BEZ SZTUKI ANI RUSZ

Artykuł sponsorowany TORUŃSKIE ZAKŁADY MATERIAŁÓW OPATRUNKOWYCH S.A.
NASZA SZTUKA JEST EGALITARNA, ŁATWO DOSTĘPNA, A RÓWNOCZEŚNIE WYMAGAJĄCA W TYM SENSIE, ŻE ABY Z NIEJ SKORZYSTAĆ, TRZEBA WYKONAĆ PEWIEN WYSIŁEK - TWIERDZI ARTYSTKA JOANNA GÓRSKA, WSPÓŁTWÓRCZYNI TORUŃSKIEJ GALERII RUSZ SPECJALIZUJĄCEJ SIĘ PRZEDE WSZYSTKIM W KREOWANIU I PREZENTACJI SZTUKI W PRZESTRZENI MIEJSKIEJ.

ROZMAWIA: JAN OLEKSY

BEZ SZTUKI ANI RUSZ

„Żeby znaleźć odpowiedź, trzeba potrafić zadać właściwe pytanie. Ręka do góry, kto umie jeszcze zadać właściwe pytanie”. Ta myśl z Waszego bilbordu jest dobra na początek rozmowy…

Patrząc na to, co się dzieje wokół nas, chyba wszyscy mamy wrażenie, jakbyśmy szli w ciemności, nie wiedząc, w jakim kierunku. Może krążymy w kółko i nawet o tym nie wiemy? Namysł w obecnych, pełnych zawirowań czasach jest nam niezbędny, jeszcze bardziej niż kiedyś. Potrzebujemy zadawać właściwe pytania, by szukać właściwych odpowiedzi i wiedzieć dokąd iść.

Bilbordami wychodzicie ze swoją sztuką na ulice. Dzisiaj w dobie protestów nabiera to nowego, wręcz metaforycznego znaczenia. Można uważać Was za prekursorów przenoszenia problemów społecznych i politycznych na ulice, do szerokiego kręgu odbiorców?

Zajmujemy się tym od końca lat 90., więc myślę, że tak. Ale nie interesujemy się polityką jako taką, raczej pokazujemy, w jak skomplikowanym świecie wszyscy żyjemy, jak jednostkowa egzystencja rozciąga się pomiędzy intymnym życiem wewnętrznym, a życiem społecznym, bez względu na to, czy tego chcemy czy nie. Wszyscy żyjemy w określonej kulturze, a my, artyści, przyglądamy się tej kulturze z różnych stron. Do tego samego namawiamy również naszych odbiorców.

Atakowanie miasta sztuką to program artystyczny Waszej Galerii Rusz?

Atak na miasto to nie jest nasza strategia. My bardzo lubimy miasto, dlatego uzupełniamy je o bardzo ważny aspekt, o którym często się zapomina - o refleksję - co szczególnie widać w dobie szalejących populizmów. Bez zastanawiania się, co jest ważne, a co nie, co jest mądre, co jest pożyteczne, a co wręcz przeciwnie. Ten świat z dużym prawdopodobieństwem się wykolei, a my wszyscy razem z nim. Pozostaną rośliny i zwierzęta, które bardzo dobrze poradzą sobie bez nas.

Sztuka ulicy. Bardziej egalitarna czy elitarna? Niektóre pomysły wymagają włączenia intelektu. Odlot, metafora, wyobraźnia. Chodzi o to, by poruszać - nomen omen, skłaniać do przemyśleń, zmuszać do refleksji, nawoływać do... działania?

Nasza sztuka jest egalitarna, łatwo dostępna, jest na ulicy, a równocześnie wymagająca w tym sensie, że aby z niej skorzystać, trzeba wykonać pewien wysiłek. To trochę jak z edukacją, jest w Polsce darmowa i ogólnodostępna, ale niektórym nie chce się z niej korzystać, bo wymaga to sporego wysiłku. Namawiamy do myślenia i działania, bo działanie to życie, rozwój, kreatywność, pomysłowość. Przeciwieństwo marazmu, trwania, wegetacji.

Uprawiacie sztukę zaangażowaną społecznie. Bilbordy niosą przesłania, poruszają aktualne problemy. Co gryzie Joannę i Rafała?

Mamy psa, ale on nas nie gryzie. (śmiech)

Ale prowokujecie do dyskusji o naszej kondycji społecznej.

Do zastanawiania się, przewietrzenia umysłu, oglądania rzeczywistości z różnych stron i poszukiwania rozwiązań, które pomogą lepiej żyć - poszczególnym jednostkom i całemu społeczeństwu.

Wasze bilbordy to osobny świat, konkretna sprawa, prowokacja artystyczna. Na przykład aluzyjne prace: "To nie jest kraj dla starych ludzi, to nie jest kraj dla młodych ludzi, to nie jest kraj dla ludzi" czy "Nienawidź bliźniego swego jak siebie samego!"

No tak, różne tematy, różne aspekty rzeczywistości, w jakiej przyszło nam żyć.

Lubi Pani szokować? Nie uznaje dosłowności? „Polacy są ludźmi z ołowiu, a nie z marmuru czy żelaza” - taka jest wymowa cyklu prac „Ołowiany charakter”?

Nie zajmujemy się szokowaniem, raczej patrzeniem z innej perspektywy, prowokowaniem do myślenia. Polacy oczywiście są różni, na szczęście, ale niestety kultura, w jakiej żyjemy posiada również ten toksyczny, ołowiany aspekt.

BEZ SZTUKI ANI RUSZ

Jako artystka wyszła Pani poza obraz, wyzwoliła się z ram i schematycznego postrzegania twórcy?

To co robimy, czyli prezentowane przez nas bilbordy, to niestandardowe dzieła sztuki, które wychodzą poza tradycyjny model sztuki z jego podziałami na malarstwo, rzeźbę, grafikę itd. Poza tym nie pokazujemy sztuki w tradycyjnych galeriach. Dla nas galerią jest miasto, ulica, codzienność. Trudno więc mnie nazwać tradycyjną artystką. (śmiech)

Mając masowy kontakt z odbiorcą możecie kształtować nie tylko gusty estetyczne, ale także przekonywać do określonych poglądów. To obciążające czy satysfakcjonujące?

My tego tak nie postrzegamy, raczej dzielimy się z odbiorcą tym, co uważamy za ważne. Często okazuje się, ze dobrze trafiliśmy, że jest to ważne również dla naszych odbiorców, którzy nam to komunikują.

Wchodzicie w interakcje z odbiorcami?

Tak, zarówno w internecie, jak i w realu. Nasi odbiorcy są dla nas bardzo ważni i kontakt z nimi daje nam dużo energii do działania, inspiruje do dalszego tworzenia.

Pozwala realizować misję?

Tak, ale naszym zdaniem każdy ma do spełnienia jakąś misję, np. piekarz pieczenia dobrego chleba, szewc robienia dobrych butów, a artysta tworzenia dobrej sztuki, która coś w sobie niesie.

Co uważa Pani za swoje największe osiągnięcie?

To, że od ponad 20 lat tworzę bilbordy i sztukę w przestrzeni miasta, którą ludzie chcą oglądać.

BEZ SZTUKI ANI RUSZ

Która Pani praca była na tyle kontrowersyjna, nieakceptowana, że miała Pani przez nią kłopoty?

Były różne prace, które wywoływały bardzo żywiołową dyskusję, np. praca o obozach koncentracyjnych, czy też praca z cytatem Adolfa Hitlera „Jakie to szczęście dla rządzących, że ludzie nie myślą”, z którą również teraz trudno się nie zgodzić. Kilka lat temu prokuratura badała, czy ta praca nie jest propagowaniem nazizmu.

Odbywające się w Polsce protesty, niektóre o happeningowym charakterze, wydają mi się bliskie artystycznym działaniom Galerii Rusz. Niektóre hasła kojarzą się z Waszą poetyką. Ulica dzisiaj ma konkretną twarz… Szlachetną?

Hasła, tak, jest wiele fajnych, pomysłowych haseł, często bardzo zabawnych i absurdalnych, dobrze korespondujących z tymi dziwacznymi czasami, w jakich żyjemy. Co do twarzy ulicy, to myślę, że ma ona wiele twarzy, wielu różnych ludzi, którzy chcą żyć własnym życiem. Wydawałoby się, że w systemie demokratycznym to powinno być czymś oczywistym, a nie jest.

BEZ SZTUKI ANI RUSZ

Joanna Górska

od 1999 prowadzi wraz z mężem Rafałem Góralskim własną bilbordową Galerię Rusz, jest to najdłużej działający projekt tego typu na świecie. Artyści specjalizują się przede wszystkim w tworzeniu sztuki publicznej, na co dzień ich prace można oglądać na bilbordach w Toruniu, w Warszawie i innych miastach, prezentowane były także z okazji Dni Grzegorza Ciechowskiego. Mają na swoim koncie także liczne wystawy w Polsce i za granicą (Londyn, Birmingham, Norwich, Berlin, Nowy Jork, Oakland).

Wideo

Dodaj ogłoszenie