Doktor Wanda Błeńska niemal całe swoje życie poświęciła na leczenie ubogich i biednych

Beata Chomicz
1966. Wanda Błeńska (z lewej) z Janką Bartkiewicz na tarasie domku z widokiem na Jezioro Wiktorii
1966. Wanda Błeńska (z lewej) z Janką Bartkiewicz na tarasie domku z widokiem na Jezioro Wiktorii
Udostępnij:
W czwartek, 27 listopada zmarła w Poznaniu dr Wanda Błeńska, znana jako Matka Trędowatych, przez Ojca Świętego Jana Pawła II nazwana polską Matką Teresą. Część życia spędziła w Toruniu.

Harcerka Wanda Błeńska urodziła się 30 października 1911 roku w Poznaniu. Do gimnazjum uczęszczała w Toruniu, a wymarzone studia medyczne, zakończone dyplomem w 1934 r. odbyła w Poznaniu.
[break]

Drobna, szczupła dziewczyna wykazała olbrzymi hart ducha i wielki upór w dążeniu do celu. Wszystkie wakacje, a potem lata praktyk przepracowała w szpitalach, głównie na internie, ginekologii i chirurgii.

Z misją do ubogich

Od dziecka Wańdzia pragnęła nieść pomoc i ulgę bliźnim, a szczególnym jej pragnieniem, pogłębionym w Akademickim Kole Misyjnym w Poznaniu, był wyjazd na misję do krajów ubogich.

W przeddzień wybuchu wojny zgłosiła się do szpitala Marynarki Wojennej w Gdyni, a po wrześniowej klęsce, 4 października przyjechała do Torunia. Pochłonęła ją praca w Zakładzie Higieny, w którym pracowała też Janina Bartkiewicz, z którą serdecznie się zaprzyjaźniła. Należąc do AK otrzymywała trudne zadania, m.in. wysyłania medykamentów do oflagów, więzień i obozów, w czym pomagała jej Janka.

W czerwcu 1944 r. została aresztowana i wywieziona do Gdańska. Po dwóch miesiącach wypuszczona dotarła do Torunia, w którym objęła Szpital Miejski. Zorganizowała personel, żywność dla chorych i gdy wszystko zaczęło działać, wyjechała do Gdańska, by z ruin dźwigać Zakład Higieny i wykładać w Szkole Pielęgniarek.

Przez granicę w budce na węgiel

Tam dotarł do niej list z Niemiec od brata, któremu po wyjściu z oflagu odnowiła się choroba żołądka. Podania o pozwolenie na krótki wyjazd zostały przez władze odrzucone. Uprosiła marynarzy, by przeszmuglowali ją w budce na węgiel.

Stan brata był ciężki, została za granicą. Do Polski nie miała powrotu. Wstąpiła do „Pestek” - kobiecej służby wojskowej przy armii gen. Maczka i pracowała jako lekarz w szpitalach. W Anglii ukończyła kurs medycyny tropikalnej.

Nagle marzenia o pracy na misji zaczynają się spełniać. Spotkała zakonnika - znał on biskupa z Ugandy - który poszukiwał lekarza do powstającego leprosarium. Przez cztery dni załatwiła formalności, spakowała się i pełna obaw wypłynęła do Afryki.
W pamiętniku pisała: „Na statku pełno ludzi… Prócz fizycznego zmęczenia mam pokój w sercu i jakąś cichą, spokojną radość, jestem właściwie zupełnie szczęśliwa jako nic nie mająca, a posiadająca wszystko”.

W marcu 1950 roku dotarła do Fort-Portalu, gdzie pracowała rok. Odbyła trzymiesięczną praktykę w leprosarium sióstr franciszkanek i od 2 stycznia 1951 roku zamieszkała w ich misji w Bulubie nad Jeziorem Wiktorii, w którym pławią się hipopotamy, krokodyle...  Tak  zaczęła się trwająca 43 lata  praca dr Wandy wśród trędowatych.

Początkowo była jedynym lekarzem na przestrzeni setek kilometrów, a więc lekarzem wszystkich specjalności. Prowadziła dwa ośrodki, w Bulubie i Nyendze. Warunki były prymitywne, wystarczy powiedzieć, że operowała na łóżku polowym. Po latach szpitale i zaplecza rozbudowały się, a do pomocy przyjeżdżali lekarze z Polski.

Przyjechała też z Torunia Janina Bartkiewicz, która zorganizowała warsztat ortopedyczny, prowadziła zajęcia rehabilitacyjne, a za swą pracę i uśmiech „Janina” była przez pacjentów prawie tak samo kochana jak  „Dokta”,  czyli dr Błeńska. Wykształciła też dr Wanda lekarzy miejscowych, którzy teraz prowadzą wielki ośrodek noszący imię dr Wandy Błeńskiej, z nowoczesnym szpitalem, szkołą, domami  trędowatych i kościołem.

Jako specjalistka od trądu wyjeżdżała do różnych krajów, w których ta groźna choroba występuje. Była w Indiach u Matki Teresy z Kalkuty, gdzie zetknęła się z harcerską drużyną.  Do 93. roku życia jeździła do Warszawy, w Centrum Formacji Misyjnej, prowadziła wykłady z medycyny tropikalnej.

Otrzymała wiele orderów, medali i odznaczeń - wśród nich od papieży Jana XXIII i Jana Pawła II „Bene Merenti”, Krzyż Kawalerów Maltańskich, a na 100-lecie urodzin Prezydent RP wręczył jej Order Odrodzenia Polski. Jak wyznała, najbliższym jej sercu był „Order Uśmiechu” przyznany przez dzieci.

Wczuć się w pacjenta

W jednym z wywiadów doktor Błeńska powiedziała, że „lekarz nie tylko leczy ciało, ale też duszę. Trzeba się wczuć w pacjenta, dać mu serce i pomoc, a to przynosi ulgę chorym i cieszy lekarza”.

Po powrocie na stałe do Ojczyzny w 1994 r. zamieszkała w Poznaniu. Na święta przyjeżdżała do toruńskich przyjaciół, do przyjaciół Janki Bartkiewicz, przez  którą stali się oni bliskimi także druhnie Wandzi.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie