Dały z siebie wszystko

Dariusz Łopatka
Druga część rozmowy z MARIUSZEM SOJĄ, szkoleniowcem drugoligowych siatkarek Budowlanych Synapsy Toruń.

Druga część rozmowy z MARIUSZEM SOJĄ, szkoleniowcem drugoligowych siatkarek Budowlanych Synapsy Toruń.

<!** Image 2 align=none alt="Image 170238" sub="W obecnym sezonie Mariusz Soja kilka razy denerwował się na swoje podopieczne. Bywały też momenty, kiedy chwalił toruńskie siatkarki / Fot. Jacek Smarz">Postawiliście drużynie cel, którym było utrzymanie się w lidze bez konieczności rozgrywania barażu. Sezon zakończyliście tymczasem w półfinale. Można więc uznać, że Wasz plan był asekuracyjny.

Realnie ocenialiśmy nasze szanse i liczyliśmy na miejsce piąte, bądź szóste. Niższa lokata zmuszała nas do gry w barażach, która jest stresująca, ale ciągnie za sobą także dodatkowe koszty. Zajęcie miejsca w górnej części tabeli było więc ważne ze względu finansowego. Tymczasem niespodzianek było w lidze sporo. Nie spodziewałem się, że poziom drugiej ligi będzie tak wysoki. Przed inauguracją miałem sporo obaw, czy nasza drużyna sobie poradzi. Dziewczyny poddały się jednak pewnemu reżimowi treningowemu, który był podobny jak w pierwszej lidze, wytrzymały to i efekty było widać. Drugie miejsce po rundzie zasadniczej i trzecie na koniec rozgrywek to spory sukces.

Nie dość tego, że zespół pewnie utrzymał się w lidze, to był bliski gry w finale.

<!** reklama>Finału nie udało się osiągnąć, ale nie czujemy niedosytu. Iskierka rozgoryczenia pojawiłaby się pewnie, gdybyśmy dysponowali pełną dwunastką dziewczyn. Kontuzje sprawiły jednak, że nie czuję niedosytu. Nie spodziewaliśmy się nawet tego, że w półfinale przeciwko Pałacowi Bydgoszcz zagramy aż pięć meczów. Dysponowaliśmy przecież zaledwie siódemką zawodniczek. Tak było od połowy sezonu. Rozgrywanie jednego spotkania tygodniowo pozwalało na regenerację sił, ale play off, gdzie konieczne jest rozgrywanie meczów dzień po dniu, nie było to możliwe. Ostatni mecz sezonu wyglądał więc tak, jak się spodziewaliśmy. Przegraliśmy na własnym parkiecie 0:3 z Bydgoszczą. Nie przegraliśmy, bo nie chcieliśmy walczyć, przegraliśmy, bo nie mieliśmy sił.

W poprzednim sezonie drużynę omijały kontuzje. W tym roku było już zupełnie inaczej. W czym leży tego przyczyna?

Analizowaliśmy to z trenerem Jerzym Wawrzynem (drugim szkoleniowcem Budowlanych - przyp. red.). Wynikało to z późnego rozpoczęcia przygotowań. Treningi wznowiliśmy w drugiej połowie sierpnia. Dziewczyny pracowały ostro. Robiliśmy wszystko od razu. Nie mieliśmy takiego spokojnego wejścia, pracowania najpierw nad wytrzymałością, a później nad siłą. Robiliśmy wszystko naraz, żeby zdążyć przed pierwszymi meczami. Konsekwencją tego były kontuzje. Tym niemniej pierwsze urazy pojawiły się znacznie wcześniej. Tak było w przypadku Patrycji Kowalskiej i Doroty Lewandowskiej. Kumulacja wszystkich ćwiczeń stopniowo dawała się dziewczynom we znaki. Marzy mi się, aby już więcej takiej sytuacji nie było, że w dwa, czy trzy tygodnie musimy przygotowywać zespół do długiego sezonu.

Grę których zawodniczek sztab szkoleniowy ocenia najwyżej?

Każda z dziewczyn dała z siebie bardzo dużo. Największym zaskoczeniem jest jednak Agnieszka Sikorska, która wróciła do zespołu po prawie rocznej przerwie. Nie wiedzieliśmy jak ona wytrzyma sezon, w jakiej będzie dyspozycji? Była jednak liderką, w przeciągu sezonu grającą najrówniej. Każda dała jednak z siebie tyle, ile mogła. W zespole było sporo roszad. Asia Sobczak, dla przykładu, nie grała na swojej nominalnej pozycji. To wynikało z braku pieniędzy na ściąganie zawodniczek na dane pozycje. Przekwalifikowaliśmy więc Asię na przyjmującą i tak się męczyła przez cały sezon. Dawała jednak z siebie wszystko. Grała raz lepiej, raz słabiej, ale to nie była jej pozycja. Dziewczyny sprawiły, że drużyna osiągnęła więcej, niż mogliśmy się spodziewać.

W Budowlanych drzemią jeszcze większe rezerwy?

Sukcesem jest to, że mamy młodzież. Jeżeli jednak liczymy na coś więcej, to samą młodzieżą, samymi swoimi wychowankami, nie osiągniemy wyższej ligi, niż druga. Takie są warunki rynku. Nie ma w Polsce klubu, który awansowałby do pierwszej ligi, czy do PlusLigi wyłącznie własnymi wychowankami. Cieszy to, że mamy swoje, ale muszą być one wzmacniane siatkarkami z zewnątrz.

Prezes klubu, Jarosław Hausman, mówi otwarcie, iż celem na kolejny sezon będzie walka o awans do pierwszej ligi. Czego potrzebuje drużyna, aby osiągnąć awans?

Będziemy próbować bić się o pierwszą ligę. Awans nie jest może naszym nadrzędnym celem, bowiem w nadchodzącym sezonie będzie o to niezwykle trudno, ale ta próba powinna już teraz zostać podjęta. Myśląc o tym, że w odstępie dwóch lat chcemy awansować, na pewno drużyna będzie potrzebowała wzmocnień na każdej pozycji, na rozegraniu, przyjęciu, na ataku. Na środku również, mimo tego, że mamy bardzo dobre zawodniczki grające na tej pozycji. Cały czas nie wiemy, w jakim stanie zdrowia będzie w kolejnym sezonie Patrycja Kowalska, a na pewno nie pozwolę sobie grać przez cały rok tylko dwiema środkowymi. To zbyt duże obciążenie, dlatego czekamy na decyzję odnośnie Patrycji. Chcielibyśmy, aby wróciła do nas zdrowa, ale ważniejsze jest zdrowie każdej pojedynczej zawodniczki.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie