Tylko u nas
zobacz

Polecamy!

Rozwiń
Bierzemy historię na muszkę, czyli dzieje toruńskiego...

Bierzemy historię na muszkę, czyli dzieje toruńskiego Bractwa Kurkowego [RETRO]

Szymon Spandowski

Nowości Dziennik Toruński

Nowości Dziennik Toruński

Bierzemy historię na muszkę, czyli dzieje toruńskiego Bractwa Kurkowego [RETRO]
1/6
przejdź do galerii

©Narodowe Archiwum Cyfrowe

Niedawno pisaliśmy o willi przy ulicy Grudziądzkiej. Dziś do niej wrócimy, ale cofniemy się mocno w czasie. Bractwo Kurkowe było jedną z najświetniejszych i najtrwalszych organizacji w Toruniu. Działało bez przerwy od połowy XIV do połowy XX wieku.
Kilka tygodni temu pisaliśmy o pięknej willi przy ulicy Grudziądzkiej 35, jednym z ostatnich drewnianych skarbów Torunia. Jak udało nam się ustalić, w drugiej połowie XIX wieku zbudował ją dla siebie E. Behrensdorff, radny miejski, przedsiębiorca budowlany oraz zasłużony członek Bractwa Kurkowego. Bractwem już dawno mieliśmy się zająć, zatem korzystając z okazji, oraz historii tej organizacji publikowanej w 1926 roku na łamach „Tygodnika Toruńskiego”, cofamy się do około 1352 roku, kiedy to wielki mistrz krzyżacki Winrich von Kniprode zaczął powoływać bractwa strzeleckie.


„Przekonawszy się, jak ważną rolę kusza w ręku wprawnym przy obronie miast odgrywała, zarządził by poza murami miast wystawiano żerdzie z umieszczonym na wierzchu ptakiem w postaci kura z rozpiętemi skrzydłami” - pisał kronikarz Bractwa Łukasz David, cytowany przez Tadeusza Janowskiego w 1926 roku. - Za celne strzały do tych ptaków wyznaczano nagrody”.


Przeczytaj także: Finansowanie kampanii wyborczej jest jawne



Nie wdając się w szczegóły, najlepszy strzelec dostawał w nagrodę dobrą kuszę, poza tym zostawał królem. Symbolem jego godności był zawieszony na łańcuchu pozłacany srebrny kur. Prezentował się z nim podczas uroczystości, zajmując miejsce wśród starszyzny miejskiej.

„Przywilej miał takoż, że jeżeli wszedł do gospody lub ogrodu, a znajdowali się tam członkowie bractwa, za potrawy spożyte nie płacił a obecni bracia strzelcy winni byli za króla swego cechę wyrównać - pisał kronikarz.

Takie zasady podobno wcale nie miały służyć podgrzewaniu rewolucyjnych nastrojów. Chodziło o to, aby zachęcać mieszkańców do ćwiczeń strzeleckich. Wielki mistrz zadbał również o to, aby strzelcy mieli do tego odpowiednie warunki, nakazał radom miast organizowanie specjalnych ogrodów za murami. Te ogrody przetrwały zresztą do połowy XX stulecia. Ślady strzelnicy na Zieleńcu zniknęły dopiero kilka lat temu.

Do wojny trzynastoletniej Stare i Nowe Miasto funkcjonowały oddzielnie, oba miasta posiadały swoje odrębne bractwa. Strzelnica staromiejska została wyznaczona przez Radę Miasta w 1411 roku i znajdowała się na terenie obecnego Piernikowego Miasteczka. Strzelcy z Nowego Miasta trenowali natomiast w międzymurzu przy Bramie Świętego Jakuba, tamtejsza rada przyznała im ten teren w roku 1431. Później bractwa, podobnie jak miasta, się połączyły.

„Dnia 23. czerwca 1489 roku postanowiła rada bractwu przekazać fosę między Starem i Nowem Miastem, dzisiejszą Strzelnicę przy ul. Przedzamcze i tutaj odbywały się zawody i ćwiczenia strzeleckie aż do roku 1906, a zatem z górą 417 lat” - pisał Tadeusz Janowski.

Tu warto przypomnieć, że Strzelnica przy Przedzamczu to budynek obecnego MDK, wzniesiony ponad 120 lat temu przez Reinharda Uebricka, z inicjatywy między innymi radnego Behrensdorffa.

Przed rozbiorami godłem toruńskiego bractwa był herb miasta na białym polu, z umieszczonym nad nim orłem pomorskim, zastąpionym w 1793 roku przez orła pruskiego.

Z uwagi na umiejętności członków bractwa, powierzono im opiekę nad artylerią miejską. Dzięki temu, już w XVII wieku, Toruń stał się ośrodkiem szkolenia artylerzystów. Ćwiczenia były organizowane od 1607 roku. Pół wieku później artylerzyści strzelali przez Wisłę, mierząc z armat ustawionych przy nieistniejącym już dolnym młynie zamkowym, do tarcz ulokowanych na Kępie Bazarowej.

Przeczytaj również: Wywiad z prezydentem Michałem Zaleskim



„Zaznaczyć wypada, że przez kilka wieków Bractwo w obronie miasta wielokrotnie udział brało, odznaczając się ofiarnością i męstwem - pisze Tadeusz Janowski. - Że w lutym roku 1629 planowany napad szwedzkiego feldmarszałka Wrangla się nie udał, zawdzięczyć to należało jedynie mężnej obronie braci strzelców, którzy z wałów przy Bramie św. Katarzyny celnemi strzałami z rusznic i hakownic dziesiątkowały szeregi Szwedów, których sam Wrangel prowadził. Działa szerzyły spustoszenie w oddziałach nieprzyjacielskich, zburzyły kościół św. Katarzyny, w którego gruzach śmierć znalazły całe zastępy, szukające w nim schronienia”.

Jak widać, sukces ma wielu ojców. W tym przypadku na ogół mówi się o tym, że miasto przed Szwedami uratował skazaniec, który dostrzegł zbliżających się najeźdźców z wysokości szafotu ustawionego - jak udało nam się kiedyś ustalić, nie na Wiesiołkach, ale poza murami, na przedłużeniu ulicy Prostej.

Straty jakie zadali nieprzyjacielowi nasi artylerzyści pewnie nie były tak wielkie, jednak zasługi strzelców są bezsporne. Wielu z nich zostało później odznaczonych specjalnym medalem ustanowionym przez władze miasta na pamiątkę zwycięstwa.

Przy następnym starciu, podczas Potopu, członkowie Bractwa Kurkowego ponownie bronili wałów, tym razem przeciw starającym się odbić twierdzę wojskom polskim i austriackim, natomiast w 1703 roku ponownie mierzyli do Szwedów, odpowiadając za wewnętrzną linię obrony. Podczas tego oblężenia przepadły archiwalne dokumenty bractwa, zachował się jedynie przywilej nadany przez króla Jana III Sobieskiego, w którym zwycięzca spod Wiednia chwalił kunszt toruńskich strzelców i zwalniał każdego króla kurkowego od płacenia rocznych podatków, tak królewskich, jak i miejskich. W odpowiedzi na to toruński magistrat dodał jeszcze nagrodę specjalną - król kurkowy miał otrzymywać od władz miasta 12 beczek gdańskiego piwa.

W 1709 roku następca króla Jana, podczas swojej wizyty w Toruniu, był gościem Bractwa Kurkowego. August II i car Piotr I strzelali do tarczy, która później stała się jedną z najcenniejszych pamiątek bractwa. W lutym 1930 roku została z honorami przeniesiona na Zieleniec, gdzie strzał do niej oddał prezydent Ignacy Mościcki. Strzelcom towarzyszył także fotoreporter, który „ustrzelił” prezydenta i tarczę, dzięki czemu możemy się jej dziś przyjrzeć. Tarcza, wraz z całym skarbem Bractwa, zaginęła podczas wojny, lub tuż po jej zakończeniu.

Zobacz także:





Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo