Ciężka praca dała efekty

Sławomir Pawenta
Sławomir Pawenta
Rozmowa z ŁUKASZEM GRUBE, pomocnikiem Elany Toruń, wypożyczonym na rundę wiosenną z GKS-u Bełchatów.

Rozmowa z ŁUKASZEM GRUBE, pomocnikiem Elany Toruń, wypożyczonym na rundę wiosenną z GKS-u Bełchatów.

<!** Image 2 align=right alt="Image 170028" sub="Łukasz Grube pochodzi z Włocławka. W swojej karierze grał już w Kujawiaku Włocławek, Elanie i GKS-ie Bełchatów. Teraz wrócił do Torunia / Fot. Adam Zakrzewski">Rozegrałeś w rundzie wiosennej pięć meczów w barwach Elany. Strzeliłeś cztery gole. Początek rundy nie był jednak taki rewelacyjny w Twoim wykonaniu, jak ostatnie spotkanie w Tychach, w którym zdobyłeś hat-tricka.

Faktycznie, początek rundy był dla mnie nieudany. Dobrze, że chociaż strzeliłem bramkę z karnego w meczu z Czarnymi Żagań. Praktycznie w żadnym spotkaniu nie zaprezentowałem się dobrze na tle drużyny. Wiem, że były większe oczekiwania ode mnie, jestem tego świadomy. Ale ciężko pracowałem. Po meczu z Czarnymi poprosiłem o dziesięć dni na poprawę dla wszystkich i już spotkanie w Gdyni pokazało, że nasza drużyna ma jednak potencjał, mimo że przegraliśmy. A potyczka w Tychach udowodniła, że te dziesięć dni nie poszło na marne.

Przełamałeś się w Gdyni czy Tychach?

Dla mnie przełomem było całe dziesięć dni. Mogłem przez nie mocniej potrenować. Trener zadecydował, że nie wyszedłem w podstawowym składzie w Gdyni (Grube grał od 62. min. - przyp. red.). Ale zagrałem od początku w Tychach i się bardzo cieszę.

Aktualnie zajmujecie czwarte miejsce w tabeli. Znowu narobiliście kibicom apetytu na awans do pierwszej ligi...

<!** reklama>Daleki jestem od twierdzenia, że po zwycięstwie 3:0 w Tychach jesteśmy kandydatami do awansu. Fajnie, jak ktoś tak mówi, ale powiedzmy sobie szczerze - od początku rundy nie graliśmy tak, jak powinniśmy, bardziej sobie przeszkadzaliśmy niż pomagaliśmy na boisku. Teraz udało się odrobić trochę punktów. Myślę, że mecz w Tychach udowodnił nam, że potrafimy grać w piłkę, panować nad wydarzeniami na boisku. Nie straciliśmy szansy na awans. A na pewno stać nas na zdobycie piątego miejsca. Ale do końca sezonu mamy za dużo spotkań, by cokolwiek mówić o tym, którzy ostatecznie będziemy. Mogę jedynie zapewnić, że do każdego spotkania będziemy przystępowali zmobilizowani i głodni zwycięstwa. A co z tego będzie w czerwcu, to zobaczymy.

Boli strata punktów w meczach z Czarnymi i Bałtykiem - w obu prowadziliście, ale nie wygraliście.

Dokładnie, to na pewno boli, zwłaszcza po wygranej 3:0 na boisku rywala, który otwarcie mówi, że walczy o awans. Nie straciliśmy tym razem bramki, a wcześniej różnie z tym bywało. Z Czarnymi u siebie prowadziliśmy 2:0, a nie wygraliśmy. Ale przeszłości już się nie zmieni. Chociaż można z niej wyciągnąć wnioski. W sobotę mamy bardzo ważny mecz z Jarotą, który zadecyduje o tym, czy będą o nas mówić jak o drużynie, która ma szanse na awans, czy jak o zespole, który co jakiś czas robi gdzieś niespodzianki i będzie walczył o piąte, szóste czy siódme miejsce.

Niedawno wziąłeś ślub. Jak zmienia się po tym życie sportowca?

Raczej moje życie się nie zmieniło. Mieszkaliśmy razem jeszcze przed ślubem, więc różnicy wielkiej nie ma. To dobrze, że można wrócić do domu, skorzystać z kuchni żony, porozmawiać, odzyskać spokój i formę psychiczną.

Skoro już wspomniałeś o kuchni, to stosujesz jakąś specjalną dietę?

Wiadomo, że sportowcy nie mogą sobie pozwolić na szaleństwa kulinarne. Musimy jeść dużo sałatek, rzeczy gotowanych, warzyw. Akurat żona jest wielbicielką surówek, gotowanych warzyw, czy warzyw z patelni, wychodzi jej to super, więc pod tym względem nie mogę narzekać. Posiłki dla sportowców muszą być wysokokaloryczne, by nadrobić straty energii. A więc jemy jak najwięcej drobiu, a nie tłustych mięs, a alkohol pijemy sporadycznie, bo wpływa to na formę. Ale nasz trener odnowy biologicznej powiedział, że po wysiłku jedno - dwa piwa są wskazane i trzymamy się tego, nie przesadzamy. Tak samo jak ze słodyczami, za dużo ich jeść nie możemy.

Mieszkacie z żoną we Włocławku. Jak spędzacie wolny czas?

Nie mamy schematu. Najczęściej jeździmy do rodziny Kasi lub mojej, bo obie też są z tego miasta. Albo chodzimy do kina, robimy wspólne kolacje. A ponieważ teraz żona jest na zwolnieniu ze względu na ciążę, tego czasu spędzanego wspólnie mamy trochę więcej. Cieszy nas nawet sprzątanie, które robimy razem.

Teczka osobowa

Łukasz Grube urodził się 23 stycznia 1985 roku we Włocławku

Ma żonę Katarzynę i... dziecko w drodze

Ma 178 cm wzrostu i waży 70 kilogramów. Gra na pozycji pomocnika

Jeździ VW passatem rocznik 1997. Jest to jego pierwsze auto

Ulubione: film - „Gladiator”, zespół - „Perfect”, napój - powerade

Wzór piłkarza - Francuz Zinedine Zidane

Sportowe marzenie - zagrać kiedyś w polskiej ekstraklasie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie