Bez kiboli na plecach

Michał Żurowski
W sobotę podczas transmisji z finału Pucharu Niemiec (Schalke 04-MSV Duisburg 5:0), zastanawiałem się, czy oglądają go także wszyscy ci mądrale, którzy po meczu Legia-Lech tak ochoczo dyskwalifikowali stadion Zawiszy. Bo to obiekt nie tylko piłkarski, ale i lekkoatletyczny.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zurowski_michal.jpg" >W sobotę podczas transmisji z finału Pucharu Niemiec (Schalke 04-MSV Duisburg 5:0), zastanawiałem się, czy oglądają go także wszyscy ci mądrale, którzy po meczu Legia-Lech tak ochoczo dyskwalifikowali stadion Zawiszy. Bo to obiekt nie tylko piłkarski, ale i lekkoatletyczny.

Takie finezyjne myślenie: jak jest bieżnia, znaczy - stadion nie dla piłki. Na pewno nie dla tej dużej. Jakoś dziwnie szybko zapomnieli nie tylko o meczach reprezentacji (bezpiecznie na Zawiszy rozegranych), ale i o ubiegłorocznym finale Pucharu Polski - organizacyjnie bez zarzutu. Teraz jednak, gdy trafił się pretekst, a w czterech miastach wyrastają w bólach obiekty na „Euro 2012”, mądrale postanowili wydać na Zawiszę wyrok.

Natychmiast - i słusznie - skontrowali ich miejscowi politycy i dziennikarze. A teraz puentę do tamtej polemiki dopisało samo sportowe życie.

<!** reklama>Finał Pucharu Niemiec - znakomite także na trybunach widowisko z udziałem 75 tys. widzów, w większości fanów Schalke, którzy do aniołków nie należą - odbył się w minioną sobotę w Berlinie. Gdzie? Na Stadionie Olimpijskim. LEKKOATLETYCZNO - PIŁKARSKIM. Wbrew polskim doświadczeniom i nie bacząc na wnioski uczonych z Warszawy, kolejny raz Niemcy rozgrywali finał swojego pucharu na obiekcie - o zgrozo! - z bieżnią.

Dziwni ci Niemcy. Ich lekkiej atletyce jakoś nie przeszkadza, że na „Olimpijskim” gra na co dzień Hertha, a odbywały się tam także mecze dwóch piłkarskich mundiali. Z kolei piłkarzom, kibicom (a i mediom, i specjalistom od bezpieczeństwa) nie przeszkadzają mityngi lekkoatletyczne, ani to, że w ub. roku „królowa sportu” miała tam nawet swoje Mistrzostwa Świata. Stadion ma żyć. I ten w Berlinie żyje, zarabia. Był areną wielkich koncertów rockowych – m.in. Madonny i Depeche Mode.

Piszę o tym nie po to, by porównywać (broń Boże) Zawiszę do Stadionu Olimpijskiego, ale by pokazać absurdalność takich tanich recept i bezrefleksyjnych wyroków. Zachowując właściwe proporcje, zgódźmy się co do jednego - czy to Berlin, Bydgoszcz, Toruń czy Zła Wieś Wielka, udana lub nieudana organizacja meczu zależy od ludzi. Od ich profesjonalizmu, albo ignorancji. Od konsekwencji w egzekwowaniu prawa. I od przekonania tych, którzy chcieliby to prawo naruszyć, że zostaną nieuchronnie ukarani. Gdyby np. kibice Schalke wiedzieli, że mogą sobie wbiegać na boisko po każdej bramce, sobotni mecz byłby pięciokrotnie przerywany. Gdyby tamtejsza ochrona miała poczucie, że nie grozi jej dotkliwa kara umowna czy zerwanie kontraktu z piłkarską federacją, albo nawet „wilczy bilet” na kilka najbliższych lat, pewnie i w Niemczech bramkarze ćwiczyliby teraz nowy sposób obrony rzutu karnego. Z kibolami na plecach.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
ddg

Udajesz pan idiotę czy nim w rzeczywistości jesteś? Porównaj zachwanie polskiego bydła na stadionie lekkoatletycznym z zachowaniem Niemców.

Dodaj ogłoszenie