Alkoholizm - choroba bardzo demokratyczna

Adam Luks
Z Krzysztofem Brzózką, dyrektorem Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, rozmawia Adam Luks.

Z Krzysztofem Brzózką, dyrektorem Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, rozmawia Adam Luks.

<!** Image 2 align=right alt="Image 79899" sub="Krzysztof Brzózka">Spożycie alkoholu w Polsce wzrosło w ubiegłym roku prawie o 11 procent. Czy ta liczba ma bezpośrednie przełożenie na skalę problemów, których rozwiązywaniem Pan się zajmuje?

Oczywiście. Gwałtowny wzrost spożycia alkoholu nie przekłada się wprawdzie wprost proporcjonalnie na liczbę osób uzależnionych, natomiast z całą pewnością ma bezpośredni wpływ na zdrowie społeczeństwa. Wzrost dochodów firm zajmujących się produkcją czy dystrybucją alkoholu oznacza straty w innych dziedzinach życia. Przede wszystkim w medycynie, ale również wszędzie tam, gdzie nadużywający alkoholu pracownicy stają się zwyczajnie mniej wydajni. A wydajność zawodowa Polaków, w porównaniu do lat 80. czy 90., znacząco się obniżyła. W dużej mierze właśnie na skutek nadużywania alkoholu. W Europie obowiązuje taki uśredniony przelicznik - 1 euro wpływające do budżetu w związku z produkcją alkoholu to 5 euro strat w innych gałęziach gospodarki.

Z badań wynika, że Polacy piją coraz więcej mocnych, ale i wysokogatunkowych alkoholi. Czy ma to jakiekolwiek znaczenie dla problemu, o którym rozmawiamy.

<!** reklama>Niewielkie. Zasadniczą kwestią jest tutaj stan, do jakiego się doprowadzamy, a nie to, czym się doprowadzamy. Kultura spożycia przejawia się w umiarkowaniu, a nie jakości trunku. Czy pijemy czystą, czy burbon ma znaczenie drugorzędne, bo w obu przypadkach mówimy o tym samym C2H5OH. Pijąc twardy alkohol, człowiek szybciej się upija, ale w przypadku piwa czy wina uzależnia się tak samo łatwo. Alkoholizm to bardzo demokratyczna choroba. Tyle tylko, że dramaty jednych oglądamy na ulicy, a inni przeżywają je w czterech ścianach.

Podobno jesteśmy coraz bogatsi i dlatego kupujemy coraz więcej alkoholu.

Otóż to, dostępność ekonomiczna alkoholu ma bezpośrednie przełożenie na wysokość spożycia. Można się spodziewać, że ten problem będzie się nasilał.

Jest na to jakaś mądra rada? Przykład bogatszych niż Polska państw europejskich wskazuje, że niewiele da się zrobić.

Niewiele zdziałano tam, gdzie niewiele robiono. Anglicy zbagatelizowali problem i teraz tamtejsi lekarze biją na alarm. Nie wolno siedzieć z założonymi rękami, trzeba coś robić.

Tylko co?

Warto zacząć chociażby od zwiększenia podatku akcyzowego i pomyśleć o ograniczeniu dostępności do alkoholu. Sto osiemdziesiąt tysięcy punktów sprzedaży w całej Polsce to zdecydowanie zbyt wiele.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie