Co wytropił redaktor Mazurkow?

Ryszard Warta
Ryszard Warta
Ludzie w niebieskich mundurach - jak niektórzy poetycko nazywają policjantów - są tylko ludźmi. Także im zdarza się tłumaczyć w sądzie z różnych spraw. Ale takiej sprawy jeszcze nie było.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/warta_ryszard.jpg" >Ludzie w niebieskich mundurach - jak niektórzy poetycko nazywają policjantów - są tylko ludźmi. Także im zdarza się tłumaczyć w sądzie z różnych spraw. Ale takiej sprawy jeszcze nie było. Otóż redaktor Edward Mazurkow, dziennikarz łódzkiego „Expressu Ilustrowanego”, chce pozwać do sądu szefa Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. W skrócie było to tak: red. Mazurkow, który policyjną działkę uprawia od lat, opublikował w 2009 roku teksty o pewnym młodszym aspirancie, który po pijaku spowodował wypadek, i o pewnym inspektorze, wysłanym na wcześniejszą emeryturę w atmosferze zarzutów o naruszenie nietykalności osobistej i znieważanie podwładnych.

<!** reklama>Po tych publikacjach na portalu „Nasze Miasto Łódź” - posypały się wpisy o tym, że dziennikarz jest konfidentem, manipulatorem, że „chla”. Edward Mazurkow postanowił bronić się prawnie przed oszczercami, a odkrycie, jakiego przy okazji dokonał, było zaskakujące. Otóż okazało się, że część szkalujących dziennikarza wpisów zamieszczono za pomocą komputera, zainstalowanego w gmachu łódzkiej komendy i pozostającego w dyspozycji jej szefa i dwóch jego zastępców. Policjanci przyznają, że chodzi o ich komputer, ale tłumaczą, że ktoś z zewnątrz mógł zamieścić inkryminowane wpisy. Rzeczniczka łódzkiej policji zapewniła, że komendant ubolewa, a policja „wdraża procedury, mające na celu uszczelnienie systemu i zabezpieczenie przed dostępem osób trzecich”. Swoją drogą cierpnie skóra, gdy pomyśleć, że każdy mógł dostać się do komputera szefa policji 750-tysięcznego miasta i robić to, co mu się podoba.

Właściwie nic nowego. Każdy dziennikarz wie, że pod publikacjami nigdy nie brakuje złośliwości i inwektyw, wpisywanych przez najróżniejszego typu frustratów, świrów i pieniaczy. Żurnaliści nauczyli się też, że absolutnie nie warto wchodzić z autorami tego rodzaju wpisów w jakiekolwiek polemiki. Nie ma to sensu dokładnie z tych samych powodów, dla których nie warto wdawać się w dyskusję z awanturującym się na ulicy żulem.

Casus Mazurkow wart jest uwagi, bo podkreśla pewne rozróżnienie, z którego warto sobie zdawać sprawę. Nie wiem, kto szkalował dziennikarza, być może rzeczywiście było tak, jak tłumaczą łódzcy policjanci, że ktoś jedynie skorzystał z ich łącza. Niemniej cała ta historia przypomina, że chamstwo i słowną agresję pompują w Internet nie tylko „wolontariusze”, którym internetowa anonimowość i łatwość publikacji dodaje skrzydeł. Tacy ludzie byli zawsze, cechuje ich to, co wiele lat temu Melchior Wańkowicz nazwał „bezinteresowną zawiścią” - teraz tylko mają nowe możliwości. Swoje dokładają także ci, dla których internetowe forum to świetne narzędzie do czarnego PR-u i zwalczania prawdziwego lub wyimaginowanego przeciwnika. I robią to na zimno, cynicznie, nie dla czystej złośliwości, tylko dla złośliwości jak najbardziej interesownej.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie