Paweł Adamowicz
Pożegnanie

Pożegnanie Pawła Adamowicza

Rozwiń
Paweł Adamowicz
Zwiń

Pożegnanie Pawła Adamowicza

Służba publiczna, ukochane miasto i drugi człowiek - te wartości były dla niego najważniejsze. Paweł Adamowicz był człowiekiem niezwykle aktywnym, zawsze życzliwym i zawsze blisko ludzi.

Do kogo piszę? Na kogo trafi, na tego bęc

Do kogo piszę? Na kogo trafi, na tego bęc

Dorota Misiak

Nowości Dziennik Toruński

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

Rozmowa z MARIĄ CZUBASZEK, satyryczką, dziennikarką radiowej „Trójki”, autorką skeczy dla aktorów oraz scenariuszy seriali telewizyjnych i tekstów piosenek.
Do kogo piszę? Na kogo trafi, na tego bęc

Rozmowa z MARIĄ CZUBASZEK, satyryczką, dziennikarką radiowej „Trójki”, autorką skeczy dla aktorów oraz scenariuszy seriali telewizyjnych i tekstów piosenek.


Od kilku lat prowadzi Pani popularny blog „Niecodzienny”. Skąd pomysł, żeby rozśmieszać w Internecie?


To nie ja na to wpadłam, bo ja nigdy nie wpadam, to znaczy nie proponuję. To nie to, że jestem jakaś zarozumiała czy leniwa. Po prostu nigdy nie miałam pokusy, by pisać do szuflady, zawsze pracowałam dopiero wtedy, gdy ktoś zaproponował temat. Tak się składa, że ostatnio proponują coraz częściej, pewnie dlatego, że jestem już taka stara; palenie w końcu jednak zabija, więc pewnie boją się, że i mnie kropnie.

No więc portal Wirtualna Polska zaproponował, żebym pisała bloga, nie tylko ja zresztą, bo też Andrzej Poniedzielski i Artur Andrus.

Zgodziłam się, dla pieniędzy oczywiście, bo pisać nigdy nie lubiłam. Ja nie żyję, żeby pisać, ja piszę, żeby żyć. Mam w umowie, żeby cokolwiek wysyłać, nieważne czy te moje blogowe teksty będą krótkie czy długie, ważne, żeby pojawiały się w Internecie co dwa dni. I stąd nazwa - blog „Niecodzienny”. Nie dlatego, że on niby jakiś wyjątkowy.


Jednak specyficzny - pisany w formie dialogu z córką sąsiadki. To ciekawa rozmówczyni?


Kiedy już się zgodziłam na ten blog, zaczęłam kombinować, co by tu zrobić, żeby sobie życie ułatwić, żeby to kosztowało mniej trudu (bo ja naprawdę nie lubię pisać). Wymyśliłam, że najłatwiej będzie pisać dialog, akurat przyszła mi do głowy córka sąsiadki, więc tak już zostało. Zresztą, ja w ogóle dużo bardziej wolę dialogi niż monologi - i pisać, i słuchać.

W felietonach (denerwuje mnie ta nazwa, ale niech już będzie), które piszę dla różnych pism („Kawy”, „Psa” czy „Pani”) zmuszają mnie, żebym pisała monologi, mnóstwo wstrętnych, okrągłych zdań. Z dialogami jest inaczej - sama sobie mogę przerywać, mówić żywym słowem, dynamicznie. Monologi lepiej zostawić na wyłączność politykom, np. pani Beacie Kempie, która uwielbia je prowadzić. To jest zresztą fenomenalne, jak ona się wypowiada - w ogóle nie zwraca uwagi na zadane pytania, tylko mówi swoje.


W blogowych wpisach często komentuje Pani wydarzenia polityczne, ale w oficjalnej twórczości odcina się Pani od tego tematu...


Nie odcinam się od polityki, przeciwnie, ona mnie bardzo interesuje, bo stwarza okazję do powstawania różnych poglądów, a ja uwielbiam ludzi z poglądami, nawet jeśli są inne niż moje. Po prostu uważam, że artyści kabaretowi nie powinni się na niej skupiać. Najlepszy dowód: gdy satyryk wyjdzie na scenę i powie tylko jedno słowo: „Toruń”, to już wszyscy się śmieją - z ojca Rydzyka. A przecież nie wszyscy torunianie utożsamiają się z Radiem Maryja, to krzywdzące.

Tak samo jak wypowiedzi polityków, którzy mówią: „my”, my - naród. I dowiaduję się od nich, że bardzo chcę wiedzieć, jak doszło do katastrofy smoleńskiej, bo przecież „Polacy żądają wyjaśnień”, a ja wcale nie obgryzuję paznokci, czekając w napięciu na wyniki śledztwa. I mnie denerwuje, gdy jakiś wybraniec narodu - bo poseł - mówi w moim imieniu. Sama dużo chętniej oglądam obrady Sejmu czy programy informacyjne niż umierającą w kartonach Hankę Mostowiak.

Swoją drogą z tą śmiercią Hanki to była heca. Kiedy przeczytałam gdzieś w Internecie, że ludzie protestują, bo Hanka ma w Grabinie pomnik ze styropianu, a powinna mieć prawdziwy, żeby naród - czyli znowu my - mógł zapalić jej znicz, oczy zrobiły mi się tak duże jak Ibiszowi po operacji. Żeby było i politycznie, i śmiesznie nie trzeba przecież słuchać skeczy, wystarczy włączyć radio czy telewizję i posłuchać tych naszych prawdziwych polityków. Nie należy parodiować parodii, a na kabarety polityczne był czas dawniej, ale już minął.

Dlatego cieszę się, że wiele młodych satyryków zaczyna interesować się humorem abstrakcyjnym, takim w stylu Woody’ego Allena czy Cyrku Monty Pythona. Uwielbiam skecze obyczajowe w wykonaniu kabaretu Hrabi, który jest dziś, moim zdaniem, najlepszy. Lubię też Kabaret Moralnego Niepokoju. A ostatnio odkryłam kabaret Puk, ale ten bardzo mnie zdenerwował, bo okazało się, że jest z Krakowa, a ja nie lubię, gdy coś, co jest najlepsze, nie jest z Warszawy. To tak jak z toruńską starówką. Mąż przekonywał mnie, że jest ładniejsza od warszawskiej, a ja mu nie wierzyłam. Gdy ją zobaczyłam, zdenerwowała mnie, bo rzeczywiście jest ładniejsza, a przecież nie z Warszawy.


Twórczość blogowa jest raczej przeznaczona dla młodych wielbicieli Pani humoru, choć często podkreśla Pani, że młode pokolenie Pani nie zna i nie rozumie, że na spotkaniach autorskich z uczniami musi Pani tłumaczyć, że nie urodziła się w czasach pierwszej wojny światowej i nie jest Marią Konopnicką.


Wiem, jest taka moda, że starsze panie piszą bajki dla dzieci, pewnie dlatego, że na starość dziecinnieją, ale ja się mody nie trzymam. Poza tym, nigdy nie miałam pomysłu, żeby pisać dla konkretnego odbiorcy. Jeśli już dla kogoś piszę, to dla tych, którzy zamawiają u mnie teksty (bo ja naprawdę nie lubię pisać). To byłoby dla mnie trudne: usiąść do pisania i pomyśleć na przykład: „Teraz piszę dla kobiet”.

Zresztą kobiety w moim pisaniu to osobny temat. Łatwiej mi pisać z perspektywy mężczyzny, bo nie lubię kobiet - od dziecka, choć wtedy nie lubiłam dziewczynek. Kobieta w moich skeczach zawsze jest jedna i na dodatek jest idiotką, nawet gdy Irena Kwiatkowska, którą uwielbiałam, była Ciotką w moich skeczach radiowych, to była Ciotką idiotką. Nie dlatego, że mam wszystkie kobiety za kretynki, niektóre są przecież tak mądre jak mężczyźni, ale po prostu łatwiej mi sobie wyobrazić, że to kobieta gada głupoty.

Może dlatego, że sama jestem kobietą i gadam głupoty. Wyobrażanie sobie odbiorcy jest chyba bez sensu. Radiowa „Trójka” uchodziła za radio dla inteligencji (dziś powiedzielibyśmy: dla wykształciuchów), taki był też zawsze zarzut cenzury. I ja myślałam, że mówimy do studentów, aż kiedyś usłyszałam od Jeremiego Przybory, że on tego mojego Ilustrowanego Tygodnika Radiowego nigdy nie słuchał, ale syn mu mówił, że jest dobry.

Syn kilkuletni. Dlatego nie zastanawiam się do kogo piszę, do kogo trafi, na tego bęc. Jest jeden wyjątek - gdy piszę do magazynu „Pies”, z miłości do psów zresztą, bo honorarium dostaję tam symboliczne, mam nadzieję, że trafi to do ludzi, którzy źle traktują zwierzęta. Nie, żebym wierzyła, że słowo pisane może coś zmienić, co to, to nie. Ale jeśli ktoś przez chwil pomyśli sobie, że wyrządzanie krzywdy zwierzęciu jest obrzydliwe, to już będzie dobrze.


Czy wie Pani, że blog „Niecodzienny” odwiedzono już ponad 11 mln razy?


Tak? Nie śledzę tego, nie czytam komentarzy pod moimi niecodziennymi wpisami, zresztą, nie czytam nawet własnych tekstów, tak jak nie przeczytałam książki Artura Andrusa, która jest przecież o mnie. Ufam mu, wiem, że napisał to, co mu mówiłam, a mówiłam głupoty.


Mówimy o wywiadzie rzece, książce pt. „Każdy szczyt ma swój Czubaszek”. Już w pierwszych zdaniach podkreśla w niej Pani, że nie lubi wspomnień, dlaczego więc zdecydowała się Pani na wspominanie, odpowiadając na kilkaset pytań?


Dla mnie dwa dni w życiu są kompletnie nieważne - wczoraj i jutro. Nie wspominam i nie planuję. Nie rozpamiętuję nawet historii, choć wiem, że naród bez historii to nie naród. Na szczęście, ze mnie żaden naród. Do wspomnień namówiło mnie wydawnictwo, które wymyśliło książkę. Zgodziłam się tylko dlatego, że rozmawiać miał ze mną Artur Andrus. I pod warunkiem, że nie będzie mowy o sprawach osobistych.


W Internecie na serwisie społecznościowym powstał profil, na którym już ponad 1300 osób zadeklarowało, że chciałoby, żeby była Pani ich babcią. Co Pani na to?


To świadczy o tym, że internauci mają poczucie humoru albo coś jest z nimi nie tak.  Ci ludzie chcą być wnukami postaci, którą gram w serialu „Spadkobiercy”. Jestem w nim babcią Maggie, straszną babcią - palę, piję, gram w karty i głoszę, że nienawidzę dzieci, a syna nie karmiłam piersią, bo się brzydziłam. A z dziećmi to się akurat zgadza. Oboje z mężem nie chcieliśmy ich mieć, bo nie mamy potrzeby przedłużania gatunku, uważamy że nas nie trzeba przedłużać, bo wcale nie jesteśmy jacyś wyjątkowi. Niech się inni przedłużają.


Na stronie demotywatory.pl została Pani okrzyknięta mistrzynią dystansu do samej siebie. Jak się go osiąga?


Nie wiedziałam nawet, że demotywuję innych, ale internauci mieli rację - mam dystans do siebie, bo nie traktuję siebie poważnie. Ani siebie, ani tego, co robię i piszę. Ten dystans to chyba cecha wrodzona, bo nikt mnie go nie uczył. Polakom, i chyba ogólnie ludziom (choć nie lubię generalizować), trudno przychodzi żartowanie z własnych słabości. Bardzo cenię tych, którzy potrafią śmiać się z samych siebie, podziwiam W. Allena, śmiejącego się z tego, że jest Żydem. To przecież taka drażliwa kwestia, a on na to: Che, che!


Teczka osobowa


Maria Czubaszek


Pracę w radiu zaczęła w 1960 r. - zajmowała się reklamą w Programie I Polskiego Radia; jej debiutancki slogan brzmiał: „Jeśli chcesz mieć radio, to sobie kup”. Zaistniała literacko dzięki skeczom pisanym dla znanych aktorów: Ireny Kwiatkowskiej, Jerzego Pokory, Bohdana Łazuki. Od lat pracuje w radiowej „Trójce”. Jedną z jej pierwszych audycji na antenie tego radia był „Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy”. Największą popularność przyniosły jej słuchowiska „Dym z papierosa” i „Serwus, jestem nerwus”.


Współtworzyła scenariusze do seriali telewizyjnych, m.in., „Na wspólnej” i „BrzydUla”. Jest autorką tekstów piosenek, m.in.: „Wyszłam za mąż zaraz wracam”, „Rycz, mała, rycz” i „Kochać można byle jak”. Niektóre piosenki artystki śpiewał jej mąż, Wojciech Karolak. Prowadzi bloog „Niecodzienny” i internetowy przegląd prasy kolorowej „Magia Magla”.



Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo