Całuję z Anglii, tatusiu...

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Ostatni raz widział Julcię w sobotę przed świętami. W poniedziałek dostał SMS-a od Niej: „Jesteśmy w Anglii, reszty dowiesz się z sądu”. Tęsknota za małą miesza się ze złością na Nią i sąd. Czuje się przegrany jako ojciec i jako mężczyzna.

Ostatni raz widział Julcię w sobotę przed świętami. W poniedziałek dostał SMS-a od Niej: „Jesteśmy w Anglii, reszty dowiesz się z sądu”. Tęsknota za małą miesza się ze złością na Nią i sąd. Czuje się przegrany jako ojciec i jako mężczyzna.

<!** Image 2 align=right alt="Image 79846" sub="Jarosław Szczepankiewicz, założyciel toruńskiego oddziału Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca: - Ojcowie w polskich sądach rodzinnych są na straconej pozycji. W większości przypadków opiekę nad dzieckiem powierza się kobiecie. / Fot. Łukasz Trzeszczkowski">Przejechała po nim cała ta maszyna wymiaru sprawiedliwości, generalnie płci żeńskiej, zabrała mu córkę i jasno dała do zrozumienia: ty się nie liczysz. Tak to widzi.

Sąd postanowił

Wieżowiec na osiedlu Chrobrego w Toruniu. Całe 48 metrów kwadratowych zarzucone papierami. Oryginały, kopie, odpisy, poświadczenia. To historia walki Rafała J. o córkę.

Najlepsze rozeznanie w szpargałach ma matka. - Jest! - wykopuje decydujące postanowienie Sądu Rejonowego (Wydział III Rodzinny i Nieletnich w Toruniu), w którym zezwala się na wyrobienie paszportu małoletniej Julii.

„(...) Należy podkreślić, iż wnioskodawczyni, mieszkając w Polsce, nie utrudniała uczestnikowi spotkań z córką. Co więcej, strony bez udziału sądu, jedynie w obecności mediatora, potrafiły dojść do porozumienia co do częstotliwości i warunków kontaktów ojca z dzieckiem. Mając na uwadze dotychczasowe zachowanie wnioskodawczyni oraz fakt, że w Polsce nadal mieszka jej bliska rodzina (babcia), należy stwierdzić, iż wnioskodawczyni będzie wraz z dziećmi regularnie przyjeżdżać do Polski. Tym samym uczestnik będzie miał kontakt z córką, będzie się z nią systematycznie widywał, będzie uczestniczył w jej życiu (...)”.

Kiedy zobaczy córkę?

Rafał zapala kolejnego papierosa. Ostatni raz widział córkę w sobotę, tydzień przed Bożym Narodzeniem 2007 roku.

<!** reklama>- To nie był mój dzień. Julkę brałem do siebie we wtorki i niedzielę, tak jak ustaliliśmy w obecności mediatora. Ale Ona poprosiła, że tym razem lepiej w sobotę. I uległem - opowiada. - W poniedziałek dostałem SMS-a: „Jesteśmy w Anglii, reszty dowiesz się z sądu”. Jest marzec. Do tej pory Julki nie widziałem i nie wiem, kiedy zobaczę. Nie znam jej adresu, nie wiem, co robi. Kiedy Ona chce, dzwoni. Czy tak sąd rozumie systematyczność kontaktów i ich nieutrudnianie?

Dla dobra dziecka

Walka o paszport toczyła się prawie rok. Ona (imię Kasi nie przechodzi mu przez gardło) już wtedy miała za sobą dwa kilkumiesięczne wyjazdy na Wyspy. Raz pojechała sama. Drugi raz zabrała ze sobą Franka, syna z pierwszego związku. Niespełna pięcioletnią córkę zostawiła pod opieką jej prababci.

„Mam domysł, graniczący z pewnością, że Katarzyna J. chce uciec od długów w Polsce i wyemigrować z naszą córką na stałe. Obawiam się o jej los” - pisał Rafał do sądu. Przypominał, że Ona ma wyrok eksmisyjny (zaległości w czynszu), 2 tysiące zadłużenia wobec przedszkola, kolejne wobec telewizji kablówej i za telefon komórkowy. Nie wspominając, że na sumieniu jeszcze ma wyrok za wyłudzenie oraz opiekę kuratora.

„Jestem przekonana, że pozwany nie wyrażając zgody na paszport dla córki, nie kieruje się stanem faktycznym całej mojej sytuacji, tylko bazuje na swoich obsesyjnie chorych domysłach oraz złośliwości wobec mojej osoby, nie licząc się z dobrem naszej Julii (...) Jedynymi powodami naszego wyjazdu z kraju jest pragnienie odwiedzenia najbliższej rodziny, która ze względu na ograniczenia związane ze swoją praca zawodową czasowo nie ma możliwości przyjazdu do kraju” - pisała do sądu Katarzyna J.

W innym piśmie odwoływała się do sytuacji geopolitycznej. „Nie mogę wyjechać (w odwiedziny z dziećmi - przyp. red.) poza granice Polski. Jesteśmy w Unii Europejskiej i wydaje mi się to krzywdzące dla dziecka”.

Komornik się nie myli

- No, i tak skończyły się te odwiedziny - matka Rafała ma czerwone oczy od miesięcy. - Zostały nam zdjęcia Julci, a synowi alimenty do płacenia.

Sprawa alimentów całej rodzinie podnosi ciśnienie. Zasądzone 300 zł ojciec płacił regularnie. Co trzeci miesiąc Ona kwitowała mu to na piśmie.

Gdy wyjechała sama do Anglii, przez dwa miesiące Rafał (jak twierdzi) nie wiedział, gdzie słać pieniądze. Gdy odmówił zgody na paszport, w jego firmie przewozowej momentalnie zjawił się komornik. Zabrał mu prawie 1,8 tysiąca złotych. Po wyjaśnieniach oddał 1,1 tysiąca „tytułem zwrotu nadpłaty”, co potwierdza pokwitowanie.

Skargi Rafała na czynności komornicze na niewiele się zdały. Po odwołaniu sąd skręgowy przyznał rację sądowi rejonowemu. „Komornik nie bada zasadności tytułu wykonawczego oraz wniosku egzekucyjnego, skarga dłużnika na te czynność komornika jest bezzasadna” - orzeczono.

Od tego czasu komornik co miesiąc, prócz 300 złotych, zdejmuje z pensji Rafała 55 zł tytułem kosztów własnych.

- To absurdalne, ale w Polsce, niestety, często spotykane - komentuje Jarosław Szczepankiewicz, założyciel toruńskiego oddziału Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca. - Zabiera się pieniądze, które ojciec mógłby przeznaczyć na dziecko. Niejednokrotnie zdarza się, że w ten sposób dosłownie odbiera się dziecku jedzenie od ust.

Ojciec musi walczyć

Szczepankiewicz radzi Rafałowi nie załamywać się, tylko walczyć dalej. Po pierwsze, o przyznanie mu prawnej opieki nad dzieckiem, powołując się na sytuację, w jakiej żyła matka w Polsce (wyrok eksmisyjny, zadłużenie). Po drugie, jak najszybciej wystąpić o konkretne uregulowanie kontaktów dziecka z ojcem w nowych okolicznościach. A w sprawie alimentów - żądać zniesienia egzekucji komorniczej jako bezzasadnej w świetle wcześniejszej regularności świadczeń alimentacyjnych. Szczepankiewicz zapowiada. - Nie będzie łatwo ani szybko.

Milczące założenie

- Ojcowie w polskich sądach rodzinnych są na straconej pozycji - mówi założyciel toruńskiego oddziału Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca, który sam przez pięć lat walczył o to, by zachować pełne prawa rodzicielskie. Od kilku miesięcy jest w kontrataku, bo stara się, by przyznano mu prawną opiekę nad dzieckiem.

- W większości przypadków opiekę nad dzieckiem powierza się kobiecie. To wynik milczącego założenia, że „dziecko powinno być przy matce”, niezależnie od tego, jakie warunki jest ona mu w stanie stworzyć. W walce o dziecko odzywają się głęboko zakorzenione u nas stereotypy. Mężczyzna to brutal, cham, pijak, narkoman, złodziej. Kobieta: najświętsza. Oczywiście, wyostrzam je, ale generalnie takie myślenie dominuje.

Obrona praw ojca

Konsekwencją przyznania opieki matce jest konieczność ustalenia kontaktów ojca z dzieckiem. Tak mówią sędziowie (a w sądach rodzinnych są to przeważnie kobiety), choć Stowarzyszenie Obrony Praw Ojca zawsze podkreśla, by mówić raczej o kontaktach dziecka z ojcem.

Przy tych ustaleniach, zdaniem Szczepankiewicza, polskie sądy grzeszą stronniczością. Za rzadko stosują mediacje, zbyt często decydują od razu, z niekorzyścią dla dziecka i taty. A przy tym wszystkim polscy ojcowie są zagubieni, nieświadomi swoich praw, wprowadzani w błąd. SOPO robi, co może, czyli służy radą i, jeśli się uda, obecnością swoich przedstawicieli na rozprawach, aby wspierać mężczyzn, ale i dokumentować całą sprawę.

- Sędziowie jednak niechętnie się na to zgadzają. Najczęściej utajniają wówczas rozprawy - mówi Szczepankiewicz.

Wszystko, co najlepsze

Rafał nie wie, czy będzie walczyć o opiekę nad córką. Dotychczas wydawało mu się, że nie musi rozbijać Julce świata, aby być jej ojcem. Będzie czekał na telefon (gdy sam dzwoni, numer nie odpowiada), na słowa: „Całuję z Anglii, tatusiu”. Nie potrafi powiedzieć, ile jest w nim tęsknoty, a ile poczucia krzywdy i zranionej dumy.

„W sprawie bezsporne jest, iż zarówno wnioskodawczyni, jak i uczestnik mają bardzo dobry kontakt z małoletnią córką. Oboje się o nią troszczą i chcą dla niej wszystkiego, co najlepsze” - ustalił sąd na rozprawie we wrześniu 2007 r.

PS Imiona bohaterów reportażu zostały zmienione.

Warto wiedzieć

Stowarzyszenie Obrony Praw Ojca

  • Stowarzyszenie Obrony Praw Ojca ma oddziały w kilkunastu miastach Polski.
  • Pierwszy statutowy cel stowarzyszenia to „zabieganie o stosowanie równych praw ojca i matki dla najwyżej pojętego dobra dziecka oraz zmian obyczajowo przyjętej obecnie interpretacji prawa, niedającej ojcu rzeczywistego równouprawnienia.”
  • W Kujawsko-Pomorskiem oddział Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca powstał w Toruniu. W 2002 roku założył go Jarosław Szczepankiewicz, ojciec z bagażem doświadczeń. Służy radą innym. E-mail: [email protected]

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie