Dobrym jest dobrze

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Tak naprawdę niewielu z nas potrafi powiedzieć, że już wystarczy. Że dosyć, stop i nigdy więcej. Że nie mamy ochoty na życie pod permanentną presją, że kompletnie nie odpowiada nam to, co musimy robić.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Tak naprawdę niewielu z nas potrafi powiedzieć, że już wystarczy. Że dosyć, stop i nigdy więcej. Że nie mamy ochoty na życie pod permanentną presją, że kompletnie nie odpowiada nam to, co musimy robić. Że wybieramy wolność, że wreszcie czas na to, co naprawdę nas pasjonuje. Bo, jak wiadomo, kiedy funkcjonujemy w zgodzie ze sobą, to żyje nam się zdecydowanie lepiej i wygodniej. Banalne? Tak, aż zęby zgrzytają. Chyba zbyt banalne, jak na Wiesława Saniewskiego, twórcę ze zdecydowanie wyższej półki.

<!** reklama>Bo jego „Wygrany” zbudowany jest właśnie z takich prostych prawd. I, mówiąc szczerze, mam z nim w związku z tym delikatny problem. W warstwie, powiedzmy ideowej, film może bowiem nielicho rozczarować prostotą swoich morałów, takich w rodzaju: realizuj siebie, a nie oczekiwania innych, to będziesz szczęśliwy. Tyle że aż wstyd się przyznać, wyjątkowo dobrze się tę prostotę ogląda... O dopieszczonych w każdym detalu przez Saniewskiego kadrach nie wspominając - bo jak zwykle u niego amatorzy pięknych wizualnie scen mają prawdziwe żniwa.

Cała produkcja ma trochę klimat przypowieści z morałem - w której nic nie jest szare, a dobrym ludziom sprzyja dobry los. Czyli tak, jak byśmy chcieli, żeby było, ale jednocześnie tak, jak w życiu zdarza się niestety z rzadka. Albo w ogóle. Oglądamy więc opowieść o tym, jak trudno żyje się w kulturowej i rodzinnej opresji. I jak ciężko jest z tym zerwać i zacząć od nowa. I jak trudny jest taki początek, kiedy wszystko wali nam się na głowę. I że mimo wszystko jednak warto. Bo kiedy zaryzykujemy zmianę i zrezygnujemy z udziału w wyścigu, to choćby nie wiem co, ale będzie lepiej.

Bohater filmu to młody muzyk z zadatkami na geniusza. Co prawda w trakcie konkursu chopinowskiego wyrolowali go jurorzy manipulatorzy (macherzy od piłki nożnej to przy nich cieniasy), ale teraz ma szansę na nowe otwarcie. I kiedy już, już dotyka sukcesu, postanawia zrezygnować. Bo wielka sztuka może też okazać się wielkim rozczarowaniem. Pianista traci sens dotychczasowego życia, traci też żonę - i postanawia zająć się tym, co naprawdę go interesuje. Jego pomocnikiem przewodnikiem w tej wędrówce zostaje pewien przypadkowo spotkany jegomość. Niegdyś profesor matematyki, teraz amator wyścigów końskich. I człowiek, który dla wolności własnej poświęciłby wszystko. No a potem zaglądamy w bardzo różne światy - i końskich hazardzistów, i ekspertów od wielkiej sztuki o paskudnie diabolicznych duszach.

Cóż, dobrze się tę historię ogląda m.in. ze względu na aktorów. No i choć jasne było od początku, że cały film ukradnie Janusz Gajos, bo zresztą kradnie on wszystko, w czym się pojawi na ekranach, to są tu też inne ciekawostki - na przykład świetna rola Wojciecha Pszoniaka. Grający pianistę Paweł Szajda miał więc piekielnie trudne zadanie. I na szczęście nie utonął.

„Wygrany”, reż. Wiesław Saniewski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie