Dramat nie przynosi zysków

Joanna Pociżnicka
Ofiary, którym udało się uciec od swoich oprawców, nadal nie są bezpieczne. Prawo ochrania katów, nie osoby, które były przez nich dręczone. Te muszą radzić sobie z przemocą i brakiem dobrej woli.

Ofiary, którym udało się uciec od swoich oprawców, nadal nie są bezpieczne. Prawo ochrania katów, nie osoby, które były przez nich dręczone. Te muszą radzić sobie z przemocą i brakiem dobrej woli.

<!** Image 2 align=none alt="Image 172983" sub="Od ponad roku Zofia Woźniak jest bezdomna. Dzięki pomocy dobrych ludzi może liczyć na tymczasowe schronienie / Fot. Jacek Smarz">Zofia Woźniak jest jedną z nich. Swoje mieszkanie widziała rok temu, kiedy uciekała przed mężem, który chciał ją zabić. Dzisiaj jest bezdomna. - Przez lata mąż znęcał się nade mną psychicznie i fizycznie - opowiada kobieta. - Myłam się tylko zimną wodą, bo ciepła kosztowała za dużo i mąż zakręcał kurek.

<!** reklama>Mężczyzna nie pozwalał jej również pracować, a nawet wychodzić z domu. - Kiedy spóźniałam się pięć minut, był telefon i groźby, że jak wrócę, to będzie kara. I była. Mąż wykręcał mi ręce, gwałcił kilka razy dziennie. Kiedyś próbował wyrzucić mnie z balkonu.

18 lutego 2010 roku Zofia Woźniak miała umrzeć.

- Kiedy wróciłam do domu, popchnął mnie do pokoju i zamknął drzwi na klucz. Potem rzucił się na mnie i brutalnie zgwałcił. Kiedy było po wszystkim, nadal nie był spokojny. Chodził po pokoju i powtarzał, że to są moje ostatnie chwile. Byłam przerażona, bo wyglądał jak w transie. Miał czerwone białka, dyszał. Powtarzał, że dopóki mnie nie zabije, to nie odzyska spokoju.

Kobieta spędziła kilka godzin w jednym pokoju z oprawcą, który bił ją i kopał.

- W pewnym momencie zaczął szukać pistoletu na gwoździe. Mówił, że wystarczy, żeby przebić mi głowę na wylot.

Kiedy nie mógł znaleźć narzędzia, poszedł po kij bejsbolowy.

- Zaczęłam się modlić, że jeśli mam umrzeć już teraz, to żeby chociaż nie bolało mnie za bardzo.

A jednak ktoś nad nią czuwał. W pewnym momencie kobiecie udało się uprosić męża, by ten wypuścił ją do toalety. - Kiedy otworzył drzwi, rzuciłam się do wyjścia i uciekłam. Biegłam, ile sił w nogach - mówi.

Na przystanku kobiecie pomógł przypadkowy mężczyzna, który zawiadomił policję. Pani Zofia zdążyła zabrać ze sobą tylko kilka osobistych rzeczy. Reszta została w mieszkaniu.

Ucieczka zapewniła kobiecie spokój, ale nie poczucie bezpieczeństwa. Po uzyskaniu rozwodu z orzeczeniem o winie oraz eksmisji byłego męża, kobieta nadal jest na bruku. Powód? Brak dobrej woli urzędników. - Komornik zawiesił eksmisję. Twierdzi, że najpierw gmina musi wskazać tymczasowe lokum.

- To bzdura - twierdzi Danuta Gadziomska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Edukacji i Profilaktyki Uzależnień w Toruniu. - Sprawa pani Zofii nie jest skomplikowana. Jej męża uznano za winnego znęcania się nad żoną, potem odbył się ich rozwód z orzeczeniem o winie. Następnie sąd nakazał eksmisję męża z mieszkania. Komornikowi zabrakło wiedzy oraz chęci - twierdzi dyrektor.

Dlaczego? Ponieważ kobieta została przez sąd zwolniona z kosztów, co znaczy, że komornik nie będzie miał z tej sprawy korzyści. - I to właśnie ma zasadniczy wpływ na tę procedurę - dodaje Danuta Gadziomska. - Komornik nie sprawdził, że oprawcom nie przysługuje żaden lokal zastępczy. A brak takiego lokalu w żadnym wypadku nie może wstrzymać eksmisji!

Nie udało nam skontaktować się z komornikiem zajmującym się sprawą pani Zofii. Inni komornicy nie pozostawiają złudzeń: - Nikomu nie opłaca się prowadzić takich spraw. Z tego nie ma zysku - mówi jeden z nich, który chce pozostać anonimowy.

Ze sprawą Zofii Woźniak udaliśmy się także do prezydenta, Zbigniewa Rasielewskiego, który obiecał pomóc. - Na razie nic nie udało mi się ustalić, ponieważ ta sprawa nie jest taka prosta, jak pani twierdzi - tłumaczy. - Musimy cierpliwie czekać. - Na cud? - Dlaczego nikt mi nie pomoże? - pyta zdesperowana kobieta.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
stary

Ofiary, którym udało się uciec od swoich oprawców, nadal nie są bezpieczne. Prawo ochrania katów, nie osoby, które były przez nich DRĘCZONE. Jak to możliwe - w jaki sposób oprawcy wchodzą w takie PRAWO? Przecież osoba katowana /?/ ma chyba prawo do wolności osobistej od oprawcy? Jak to wygląda z punktu widzenie prawa?

Dodaj ogłoszenie