Czarujący epizodzik i inne dylematy

Ryszard Warta
Ryszard Warta
Historia jest dramatyczna, jak z telenoweli, albo jeszcze gorzej - z prawdziwego życia. Otóż małżonek baraszkuje sobie z rozebraną do bielizny panią, czynnie i z ochotą łamiąc święte zasady małżeńskiej wierności, a tu wchodzi małżonka. I wiadomo: szok, płacz, i „dlaczego mi to zrobiłeś”.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/warta_ryszard.jpg" >Historia jest dramatyczna, jak z telenoweli, albo jeszcze gorzej - z prawdziwego życia. Otóż małżonek baraszkuje sobie z rozebraną do bielizny panią, czynnie i z ochotą łamiąc święte zasady małżeńskiej wierności, a tu wchodzi małżonka. I wiadomo: szok, płacz, i „dlaczego mi to zrobiłeś”. Na szczęście niewierny ma pod ręką gazetkę reklamową Media Markt, którą podsuwa zrozpaczonej ślubnej. Ta zerka na gazetkę i od razu jest jej lepiej.

Reklama jak reklama, bywały śmieszniejsze i bywały głupsze. Ta jednak stała się przedmiotem pogłębionych badań, w których pojęcia z zakresu etyki personalnej mieszały się z kwestiami społecznej odpowiedzialności. Otóż reklama ta została zaskarżona do Komisji Etyki Reklamy. Autorzy, a może autorki skarg, uznali, że narusza ona zasady, bo, m.in., „ubliża kobietom, ich inteligencji, obraża w sposób seksistowski ukazując, że są takimi idiotkami, że wystarczy podrzucić gazetkę MM i będą szczęśliwe”. Skarżący podkreślili też, że „reklama trywializuje tak poważny temat jak wierność, kryzys wywołany przez zdradę i cierpienie kobiety”. Skarżeni bronili się zapewniając, że ich reklamówka nie godzi, nie uwłacza i nie poniża, a jej fabuła jedynie „ma służyć podkreśleniu, że wyjątkowa oferta sieci handlowej Media Markt przykuwa uwagę nawet w dramatycznych okolicznościach życiowych”.

<!** reklama>Przekonywali, ale nie przekonali, bo skład orzekający Komisji Etyki Reklamy uznał, że jednak w tym przypadku reklama nie była prowadzona w poczuciu odpowiedzialności społecznej, bo bagatelizuje problem zdrady, co jest „przejawem promowania niewłaściwych wzorców”.

Przesada? Można i tak na to spojrzeć. Dobrze, że nie ma komisji do spraw etyki piosenki estradowej, bo Hanna Banaszak miałaby kłopoty śpiewając najpierw „Jestem kobietką, co niezłomne ma zasady, mój mąż, mój dom - to tylko w życiu liczy się”, a potem wyznając, że „ma ochotę na chwileczkę zapomnienia, na miłosny, czarujący zwischen ruf”, jeszcze kusi jakiegoś kotka, żeby przeżył z nią „czarujący epizodzik”.

Epizodziki, epizodzikami, ale problem tu jest podstawowy: w jaki sposób traktować przekaz reklamowy: jak każdą inną fabułę, opowieść mniej lub bardzo zabawną, mniej lub bardziej ciekawą, ale oczywistą w swym umownej, literackiej formie? Czy raczej traktować go absolutnie serio. Tylko w tym drugim wypadku inkryminowana reklama rzeczywiście będzie miała wszystkie te grzechy, o jakich w oskarżeniu mowa. To jednak niebezpieczna ścieżka. Jeśli kiedyś wreszcie doczekamy się w szkołach sensownie prowadzonej edukacji medialnej, to w jej ramach warto będzie uczyć dzieciaków zdrowego podejścia do reklamy, tego na przykład, żeby nie traktowały jej jako prawdy objawionej, żeby miały do niej dystans. Dorosłym także przydałoby się trochę tego dystansu.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie