(Bez)troska w plecaku

Katarzyna Kabacińska
Z DANUTĄ ŁASKĄ, pedagogiem z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, rozmawia Katarzyna Kabacińska.

Z DANUTĄ ŁASKĄ, pedagogiem z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, rozmawia Katarzyna Kabacińska.

<!** Image 2 align=none alt="Image 174009" sub="Wakacyjny luz niesie kłopoty, z którymi nastolatek nie powinien zostać sam / Fot. Internet">Moja piętnastoletnia córka uparła się, żeby jechać na Przystanek Woodstock, jak mam jej to wyperswadować?

A dlaczego trzeba jej to wyperswadować? Nie lepiej, żeby pojechała, skoro tak tego pragnie? Chciałabym jednak, jako matka, dowiedzieć się, dlaczego tak chce jechać... Zapytałabym, co chce tam zobaczyć, co przeżyć? Wszystko po to, by wiedzieć, dlaczego ten wyjazd jest taki ważny dla mojego dziecka. Dopiero potem powiedziałabym o swoich potrzebach.

Chyba raczej lękach?

<!** reklama>Jednak o potrzebach rodzica decydującego się wysłać dziecko na samodzielne wakacje, których spełnienie pozwoli zmniejszyć towarzyszące nam obawy. Powiedziałabym córce: Po raz pierwszy puszczam w świat swój największy skarb, więc się boję. I zrozumiałe, że chcę wiedzieć, z kim i jak jedziesz oraz gdzie będziesz nocować. Ale także: Kto będzie płatnikiem tego wyjazdu? Nastolatka powinna być już świadoma sytuacji finansowej rodziny, niech zatem powie, jak to widzi. Czy traktuje wyjazd jako nagrodę za dobrze przepracowany rok szkolny, czy może sama zapracuje na pokrycie części kosztów?

Szkolnych laurów brak, więc nie ma mowy o nagrodzie, tym bardziej że córka uważa jej finansowanie za rodzicielski obowiązek.

Takie myślenie dziecka jeszcze jestem w stanie zrozumieć! Gorzej, gdy często rodzicom również brak refleksji, że atrakcyjne wakacje to przywilej, którego realizacja nie jest obowiązkiem rodziców na równi z zapewnieniem dachu nad głową, karmieniem i ubieraniem. Mówimy tu bowiem o nagrodzie, na którą dziecko powinno w jakiś sposób zapracować. Dobrze jest w takim momencie mu uświadomić, że w naszej pracy zawodowej też nikt nam nie daje premii za nic.

Czy wakacyjny wyjazd za zarobione przez siebie, choćby w części, pieniądze czyni naszego nastolatka bardziej odpowiedzialnym?

Oczywiście. W poradni często mówimy o tym rodzicom w kontekście włączenia tzw. kieszonkowego do systemu wychowawczego. Dziecko poznaje prostą zasadę: jeśli nierozsądnie wydam wszystko w poniedziałek, przez resztę tygodnia muszę obejść się smakiem. To dotkliwa nauka, a w przypadku zarobionych przez siebie pieniędzy dochodzi kolejna: własnych funduszy nie wydaje się już tak lekką ręką!

Wróćmy do wyjazdu córki pod festiwalowy namiot - jak mam ją przestrzec przed czyhającymi niebezpieczeństwami?

Za jednym zamachem się nie da, o tym trzeba z dzieckiem rozmawiać przez cały rok. Tym bardziej że zagrożenia, które mogą dotknąć młodego człowieka na wakacjach, tak naprawdę istnieją stale, latem są tylko bardziej skumulowane. Ale jeśli w rodzinie nie ma zaufania, to i rozmowy nie przyniosą oczekiwanych efektów.

Jeszcze do dziś pobrzmiewa mi w uszach rodzicielska mantra sprzed lat: „Ufamy ci i wiemy, że nas nie zawiedziesz”! To było straszne, gdyż& działało.

Ale działało, bo w rodzinie musiały być silne więzi. Gdy dorośli zaczną nagle na okoliczność wakacyjnego wyjazdu szafować słowem „zaufanie”, to dziecko tego nie kupi - wyczuje fałsz. Tymczasem w codziennych relacjach z nim potrzebne jest zaufanie kontrolowane, które jednak nie ma nic wspólnego z kontrolą dziecka, niezależnie od jego wieku, przez 24 godziny na dobę. A tak się dzieje, gdy rodzice nie dorastają z własnymi dziećmi i nastolatka traktują jak malucha. Jeśli rodzic dojrzewa równolegle, to bez większego trudu uświadomi sobie, kiedy nadejdzie czas, by wypuścić jego skarb na samodzielne wakacje. W ramach wspomnianego zaufania kontrolowanego, czyli pod pewnymi warunkami.

Jakimi?

Choćby towarzyszenia mu w wyborze docelowego lokum, np. poprzez wspólne sprawdzenie w Internecie warunków na polu namiotowym. Będę też chciała poznać ludzi, z którymi jedzie, jeśli dotąd nie miałam okazji... No i najważniejsze: ustalenie form i terminów kontaktu, najlepiej umawiając się na telefon o konkretnej godzinie. Istotne jest też uświadomienie sankcji, jakie czekają dziecko w razie niedotrzymania umowy, co w pedagogice nazywamy „umową z dzieckiem na trudną sytuację”, a która może mieć nawet formę pisemną.

Pachnie transakcją i to jeszcze pod presją!

To tylko konsekwencja w postępowaniu. Traktuję nastolatka poważnie, więc poważnie umawiamy się co do pewnych spraw i jesteśmy wobec siebie fair. Jeśli dziecko wywiąże się z umowy, każda kolejna będzie dawała mu większą swobodę.

I obejdzie się bez rozmów o przedwczesnym seksie, alkoholu, narkotykach?

Jak już wcześniej powiedziałam, takie pogadanki nie mogą pojawiać się „za pięć dwunasta”, ale muszą odbywać się na bieżąco - choćby jako komentarz głośnej sprawy z dopalaczami czy ostatniego raportu o narkotykach. Zorientujemy się wówczas, że nastolatki dużo o tym wiedzą i może przed wyjazdem warto odwrócić role mówiąc do córki: - Powiedz, czego ty sama obawiasz się z dala od domu? I wtedy wtrącić np. o pigułce gwałtu.

Zatem, jak rok długi rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać!

Też, ale bardziej słuchać. Unikajmy wykładów, czyli, jak mówią młodzi, „nie trujmy”, bo skutek będzie odwrotny! A na koniec powiem pani szczerze, że nieważne, czy 2 km, czy 200 km od domu, niebezpieczeństwa czyhające na nastolatka są podobne. Jako pedagog, mniej się jednak boję o młodzież samodzielnie wyjeżdżającą na wakacje, a bardziej o tę pozostającą w mieście. Bo najgroźniejsza jest nuda.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie