Człowiek zwany ludzkim szambem

Radosław Rzeszotek
Kim jest zabójca, który domaga się odszkodowania od matki swojej ofiary? Sympatycznym i spokojnym z pozoru mechanikiem samochodowym. I zarazem mężem, który przywiązał do drzewa żonę - lisom na pożarcie.

Kim jest zabójca, który domaga się odszkodowania od matki swojej ofiary? Sympatycznym i spokojnym z pozoru mechanikiem samochodowym. I zarazem mężem, który przywiązał do drzewa żonę - lisom na pożarcie.

<!** Image 2 align=left alt="Image 18909" >- Ten człowiek nie ma serca ani sumienia - płacze Danuta Zegan. - Zamordował mi dziecko, a teraz jeszcze żąda ode mnie pieniędzy? Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o podobnym świństwie? Jak bardzo trzeba być wynaturzonym, żeby zdobyć się na takie coś?

Pozew z powództwa cywilnego przyszedł do Danuty Zegan w walentynki. Został napisany przez Adriana W. drukowanymi literami. Mowa w nim o „naruszonej czci”, „dobrym imieniu” i „zadośćuczynieniu”. Zabójca zarzuca matce swojej ofiary, że nie chciała go przeprosić.

- Jeśli tak w Polsce ma wyglądać prawo, to lepiej od razu iść się powiesić - denerwuje się Stanisław Zegan, ojciec zamordowanej dziewczyny. - To jest kpina. Ten człowiek nie powinien mieć żadnych praw, a zwłaszcza nie powinien mieć podstaw do tego, aby znęcać się jeszcze nad kimkolwiek. Mam nadzieję, że to, czego nie dokończyli sędziowie, dokończą jego współwięźniowie.

Do Torunia przyjechał Krzysztof Orszagh, doradca rzecznika praw obywatelskich, który po wnikliwym przeanalizowaniu sporu pomiędzy Adrianem W. a Danutą Zegan, nazwał zabójcę „ludzkim szambem”. Stwierdzenie to wywołało ostrą reakcję Jana Kochanowskiego, rzecznika praw obywatelskich, który uznał je za „niedopuszczalne”. Krzysztof Orszagh zrezygnował ze stanowiska doradcy RPO.

O zabójstwie Katarzyny Zegan pisaliśmy na łamach naszej gazety wielokrotnie. Skończyła osiemnaście lat kilka tygodni przed śmiercią. Mieszkała w Brąchnówku, niedaleko Chełmży. 24 sierpnia 2002 roku wyszła z domu na dyskotekę do pobliskiej Grzywny. Podobno świetnie się bawiła. Była tam ze swoim chłopakiem, który po skończonej zabawie, około godziny drugiej w nocy, nie odprowadził swojej dziewczyny do domu. Nie było takiej potrzeby, Kasia wiele razy wracała sama do Brąchnówka.

Nie uszła zbyt daleko. Niedaleko dyskoteki stał biały volkswagen passat, siedział w nim tylko jeden mężczyzna. Świadkowie nie widzieli jego twarzy, ale zapamiętali markę auta. Widzieli też, że Kasia wsiada do passata. Podczas eksperymentu śledczego przeprowadzonego podczas śledztwa na zlecenie prokuratury, świadkowie bez wahania opisali, gdzie znajdował się samochód, do którego wsiadła zamordowana potem dziewczyna.

Jak dokładnie Adrian W. zamordował Kasię, nie wiadomo. Bezpośrednią przyczyną śmierci dziewczyny było uduszenie. Zabójca na szyi nie pozostawił śladów - nie było charakterystycznych pręgów zostawianych przez pasek, czy sznurek. Nie było też siniaków odciśniętych palcami dusiciela. Zdaniem śledczych, oprawca użył apaszki lub czegoś podobnego.

Zwłoki dziewczyny znaleziono trzy dni później, w rowie przy drodze prowadzącej z Unisławia do Kokocka. Ubranie częściowo z niej zdarto. Zabójca pozostawił pierścionki, łańcuszki, nawet portfel z pieniędzmi. Twarz miała posiniaczoną. Ciało było ułożone tak, jakby ktoś je wlókł do rowu.

Policjanci szybko ustalili numery rejestracyjne białego passata, do którego wsiadała Katarzyna Zegan. Właścicielem auta okazał się trener wioślarek w chełmżyńskim klubie sportowym. Prowadząca sprawę prokurator Małgorzata Piotraszewska podjęła decyzję o przeszukaniu mieszkania mężczyzny. W toku śledztwa okazało się jednak, że trener wioślarek pożyczył swój samochód Adrianowi W. Kilka dni później Adrian W. sam przyszedł do komisariatu policji w Chełmży. Chciał rzekomo wytłumaczyć „nieporozumienie” związane z samochodem. Został zatrzymany. Do dziś nie wyszedł na wolność.

- Znaliśmy go, jego ojca też, bo przychodził czasem do nas naprawiać ciągnik - mówi Danuta Zegan. - Mój syn Krzysiek, kiedy dowiedział się, że to Adrian zabił Kasię, to aż się popłakał ze złości. Powtarzał, że tyle razy miał tego gnoja pod ręką... Tyle miał okazji, żeby go zatłuc...

Włos Karoliny na ubraniu

W chwili aresztowania Adrian W. miał 26 lat. Był zameldowany w Bydgoszczy, gdzie pracował jako mechanik samochodowy. Jest dobrze zbudowanym blondynem. Ostatnie miesiące na wolności spędził w Chełmży, gdzie dorabiał w Chełmżyńskim Towarzystwie Wioślarzy. Pracownicy klubu mieli o nim dobre zdanie, nazywali go „złotą rączką”. Podkreślali nawet, że gdyby nie on, większość motorówek klubowych nie nadawałaby się do użytku.

Policja w Chełmży też go znała. Funkcjonariusze operacyjni kojarzyli go jako prowadzącego „podejrzane interesy samochodowe”. Nie był jednak pod szczególną obserwacją. Takich jak on mieszkało wówczas w Chełmży wielu.

Adrian W. miał żonę. Ich małżeństwo legło w gruzach, kiedy Adrian wywiózł ją któregoś dnia do lasu. Tam zgwałcił, rozebrał i przywiązał do drzewa. Jak miał powiedzieć: lisom na pożarcie. Mimo to teść Adriana W. angażował się w obronę zięcia, kiedy ten trafił do aresztu podejrzany o zabójstwo Katarzyny Zegan. Widywano go w prokuraturze, wysyłał pisma do różnych instytucji w obronie Adriana W.

- Nie można mieć pewności, że Adrian W. zabił tylko jedną dziewczynę - mówi jeden z funkcjonariuszy śledczych zaangażowany w sprawę zabójstwa Katarzyny Zegan. - Badaliśmy związki tego mężczyzny w kontekście innych spraw, w których ofiarami były młode kobiety. W jednej z nich Adrian W. pojawia się w podejrzanych okolicznościach.

Chodzi o zaginięcie i tajemniczy zgon Karoliny Kronkowskiej, mieszkającej we wsi Trzebień niedaleko Pruszcza. Ta osiemnastolatka zaginęła 3 września 2001 roku. Dzień wcześniej bawiła się na gminnych dożynkach w Pruszczu. 16 września 2001 roku wyłowiono z Wisły jej ciało. Podczas sekcji zwłok stwierdzono, że w płucach nie ma wody - ofiara nie zmarła więc w wyniku utonięcia.

Na imprezie, po której zniknęła Karolina, bawił się również Adrian W., doskonale znany w tamtej okolicy. Zdaniem rodziny dziewczyny, Karolinę po raz ostatni żywą widziano w małym fiacie Adriana W. Jednak z ustaleń śledczych wynikało, że auto Adriana W. było tamtej nocy zaparkowane przed posterunkiem policji. Nie zarządzono przeszukania samochodu Adriana W. - przeszukano tylko jego mieszkanie. Na jednym z jego ubrań odnaleziono włos, który po analizie laboratoryjnej okazał się włosem Karoliny Kronkowskiej.

Jak spłacić zabójcę?

To jednak było za mało, aby oskarżyć Adriana W. Mężczyzna nie krył bowiem, że w czasie imprezy tańczył z Karoliną. Włos mógł więc znaleźć się na jego ubraniu jak najbardziej przypadkowo.

<!** Image 3 align=right alt="Image 18910" >- Kiedy przeniósł się z tamtych okolic, przyjechał tu do nas - mówi Danuta Zegan. - Żeby zabić naszą Kasię. A teraz domaga się od nas 70 tysięcy złotych. Musielibyśmy sprzedać połowę gospodarstwa, żeby spłacić zabójcę naszej córki.

Adrian W. nie przyznał się do winy. Sąd skazał go na 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.

Kilkanaście miesięcy po zabójstwie Katarzyny Zegan, w wypadku samochodowym zginął jej brat, Krzysztof. Dokładnie na tym samym zakręcie, gdzie Kasia wsiadła do auta Adriana W.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie