Biegnij do parku albo na ulicę

Karolina Skonieczka
Życie w stolicy Japonii daleko odbiega od normalnego. Ludzie skupiają się jednak na tym jak najlepiej poradzić sobie ze skutkami katastrofy - relacjonuje mieszkająca w Tokio torunianka.

Życie w stolicy Japonii daleko odbiega od normalnego. Ludzie skupiają się jednak na tym jak najlepiej poradzić sobie ze skutkami katastrofy - relacjonuje mieszkająca w Tokio torunianka.

„Od pamiętnego trzęsienia ziemi
i tsunami minął tydzień i powoli życie w Tokio wraca do normy. Nadal z uwagą śledzimy wiadomości
z elektrowni atomowych, zresztą
w telewizji i radio mówi się tylko o tym. Państwowa telewizji NHK cały czas nadaje wyłącznie wiadomości, ale niektóre prywatne stacje zaczynają wracać do zwyczajnej ramówki. Wielu obcokrajowców wyjechało
z Tokio, a nawet w ogóle z Japonii, Japończycy jednak nie panikują. Tutaj publiczne przeżywanie dramatów uważa się za dziecinne i nieeleganckie, wszyscy skupiają się raczej na tym, jak najlepiej poradzić sobie
z konsekwencjami katastrofy.

Przed stacją kolejową stoi grupka kobiet z megafonem. Zbierają pieniądze na pomoc ofiarom trzęsienia. Kiedy wrzucam datek do kartonu, wręczają mi ulotkę - po jednej stronie list otwarty do mieszkańców naszej dzielnicy z prośbą o wsparcie, po drugiej informacje o tym, jakie straty poniosło miasto Edogawa.

23 miasta wchodzące w skład centrum metropolii na razie wyłączono
z tymczasowych przerw w dostawach prądu, bo znajduje się w ich obrębie zbyt wiele głównych siedzib firm
i urzędów państwowych. Informacje zmieniają się jednak co chwilę, więc po ryżu, chlebie i papierze toaletowym, kolejnym deficytowym towarem stały się latarki i baterie. Świeczek się boimy, w końcu cały czas, choć coraz rzadziej, zdarzają się wstrząsy wtórne. W radio co jakiś czas nadawane są komunikaty z prośbą o to, by w miarę możliwości przebywać w jednym pomieszczeniu. To ważne, bo w Tokio nie ma centralnego ogrzewania,
a zimę pomagają przetrwać elektryczna klimatyzacja i piecyki. Pociągi jeżdżą rzadziej. Możliwość, że gdzieś
w połowie naszej drogi między pracą a domem odetną prąd i utkniemy w nieznanej części miasta na trzy godziny, albo nawet na resztę nocy, odbiera ochotę, by gdziekolwiek się wybierać. Między innymi z tego powodu wiele firm jest w tym tygodniu zamkniętych. Sporo sklepów zamykanych jest około siedemnastej.

Do pracy przychodzę z czterema siatkami zakupów. Szef pyta w żartach, czy wybieram się na jakąś pustynię. On ma swoją teorię na temat zakupowych szaleństw.

- Dostawy przychodzą normalnie, tylko ludzie wykupują cały towar tuż po otwarciu sklepów. Ale zobaczysz, za tydzień czy dwa skończą im się pieniądze, będą siedzieli w domu
i wyjadali to, co kupili. A w sklepach zaczną się wyprzedaże.

Za chwilę jednak poważnieje i powtarza po raz kolejny: „Jak będzie duże trzęsienie, to biegnij do parku, albo na szeroką ulicę. A jak tsunami, to do pierwszego lepszego wysokiego bloku.” Przypominam sobie, że w niedzielę po okolicy jeździł samochód, z którego nadawano komunikat: „Mieszkańcy tej dzielnicy w razie zagrożenia mają się ewakuować do szkoły podstawowej”. Mój szef macha jednak ręką.

- Jak tsunami przyjdzie od zatoki, to będzie u nas w 10 minut. Wysoki blok, co najmniej czteropiętrowy
- mówi. Potakuję i dopiero teraz zaczynam rozumieć, dlaczego tutaj klatki schodowe są niemal zawsze na zewnątrz budynków”.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie