Ani paw, ani ptica, czyli jak nas widzi świat

Ryszard Warta, Mariusz Załuski
Rozmowa z JACKIEM ŻAKOWSKIM, dziennikarzem i publicystą

Rozmowa z JACKIEM ŻAKOWSKIM, dziennikarzem i publicystą

<!** Image 2 align=none alt="Image 168579" sub="Jacek Żakowski na premierze przedstawienia „Dobry wieczór państwu” w reżyserii Krzysztofa Materny w warszawskim Teatrze Polonia / Fot. Andreas Szilagyi/mwmedia">Znowu nie najlepiej z wizerunkiem Polski na świecie... Niedawno mieliśmy serial smoleński z raportem MAK i nagłaśnianym przez Rosjan „pijanym generałem”, teraz przy okazji premiery nowej książki Jana T. Grossa wróci pewnie w części mediów stereotyp Polaka antysemity...

Problem polega na tym, że my sami sobie robimy kuku. Zwróćmy uwagę, że wokół książki Grossa było bardzo głośno, jeszcze zanim się ukazała. Z drugiej strony, nikt nie mówi o gigantycznej antologii, którą przygotował Adam Michnik, też nie byle kto, antologii polskiej publicystyki przeciwko antysemityzmowi. Bierze się to do ręki i serce rośnie, bo widać, jak polska inteligencja z tym antysemityzmem walczyła. Tyle że wokół tej publikacji jest cicho. Oczywiście, ten stereotyp Polaka antysemity jest, ale on słabnie. Trzeba pamiętać, że antysemityzm, który stworzył ten stereotyp, wywodził się z epoki, kiedy w tym kraju żyły dwa liczne narody. Były przecież okolice w większości żydowskie. Mieliśmy do czynienia z trudnym sąsiedztwem, które zresztą w Europie wschodniej jest normą. Jednak oddalamy się od tamtych zdarzeń. Dziś Polska jest jednym z najlepszych sojuszników Izraela i jednym z nielicznych krajów na świecie, który przeprowadził tak poważną debatę jak ta wokół Jedwabnego.

<!** reklama>Ta debata była ważna dla polskiej opinii publicznej. Ale poza Polską również miała znaczenie?

Ona miała znaczenie także z punktu widzenia opiniotwórczych środowisk żydowskich. To powoduje, że ten stereotyp nie jest napędzany przez liderów opinii publicznej. Niestety, myśmy się zaniedbali w badaniu przeszłości. Ona była przedmiotem wielkiej publicystyki, ale nie była przedmiotem badań. I teraz mamy na przykład Centrum Badań nad Holocaustem przy Polskiej Akademii Nauk, oni składają aplikacje do Komitetu Badań Naukowych o grant na badania nad sprawami majątkowymi, o których, m.in., jest książka Grossa. I KBN odmawia! Nie ma pieniędzy na te badania. Czy to nie jest polska racja stanu, byśmy dokładnie zbadali, o czym jest rozmowa, jeśli chodzi o polsko-żydowskie sprawy majątkowe?

„Pijany generał” też się wpisuje w mało dla nas korzystny stereotyp.

„Pijany generał” wpisał się w część tradycyjnego wizerunku Polski. I Rosjanie dobrze o tym wiedzieli. Natomiast nie wydaje mi się, żeby to było dzisiaj jakieś bardzo groźne. Polska ma teraz przede wszystkim wizerunek kraju sukcesu. Oczywiście, różne środowiska atakujące rząd pracują na to, żeby ten wizerunek rozbić, bo nic nie robi takiego wrażenia na Polakach jak opinia z zagranicy. Nie wydaje mi się, żeby Rosjanom udało się odwrócić trend korzystnej dla nas zmiany wizerunku Polski. Z kraju kojarzonego z Polnische Wirtschaft staliśmy się krajem kojarzonym z szybką modernizacją i relatywnie sprawną władzą, zwłaszcza na tle naszych niektórych sąsiadów.

Wyjątkowo nieodpowiedzialne wydaje mi się to, co uprawia część ekonomistów, tworząc histeryczną propagandę nadchodzącej nad Polskę katastrofy. Żadne dane makro tego nie potwierdzają, ale jak Leszek Balcerowicz powtarza to 50 razy - a jest to osoba obserwowalna w życiu międzynarodowym - to niektórzy zaczynają w to wierzyć.

Dlaczego więc to robi?

Moim zdaniem, z pychy w dużej mierze, że to nie on kształtuje politykę rządu. Czuje się tym urażony.

Z jednej strony jesteśmy wręcz przewrażliwieni na każdy sygnał kwestionujący nasze zasługi i pozycję. Z drugiej strony, nikt tak jak w Norwegii czy USA nie wiesza z dumą polskich flag przed domem. Skąd taka niekonsekwencja?

Historycznie podlegaliśmy bardzo silniej presji. Z jednej strony dezawuującej nas - często w polityce europejskiej doświadczaliśmy lekceważenia, były „bękart traktatu wersalskiego”, Polnische Wirtschaft, kurica nie ptica, Polsza nie zagranica... Są to oddźwięki jakichś realnych opinii na nasz temat, często krzywdzących, przed którymi trzeba się było bronić. A z drugiej strony to nasze wyjątkowo wysokie mniemanie o sobie, ten Mesjasz narodów.... Mesjasz narodów i Polnische Wirtschaft kompletnie do siebie nie pasują. Rozwiązaniem tego dysonansu jest agresja. Stąd niebywałą wagę przywiązujemy do sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”, które jest głupie i polska dyplomacja powinna protestować. Ale że za każdym razem taka informacja trafia na pierwsze strony największych polskich dzienników? To jest aberracja, że jak jakaś gazetka na końcu świata użyje takiej formuły, to dla nas jest aż tak ważne.

Czasami to nie są gazetki, tylko duże opiniotwórcze gazety...

No to nawet duża gazeta - czy to jest wiadomość na pierwszą stronę? Czy wyobrażacie sobie, że jak ktoś napisze „amerykańskie obozy koncentracyjne” w odniesieniu do Guantanamo, to Amerykanie tak zareagują?

Tyle że Amerykanie nie ciągną za sobą tego całego kontekstu, tej polskiej gęby, którą mamy na świecie...

Amerykanie też mają gębę - i to straszną. Wymordowali Indian, terroryzowali Amerykę Łacińską przez pół wieku, mordowali ludzi w Wietnamie - to się im pamięta. Ale dlaczego ich reakcja jest inna? Bo tej gębie nie towarzyszą ani kompleksy, ani taka absurdalna pycha, nieznajdująca potwierdzenia w rzeczywistości. Polska - paw narodów? No nie. Średni kraj. Jak się ma do siebie realistyczny stosunek, to nie ma tych napięć. My mamy ten problem, że się modernizujemy i w dalszym ciągu odstajemy pod względem zaawansowania rozwoju od krajów, z którymi się identyfikujemy, czyli od Europy Zachodniej. A poza tym jesteśmy koszmarnie skąpi. Nie robimy tego, co inne kraje, które chcą rozwiązać swój problem z wizerunkiem, to znaczy nie inwestujemy w to. W 1991 roku byłem prezesem agencji informacyjnej i próbowałem przekonać rząd, żeby wydawać trochę pieniędzy na promocję Polski za granicą. Mieliśmy takie obliczenie, że gdybyśmy co roku rezygnowali z jednego czołgu, to pieniędzy byłoby na to w bród. A to ma o wiele większy wpływ na bezpieczeństwo niż jeden czołg na polu walki. Kompletnie nie było zrozumienia. Nikt nie chciał z nami rozmawiać. Dziś to się robi, ale my przez kilkanaście lat nie inwestowaliśmy w coś, w co wszyscy inwestują na świecie. Ze skąpstwa.

A może z innego powodu? Z przekonania, że takie kreowanie wizerunku to coś nie do końca uczciwego?

Tu mamy dwie różne sprawy. Czy rząd powinien stosować technologie piarowskie wobec własnych obywateli, czy powinien być wobec nich szczery? Jeżeli mamy koncepcję rządu, która jest mi bliska, czyli rządu, który jest moim sługą, to czy powinien robić mi wodę z mózgu? Czym innym jest jednak, gdy za nasze wspólne pieniądze oddziaływujemy na zewnętrzne otoczenie, żeby było nam bardziej przyjazne.

Pozostańmy przy PR. Rząd jest oskarżany o to, że koncentruje się na działaniach piarowskich, a jednocześnie w sytuacji takiej jak publikacja raportu MAK zachowuje się zupełnie po amatorsku. Dopuszcza do tego, że polska reakcja jest opóźniona, więc w mediach światowych dominuje narracja rosyjska. Tu wyraźnie zabrakło takiego abecadła PR, czyli szybkiej reakcji według scenariusza postępowania w sytuacji kryzysowej...

My nie wiemy, czy takiego scenariusza nie było.

W każdym razie nie wszedł w życie...

Tego też nie wiemy. Na moje wyczucie scenariusz jest realizowany, tylko inny jest horyzont. To bardzo poważna rozgrywka z bardzo poważnym partnerem. Nam powinno zależeć na wyniku końcowym. Jaki jest wynik końcowy rozgrywki w sprawie katyńskiej? Rosjanie przez pół wieku sprzedawali swoją wersję. Teraz ich odpowiedzialność za Katyń nie ulega żadnej wątpliwości, po drugie to, że kłamali, też nie ulega wątpliwości. Gdyby się przyznali od razu, nie ponosiliby dodatkowej odpowiedzialności za te wszystkie kłamstwa. Generalnie więc bilans tej rozgrywki jest dla nich negatywny. Myślę, że ze Smoleńskiem będzie podobnie. Oni wystrzelili z wersją, która nie trzyma się kupy i teraz dopiero gra się zaczyna. Wydaje mi się, że Tusk i Sikorski liczyć powinni na efekt końcowy. Powtarzam, ta gra się dopiero zaczyna.

Teczka osobowa

Jacek Żakowski, dziennikarz i publicysta

Ma 54 lata. Obecnie związany jest z tygodnikiem „Polityka”. Kierownik Katedry Dziennikarstwa Collegium Civitas.

Pracę dziennikarza zaczynał w tygodniku „Na Przełaj” (1980-1981), następnie udzielał się w Biurze Informacji Prasowej NSZZ Solidarność (1981-1983). Następnie pisał do „Tygodnika Polskiego” (1983) i miesięcznika „Powściągliwość i Praca”. Był rzecznikiem prasowym Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, jednym z założycieli „Gazety Wyborczej” oraz pierwszym prezesem Polskiej Agencji Informacyjnej. **(za wydawnictwem „Znak”)

Za tydzień

Z drugiej strony ideowej barykady

W następnym Magazynie zamieścimy rozmowę na ten sam temat z publicystą z drugiej strony ideowej barykady - Rafałem Ziemkiewiczem. Mówi on m.in.: - Promocja Polski w świecie kompletnie leży. U nas wszystko jest podporządkowane bieżącej walce politycznej. Jeżeli to nie jest sprawa, którą PiS może przywalić Platformie, a Platforma PiS-owi, to nikogo to nie obchodzi. Nie robi się elementarnych rzeczy, jak choćby tego, żeby gazetę, która po raz enty pisze o polskich obozach zagłady, podać do sądu. A w Ameryce i w innych krajach jest zasada, że jak się w gazecie coś napisze, a obrażony przysyła listy, a nie ośmiela się podać gazety do sądu, to przyznaje, że to prawda.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie