Daleka droga do domu

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Śnieżyca odcięła drogę nad Bajdaratę i zmusiła samochody do zjazdu na platformę kolejową. Część drogi do domu członkowie ekspedycji na skraj Europy musieli przejechać pociągiem.

Śnieżyca odcięła drogę nad Bajdaratę i zmusiła samochody do zjazdu na platformę kolejową. Część drogi do domu członkowie ekspedycji na skraj Europy musieli przejechać pociągiem.

<!** Image 2 align=none alt="Image 169291" sub="Samochody ekipy z kierowcami na platformie kolejowej czekały na odjazd... Fot. Nadesłane">Workuta, główny cel podróży, została zdobyta.

Członkowie kujawsko-pomorskiej ekspedycji stali się w tym mieście sensacją. Mieszkańcy Workuty podchodzili i pytali, czy mogą ich dotknąć. Ludzie zaczepiali na ulicach, robili sobie zdjęcia przy autach.

-Wot, mołodcy - słychać było na każdym kroku.

Nasi podróżnicy czas spędzili jednak pracowicie, zbierając między innymi materiały do filmu, który powstaje we współpracy z Fundacją Tumult.

<!** reklama>Niestety, północno-wschodni kraniec kontynentu opanowały obecnie śnieżyce, które sprawiły, że w tej krainie bez dróg dalsza podróż samochodem stała się niemożliwa. Co więcej, z tego samego powodu także w drogę powrotną nie ma jak z Workuty wyjechać.

- Próbowaliśmy wynająć pojazd gąsienicowy jako przewodnika, ale 100 zł za kilometr to cena z kosmosu - relacjonuje Jacek Kiełpiński, dziennikarz „Nowości” i kierownik wyprawy. - Pozostała nam więc laweta kolejowa, lecz ta jest nie tylko potwornie droga, ale jedzie aż cztery dni do Uchty, a kolejarze radzili przesiedzieć ten czas w samochodach, bo inaczej mogły dotrzeć niekompletne.

<!** Image 3 align=none alt="Image 169291" sub="... gdy w tym czasie druga część ekipy jechała pociągiem osobowym Fot. Nadesłane">To jednak dopiero początek kłopotów. Lawetę trzeba było załatwić sposobem znanym z czasów PRL-u. Kiedy wydawało się, że wszystko jest już załatwione, dziewięcioosobowy zespół musiał podzielić się. Jedna grupa ruszyła do Uchty, gdzie zaczynają się drogi, pociągiem osobowym, na miejscu zostawiając tych, którzy razem z samochodami mieli jechać składem towarowym.

- Jechaliśmy w wesołym wagonie - opowiada Jacek Kiełpiński. - Sasza, spawacz z Gazpromu, pokazywał filmiki ze swojej pracy. Fantazję mają Rosjanie. Na przykład, rozcinanie źle zespawanych rur siedząc na jednej z nich okrakiem. Nagle naprężona rura się prostuje i wyrzuca faceta wysoko w górę.

Pociągi osobowe są tam bardzo punktualne, trudno jednak poznać rozkład jazdy pociągów towarowych. Kiedy więc pierwsza grupa dotarła do Uchty, samochody razem ze swoją obstawą nadal czekały w Workucie. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Słupki rtęci w termometrach spadały, napięcie rosło. Wreszcie skończyło się na poważnej awanturze, po której platforma z samochodami ruszyła.

Podróżnicy stracili jednak przez to dwa dni, a z powodu trudnych warunków drogowych w Rosji oraz zmęczenia (w podróży są już od niemal trzech tygodni), trudno im będzie ten czas nadrobić.

- Teraz analizujemy warianty drogi powrotnej do kraju - mówi Jacek Kiełpiński. - Jest kilka możliwości, ale zawsze wychodzi ponad trzy tysiące kilometrów, a warunki drogowe są podobno w całej Rosji kiepskie. Czasu robi się naprawdę mało. Chcielibyśmy wrócić w piątek 1 kwietnia, ale nie wszyscy przystają na taką gonitwę. Jest się czego obawiać, bo zmęczenie daje się we znaki. Wyraźnie słabniemy. Nerwy zaczynają niektórym puszczać. A tu kawał drogi przed nami. Posiłki wyłącznie na poboczach. Szykuje się więc ostra jazda.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie