Byle bez zaglądania pod kołdrę

Karolina Owsiannikow
Aktor ARTUR BARCIŚ mówi o przełamywaniu barier, prywatności, dobroczynności, serialach i reżyserach.

Aktor ARTUR BARCIŚ mówi o przełamywaniu barier, prywatności, dobroczynności, serialach i reżyserach.

<!** Image 2 align=right alt="Image 165973" sub="Fot. Paweł Przybyszewski/mwmedia">Spotykamy się przy okazji Pana występu w programie „Artur Barciś Show - ABS”. Tytuł ma się kojarzyć ze wspomaganiem hamowania?

Program nie ma hamulców, wręcz przeciwnie, otwieram się tym programem na widzów. Pokazuję trochę inną twarz, zarówno swoją jak i teatru. Zapraszam widzów za kulisy teatru, ale również trochę za kulisy swojego życia. Dzięki temu niweluję barierę między widzem a aktorem.

Wszystko jest tutaj ustalone, czy jest trochę improwizacji?

Jest improwizacja, ale do pewnego stopnia - tyle, aby złamać tę barierę. Wielu ludzi myśli, że aktorstwo jest łatwe, dlatego prowokuję ich do tego, aby wyszli na scenę i tego aktorstwa spróbowali.

Czy dużo mówi Pan tu o swoim życiu?

Nie. Opowiadam trochę o życiu, usprawiedliwiając się z faktu zostania aktorem. Mam świadomość, że jest wielu ludzi, którzy przełączają program, gdy widzą mnie w telewizji! Nie zdejmuję kołdry ze swojego życia, ale raczej zapraszam widzów za kulisy pracy. Myślę, że spotkanie to jest zabawne, przyjemne i miłe.

Czy widzowie lubią poznawać pracę aktora od kulis?

Tak, bardzo lubią! Chcieliby nawet więcej. Całe to show zrobione jest w sposób szlachetny i nikt nie wchodzi z butami w niczyje życie prywatne. To jest ten rodzaj występu, podczas którego przez półtorej godziny sam muszę wszystko zrobić tak, aby widzowie się nie nudzili. Moim zadaniem jest, aby wychodzili zadowoleni z tego spektaklu, ale żeby jednocześnie się czegoś więcej o mnie dowiedzieli. Mam nadzieję, że dzięki temu będą chcieli mnie na przykład jeszcze zobaczyć w teatrze.

<!** reklama>

Wspomniał Pan o przełączaniu kanałów...

Jestem absolutnie świadomy tego, że będąc aktorem wystawiam się na ocenę widzów. Ja też nie lubię niektórych aktorów i gdy ich widzę na ekranie, to przełączam telewizor na inny kanał, aby się nie męczyć ich widokiem. Mam świadomość, że są tacy, którzy postępują tak samo, widząc mnie. Nawet mam taki fragment w swoim show, w którym za to przepraszam.

<!** Image 5 align=right alt="Image 165974" sub="Jako król w widowisku historycznym na siewierskim zamku Zdjęcia: Andras Szilagyi/mwmedia">Mam wrażenie, że to męczenie z Pana strony nie jest zbyt natarczywe...

Staram się przede wszystkim wykonywać swój zawód. Nie jestem celebrytą, ale aktorem, a czasami reżyserem. Skupiam się przede wszystkim na swojej pracy. Jeżeli zdarza mi się czasami uczestniczyć w jakichś akcjach, które mają charakter publiczny, to albo dotyczy to mojego kraju, albo są to akcje charytatywne.

To pomówmy o Pańskiej działalności charytatywnej. Skąd wziął się pomysł, by pomagać innym?

Stowarzyszenie „Grosz do Grosza” jest pomysłem moich przyjaciół z mojej strony internetowej, którzy postanowili zrobić coś dobrego. Udało nam się już zorganizować parę akcji. Nie lubię jednak o tym mówić, ponieważ dobroczynność powinna pozostawać w cieniu. To nie ja wymyśliłem te akcje, ja się tylko pod nimi podpisałem i jestem ich uczestnikiem. Zawsze jeżeli ktoś robi coś dobrego, to trzeba to poprzeć. I tak zrobiłem. Jest to stowarzyszenie, które zbiera pieniądze przez cały rok i pod koniec roku znajduje jakąś osobę, której postanawia pomóc. To konkretna pomoc, ale nie taka, że dajemy gotówkę do kieszeni. Rok temu pomogliśmy w stworzeniu własnego kąta dziewczynie chorej na raka, ponieważ żyła w skrajnie złych warunkach.

<!** Image 3 align=right alt="Image 165974" sub="W telewizyjnym „Tańcu z gwiazdami” Zdjęcia: Andras Szilagyi/mwmedia">Wracając do Pana pracy - często się zdarza, że wołają za Panem imieniem granej przez Pana postaci z serialu? Słyszy Pan na ulicy na przykład: „O, Norek!”? To imię bohatera „Miodowych lat”...

Czasami się zdarza, chociaż z reguły wtedy, kiedy przechodzę obok budki z piwem, ponieważ tam ludzie są „odważniejsi”. Generalnie, jeżeli zdarzają się zaczepki czy uwagi, to głównie bardzo sympatyczne. Nigdy nie uciekam od nich, wręcz przeciwnie. To pozytywna strona popularności.

Chociaż z drugiej strony szkoda, że tę popularność zapewniają seriale, a nie poważniejsze produkcje...

Niestety, mamy takie a nie inne czasy. Wykonując swój zawód biorę pod uwagę seriale, ale nie telenowele, chociaż nikogo za udział w nich nie potępiam. Staram się wybierać takie propozycje, które mnie samego rozwijają i są też do pewnego stopnia znaczące w naszym kraju. Np. „Rancho” to serial, który pokazuje nas samych, pozwala nam śmiać się z siebie, ale pobudza nas też do aktywności. Z drugiej strony, jest to dobra rozrywka, serial, w którym gram z przyjemnością.

Poczucie humoru to chyba jedna z mocnych Pana stron.

Staram się, chociaż nie jestem typem wesołka czy zgrywusa.

<!** Image 6 align=right alt="Image 165974" sub="Prywatnie - z żoną Beatą Zdjęcia: Andras Szilagyi/mwmedia">Rozmawiamy sobie o aktorstwie, ale czym ono w ogóle jest dla Pana?

Aktorstwo ma jasne i ciemne strony. Ciemną stroną jest na pewno to, że czasem dostaje się rolę, którą trzeba zagrać, a z którą nie można sobie dać rady. Jest za trudna na umiejętności albo zbyt mocno „wchodząca” w prywatne życie aktora. Boję się wtedy, że reżyser żąda ode mnie czegoś, czego nie chcę zrobić, wstydzę się oddać roli część siebie. Trzeba jednak powiedzieć, że więcej jest tych jasnych stron.

Ale bywa Pan również reżyserem. A ten w teatrze jest pierwszy po Bogu.

Tak się mówi. Taki jest obyczaj w tym świecie, że reżyser jest w teatrze i filmie najważniejszy. To on decyduje o wszystkim, co dzieje się na planie czy na scenie, ale to on również bierze za to odpowiedzialność. Jeżeli film będzie do niczego, to wina będzie po stronie reżysera, nawet gdy to aktor gra źle.

To samo mówi Pan swoim studentom?

Tak, ponieważ jest to podstawowa zasada dla tych, którzy chcą wykonywać zawód aktora. A jeżeli nie odpowiada mi reżyser, to rezygnuję ze współpracy. Mam do tego prawo.

TECZKA OSOBOWA

  • Artur Barciś urodził się 12 sierpnia 1956 w Kokawie. Jest absolwentem PWSFTviT w Łodzi z roku 1979.
  • Aktor warszawskich scen: Teatru Na Targówku (1979–1981), Teatru Narodowego (1982–1984), Teatru Ateneum (od 1984).
  • Bardzo często występuje w rolach drugoplanowych, lecz charakterystycznych, wyrazistych i dających się zapamiętać.
  • Popularność zyskał dzięki występom w programie „Okienko Pankracego” przeznaczonym dla młodych widzów. Pod koniec lat 90. zyskał też sympatię telewidzów dzięki jednej z głównych ról w serialu telewizyjnym „Miodowe lata”, gdzie wcielił się w postać Tadeusza Norka.
  • Sprawdza się zarówno w rolach komediowych, jak i w dramatycznych. Ma ich w dorobku bardzo wiele - teatralnych, filmowych, w dubbingu. Zdobywał nagrody na festiwalach teatralnych i na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.
  • W 2010 brał udział w XI edycji „Tańca z gwiazdami”. Jego partnerką taneczną była mistrzyni tańca Paulina Biernat. Zajęli 7. miejsce na 12 możliwych.
  • Żonaty z Beatą, montażystką filmową. Mają syna Franciszka.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie