Barwne życie komendanta

Grażyna Ostropolska
16 marca o 12,30 kontrolerzy z bydgoskiego zakładu gazowniczego wkraczają do atrakcyjnej willi przy ul. Średniej. Kobieta, która otwiera im drzwi nic nie wie o zaległych rachunkach.

16 marca o 12,30 kontrolerzy z bydgoskiego zakładu gazowniczego wkraczają do atrakcyjnej willi przy ul. Średniej. Kobieta, która otwiera im drzwi nic nie wie o zaległych rachunkach.

<!** Image 2 align=none alt="Image 168588" sub="Fot. Tymon Markowski/Teściowa komendanta pokazuje nam, którędy szła nielegalna instalacja gazowa. Sama nie ma dobrych relacji ze swoim zięciem">

- Pewnie odbierał je mąż lub zięć - tłumaczy zdenerwowana, jak się okazuje, teściowa komendanta Kaszubowskiego. Z jednym i drugim łączą ją nienajlepsze stosunki, nie ma też pieniędzy by pokryć kilkumiesięczny dług za gaz.

Kontrolerzy demontują gazomierz i własnym oczom nie wierzą, bo... część urządzeń nadal pobiera gaz. Już wiedzą, że mają do czynienia
z lewym podłączeniem i szukają dodatkowego zaworu. Znajdują go, zamykają, odcinają gaz i wzywają policję. Zanim przyjedzie pogotowie gazowe funkcjonariuszka Katarzyna B. z KP Śródmieście sporządzi notatkę o prawdopodobnym popełnieniu przestępstwa w domku przy ul. Średniej. Kiedy dowie się, że mieszka tu wraz z teściami komendant bydgoskiej straży miejskiej Andrzej Kaszubowski będzie w szoku.

<!** reklama>

Komendant też mówi o szoku, związanym z odkryciem w miejscu jego zamieszkania nielegalnego poboru gazu. Twierdzi, że nic o lewej instalacji nie wiedział. Rachunków za gaz ani wezwań do zapłaty też nie widział, choć partycypuje w kosztach utrzymania domu. - Płacę trzy piąte należności za media - zaznacza.

Do biednych Kaszubowski nie należy, więc trudno uwierzyć, że na gazie oszczędzał. Z wykształcenia jest magistrem prawa i administracji, więc na montowaniu lewych instalacji raczej się nie zna. Za to jego teść - budowlaniec i owszem. - Teść to bardzo dobry człowiek - twierdzi komendant i o taki szwindel, jak nielegalny pobór gazu nawet go nie podejrzewa.

Komendant Kaszubowski to postać barwna, a o jego życiowych przygodach krążą anegdoty. Głośno było o nim w 1999 roku, gdy przybył do Bydgoszczy namaszczony na Komendanta Wojewódzkiego Policji. Niosła się za nim sława człowieka, który wypłynął na gdańskiej fali nawróconych milicjantów. Zapamiętano mu, że klęcząc przepraszał za milicję
i ZOMO, choć sam Kaszubowski tłumaczy to zdarzenie czystym przypadkiem. Ciągnęła się też za nim opinia „psa na kobiety”. Próbowali to wykorzystać niechętni mu bydgoszczanie, upijając świeżego komendanta
w „Orbisie” i podstawiając mu atrakcyjne sportsmenki, następnie robiąc zdjęcia.

Kaszubowski rządził bydgoską policją zaledwie rok, bo zadarł ze związkowcami. Potem szefował straży rybackiej, a gdy odwołał go z tej funkcji wojewoda Romuald Kosieniak, prezydent Dombrowicz zabrał go do ratusza, czyniąc swym pełnomocnikiem do spraw bezpieczeństwa. To właśnie w ratuszu Kaszubowski dostał w twarz od pewnego polityka, który podejrzewał, że ten przystawia się do jego żony. Było o tym głośno.

<!** reklama>

W 2003 roku Andrzej Kaszubowski został komendantem Straży Miejskiej, a trzy lata temu wziął sobie za żonę młodą, piękną urzędniczkę i wydawało się, że wreszcie się ustatkował. Zrobił błąd, że nie zamieszkał z nią w swoim mieszkaniu przy Baczyńskiego, które wynajmuje studentom. Obyłoby się bez policyjnych interwencji, które tam gdzie teraz mieszka, nie należą do rzadkości.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie