Archeolog jest jak detektyw

Jarosław Czerwiński
Z PAWŁEM SOBCZYKIEM, kierownikiem Działu Archeologicznego Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej, rozmawia Jarosław Czerwiński.

Z PAWŁEM SOBCZYKIEM, kierownikiem Działu Archeologicznego Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej, rozmawia Jarosław Czerwiński.

<!** Image 2 align=none alt="Image 170952" sub="Paweł Sobczyk na Ziemi Dobrzyńskiej odkrył już niejeden skarb historii / Fot. Jarosław Czerwiński">Po ponad trzydziestu latach pamięta Pan jeszcze, jak zaczęła się ta przygoda?

Uczestniczyłem w badaniach archeologicznych, na które załapałem się jako młody chłopak do pomocy na jeden sezon. Byłem na wykopaliskach, mogłem to wszystko zobaczyć i dotknąć. Podczas wyboru studiów nie wierzyłem, że z marszu mogę dostać się na ten kierunek. Wtedy na archeologię dostawało się tylko pięć osób, a chętnych było niesamowicie dużo. Bałem się tego trochę, poszedłem na ekonomię i... chwała Bogu, nie dostałem się na ten kierunek. Dzięki temu pociągnąłem przygodę z archeologią, załapałem się do pracy w Łódzkim Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym. Przepracowałem tam tylko cztery miesiące, żeby móc spokojnie przygotowywać się do poważnych egzaminów. Na szczęście, dostałem się i z powadzeniem skończyłem studia.

We Włocławku jest co szukać?

<!** reklama>Oczywiście, że jest. Ze źródeł historycznych wiemy, że Włocławek jest bardzo starym miastem, więc jest czego szukać. Najczęściej dowiadujemy się o znaleziskach podczas przypadkowych inwestycji. Chociażby podczas trwającej jeszcze budowy parkingu przy Bulwarach trafiono tam, między innymi, na drewniane media wodociągowe z XVI i XVII wieku. We Włocławku jednak badania prowadzą archeologowie z Łodzi. W latach siedemdziesiątych podpisano umowę z Uniwersytetem Łódzkim i do tej pory badania prowadzą naukowcy z tego ośrodka.

Więc gdzie Pan prowadzi badania?

Na Ziemi Dobrzyńskiej. Znalazłem tam taką swoją niszę. Kujawy są od dziesiątków lat niezwykle intensywnie badane przez różne ośrodki archeologiczne, głównie z Łodzi. Ziemię Dobrzyńską penetrował trochę instytut archeologii z Torunia. Teraz znowu następuje renesans zainteresowania tym terenem jednak tylko w części wczesnośredniowiecznej, średniowiecznej i wczesnonowożytnej. Poza nami nikt nie prowadzi badań nad pradziejami tego rejonu. Moje badania na Ziemi Dobrzyńskiej są kontynuacją działań moich poprzedników. Z badań powierzchniowych, jako reprezentant muzeum, zrealizowałem siedem obszarów AZP (Archeologiczne Zdjęcie Polski - to nazwa prowadzonego od 1978 roku przedsięwzięcia poszukiwania, rejestrowania i nanoszenia na mapy stanowisk archeologicznych) i odkryłem około 500 stanowisk.

Skąd wiecie, gdzie kopać?

Zanim dojdziemy do fazy szpachelki i pędzelka, trzeba to stanowisko przede wszystkim znaleźć. Na początku jest to praca niemal detektywistyczna. Chodzimy, rozmawiamy z mieszkańcami interesujących nas terenów, śledzimy materiały archiwalne. To długa i żmudna praca, którą trzeba wykonać, bo w dzisiejszych czasach nikt nie da pieniędzy na badania źle rozpoznane. Dodatkowo jako muzealnicy śledzimy i rejestrujemy ślady pobytu człowieka od najdawniejszych czasów do późnej nowożytności. Jednocześnie chcemy to pokazywać, chronić i udostępniać do zwiedzania. Nie mają tego obciążenia instytuty badawcze i znalezione przez nich zabytki trafiają do magazynów. Oczywiście są one opracowane, opisane, ale najczęściej w fachowej literaturze. Natomiast to, co my znajdziemy, zostanie pokazane podczas wystaw. Naszą formą rozliczenia z pieniędzy podatników jest organizowane cyklicznych wystaw pokazujących to, co znaleźliśmy i to jeszcze w ciekawej formie, odpowiednio przygotowanych eksponatów.

Szpachelka i pędzelek to dość monotonne...

Stanowiska znajdują się w różnych terenach. Czasami obiekty znajdujemy po zdjęciu zaledwie 15-20 centymetrowej warstwy ziemi, a czasami na głębokości pół metra. To ciężka, fizyczna praca. Nie stać nas na zatrudnianie dużej liczby pracowników, więc każda para rąk się liczy, sam także kopię. To są tony przerzuconej ziemi. Później zaczyna się faza dokumentacji i to wcale nie jest lekkie zajęcie. Wykop trzeba tak przygotować, żeby go udokumentować, opisać, obrysować i obfotografować. W przypadku naszego ostatniego stanowiska w Kikole jest to na odkrytym terenie bez jednego drzewka. Tam ciągle wieje, nie sprawdzają się żadne osłony i zwiewa nam to, co odkryliśmy. Do tego słońce i czasami nawet przy 30 stopniach Celsjusza trzeba opisywać dokładnie na papierze milimetrowym. Niejednokrotnie notatki zalane są potem& To nie jest łatwa praca. Najlepszy zabytek archeologiczny pozbawiony informacji na jakim był poziomie, gdzie i czy przy nim był inny zabytek, traci bardzo wiele na informacji naukowej. Dopiero po tych wszystkich przygotowaniach następuje etap szpachelki i pędzelka.

Co jest ciekawsze - poszukiwania czy wydobywanie zabytków?

Jedno i drugie. Jeśli przy pierwszych wykopach nie znajdziemy niczego, to jest oczekiwanie i obawy. A później są kolejne emocje przy eksploracji.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie