznictwa, mówi o swojej pasji motocyklowej i o ryzyku: - Jeżdżę od młodości. Mam suzuki V - strom 1000 DL. Mój rekord prędkości wynosi ponad 200 km na godzinę. Docisnąłem gaz z ciekawości, jak to będzie. Szybciej już nie próbowałem, choć mogłem. Nie poznałem do końca możliwości mojej maszyny. Na motocyklu turystycznym jeździ się siedząc prosto, a podróż w takiej pozycji nawet z prędkością 100 km na godzinę nie jest przyjemna. Musiałbym się zwinąć. Chciałem jednak mieć maszynę turystyczną, a nie szlifierkę. Mój wybór.

Przemysław Paciorek rannych motocyklistów widział zbyt wielu. Takie sytuacje przygnębiają także doświadczonego lekarza. - Ciężkie, często śmiertelne obrażenia czaszkowo-mózgowe, a także kończyn górnych, dolnych. Sam też miałem wypadek, leżałem na asfalcie. To był bardzo bolesny upadek. Człowieka nic nie chroni. Jadącego samochodem osłaniają blacha i pasy bezpieczeństwa. Dlatego tak ważny jest odpowiedni kombinezon, kask.

Według doktora Paciorka, winę za nieszczęśliwe zdarzenia często ponoszą motocykliści, choć nie brakuje kierowców zaskakujących nieoczekiwanymi manewrami. Brawura, brak doświadczenia i kultury, zły stan dróg, plama oleju, zwierzęta... Przy jeździe 70 km na godzinę można się czuć względnie bezpiecznie. Powyżej - ryzyko wzrasta.

<!** Image 8 align=none alt="Image 171390" sub="Ta kampania ma zwracać uwagę kierowców aut na „zielonych” motocyklistów. Może właśnie włączają się do ruchu? ">O bezpieczeństwie napisano już sporo. Wiele o kładzeniu motoru na bok. - Przy dużej prędkości to bardzo niebezpieczne - ostrzega dr Paciorek. - I nie wszędzie można ten ruch wykonać.

Mł. asp. Jacek Chełmiński z Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Bydgoszczy, policjant zmotoryzowany służbowo i prywatnie (właściciel motoru „Enduro”) sceptycznie odnosi się do podobnych metod. - Niektórzy hamują wtedy tylnym hamulcem (tylne koło „wyprzedza” przednie) i tak kładą maszynę. Motor leci w jedną stronę, kierowca w drugą. Jeśli człowiek ma szczęście, to mu się nic nie stanie. Tyle że sam motor też może komuś zrobić krzywdę. To nie technika, to ostateczność.

Ksiądz Janusz za jedyną technikę uważa rozsądek. Nigdy nie miał wypadku ani stłuczki. Raz na drogę wbiegła sarna. - Skoczyła metr przed moim przednim kołem. Nie miałem żadnych szans na hamowanie, a nie jechałem za szybko. Strach mnie wtedy zmroził...

<!** Image 9 align=none alt="Image 171390" sub="W starciu z samochodem motocyklista nie ma szans. On może przegrać nawet z mokrym asfaltem...">Kapłan nie ukrywa, że szybkość bardzo go kusi: - Stąd to przyspieszenie na autostradzie niemieckiej. Więcej nie zamierzam dociskać gazu. Ciekawość zaspokojona. Ktoś zapyta: „Po co w ogóle tak jeździć?”. Ja zapytam: „Po co rajdy samochodowe, po co się ścigać, po co sport?”

Księdza pociągają także akrobacje, np. te na jednym kole. - Taka jazda wymaga jednak odpowiednio dostosowanego motoru. Chodzi o smarowanie silnika także wtedy, gdy motocykl jest postawiony na kole. Tak nie pojeżdżę. Zniszczyłbym sobie motor. Nie warto.

Drogowe chamstwo

To za jazdę po mieście na jednym kole ludzie pomstują na motocyklistów. I za wyjące tłumiki. I za palenie gumy. - Jeśli kogoś stać na niszczenie kół... Koło do motocykla kosztuje przecież kilkaset złotych, jeśli nie więcej - mówi aspirant Jacek Chełmiński.

- Wycie to nie zawsze „bajer” - wyjaśnia ksiądz Janusz. - Często jesteśmy niewidzialni na drodze, dobrze więc, że chociaż nas słychać.

- Wpuszczam człowieka do ruchu z drogi podporządkowanej, a już ktoś za mną wściekle trąbi i potem zajeżdża mi drogę. Kierowcy dolewają oliwy do ognia. Na drodze widać ich kompleksy, chamstwo, chęć popisania się, udowodnienia czegoś, tylko czego? - denerwuje się ks. Janusz i wspomina: - Jechałem motocyklem ulicą Stromą w Bydgoszczy. Kierowca nagle skręcił w lewo, bo zobaczył supermarket! Migacz włączył w ostatniej chwili. Prawie położyłem się na bok, żeby uniknąć z nim zderzenia. Gość zaś spojrzał na mnie jak na motocyklowego wariata. A przecież ja jestem ostrożny! Zbyszek, mój kolega motocyklista, zginął, bez winy, w zeszłym roku. Kierowca auta nie wytrzymał wleczenia się w długiej kolejce wozów i gwałtownie ruszył w bok. Chciał pojechać na skróty. Nie spojrzał w lusterko boczne. Nie zauważył, że powoli jedzie za nim Zbyszek...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie