Borat numer 2, czyli „Kolejny film o Boracie…” a sprawa polska

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Udostępnij:

U pana Borata najbardziej lubię to, że choć pochodzi z Kazachstanu dalekiego, to mówi po naszemu “jak się masz” i “dziękuję”. Dzięki temu jakiś taki swojski robi się w tym swoim mizoginizmie i ksenofobii... Uradowałem się więc szczerze, kiedy drugi “Borat” wreszcie się pojawił. Tyle, że jak go obejrzałem, to uśmiech nieco mi zelżał. Bo film owszem, jest solidnie zaangażowany, ale mocy „jedynki” nie ma.

To właściwie nie “Borat” numer 2, ale “Kolejny film o Boracie, czyli tłusta łapówka dla amerykańskiego reżimu, by naród kazachski znów był wielki”. W każdym razie Amazon Prime Video zaserwował nam jego premierę w absolutnej koncóweczce kampanii prezydenckiej w USA, co oczywiście przypadkiem nie jest żadnym. A widzów już na wstępie rozbiegówka wprowadza w nostalgiczny dygot – w 2006 roku, w czasach pierwszego “Borata”, największym imperium świata nie rządził pan Trump, a premiery filmów odbywały się w kinach, a nie w serwisach VOD, bo kina zamknęła pandemia...

No a potem robi się już mniej nostalgicznie. Borat, który po wizycie w USA trafił do gułagu za obniżenie prestiżu Kazachstanu, dostaje nową szansę. Kiedy bowiem pan Trump zaczął spotykać się z władcami krajów mrocznych, prezydent Kazachstanu postanowił dołączyć do klubu twardzieli. Wysyła więc Borata z misją, mającą mu zapewnić przychylność Trumpa. Darem dla któregoś z dostojników ma być 15-letnia córka Borata.

Konstrukcyjnie film zmajstrowany został identycznie, jak „jedynka”. Mamy rachityczną nić fabularną, łączącą kolejne grepsy - czyli albo wyreżyserowane skecze, albo klasyczne wkręcanie nieświadomych obywateli. Ideologicznie zaś to opowieść o zachodnim świecie, w którym pod pokrywką politycznej poprawności buzują demony. Ksenofobia, rasizm, wiara w durne teorie spiskowe, a zwłaszcza mizoginizm. Borat przybywa ze świata, przy którym mroki europejskiego średniowiecza to liberalna bajka - ale to właśnie jego turbowstecznictwo podnosi nam na chwilkę pokrywkę poprawności i zmusza do refleksji. Bo jasne, nikt nie oferuje dziś córek dostojnikom w prezencie. Tatusiowie z elity wystawiają je tylko na Balu Debiutantek.

I to właśnie feministyczny motyw w filmie dominuje. Nowy „Borat” trafił zresztą akurat na moment buntu wściekłych kobiet w Polsce... I pewnie dlatego to jego “jak się masz” brzmi u nas wyjątkowo szyderczo.

Czemu więc coś mi zgrzyta? Cóż, po prostu formuła z 2006 roku była szaleńcza i świeżutka, więc oglądało się ten film cudnie, choć dowcipasy były zdrowo przesolone. Minęło jednak 14 lat, formułę powielono i mocno podkręcono w sieci, działa więc słabiej. Filmowi trochę też zaszkodziła polityczna aktualność... Ale może przesadzam? Jest tu kilka scen, gdy przestajemy rechotać. Kiedy Borat w przebraniu Żyda ze stereotypów rozmawia ze staruszką ocalałą z Holocaustu, albo kiedy oglądamy obleśnego Giulianiego w rozmowie z młodziutką dziennikarką. Coś więc z tego “Borata 2” zostanie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowości Gazeta Toruńska
Dodaj ogłoszenie