Dramat śledziliśmy na telebimach

Tomasz Bielicki
- Nawet prezenterzy w telewizji mieli na głowach ochronne kaski - sytuację w Japonii relacjonuje polskie małżeństwo, które na co dzień pracuje w stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni.

- Nawet prezenterzy w telewizji mieli na głowach ochronne kaski - sytuację w Japonii relacjonuje polskie małżeństwo, które na co dzień pracuje w stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni.

<!** Image 2 align=none alt="Image 168335" sub="Sytuację w kraju można było śledzić na wielkich telebimach w centrum Tokio Fot. Nadesłana">- Kiedy wszystko się zaczęło, znajdowałem się w pracy na ósmym piętrze i zastanawiałem się, czy będzie trzęsło w pionie, czy w poziomie. Okazało się, że w poziomie. Będąc do połowy schowanym pod biurkiem, patrzyłem przez okno, jak nasz budynek przybliża się na centymetry do sąsiedniego - pisze Michał Wierzba. W Tokio mieszka już od 17 lat. Jako członek grupy kryzysowej założył kask, plakietkę z napisem „Grupa kierująca ewakuacją” i rozpoczął kierowanie personelu swojej firmy do wyjścia.

W tym samym czasie jego żonę Agnieszkę wstrząsy zaskoczyły między półkami w kilkupiętrowej księgarni. Po ich ustaniu również rozpoczęła się tam ewakuacja. Z głośników rozbrzmiewał komunikat o odporności budynku na wstrząsy. - Gdy potem oglądałam w internecie krótki filmik pokazujący, jak bujały się wieżowce w Tokio, zrozumiałam skuteczność japońskiej architektury - twierdzi Agnieszka Dowgiałło-Wierzba.

<!** reklama>Wszystkie sklepy zamknięto, pracownicy powoli opuszczali biura. Wielki telebim reklamowy na budynku informował na bieżąco o sytuacji w kraju. Setki przechodniów śledziło na nim z przerażeniem, jak ogromna fala tsunami pokonuje wszystko na swojej drodze. - Gdy ogląda się te ujęcia w internecie, to wydają się straszne, ale oglądanie ich na żywo było potwornością - opowiada pani Agnieszka. - Tuż za mną rozpłakała się na głos jakaś Japonka. Mnie też chciało się wtedy płakać.

W piątkowe popołudnie Tokio opanował paraliż komunikacyjny. Nie jeździł żaden pociąg ani metro. Małżonkom udało się jednak skontaktować i spotkać. Michał Wierzba miał wciąż ze sobą worek z zawartością przygotowaną na wypadek kataklizmów. Udało im się skomunikować z teściem, który obiecał po nich przyjechać. Wyruszyli do miejsca spotkania. Trasa, której pokonanie zajmuje im zazwyczaj 5 minut pociągiem, trwała półto- rej godziny piechotą. Po drodze napotkali wiele nietypowych sytuacji.

<!** Image 3 align=none alt="Image 168335" sub="Fragment biura Michał Wierzby tuż po pierwszym wstrząsie sejsmicznym Fot. Nadesłana">- Mijaliśmy przedszkole. Światła były zapalone i widać było dzieci siedzące na podłodze. Na głowie miały założone srebrne, ocieplane ochronne czapki, w kształcie stożków. Jak krasnale czy pajacyki z obrazów Makowskiego - opisuje Agnieszka Dowgiałło-Wierzba. - Pewnie spały tam, jeśli rodzice nie zdołali do nich dotrzeć. Widzieliśmy też ponaddziesięciometrowe kolejki do budek telefonicznych. Mimo, że po trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995 roku rząd wydał operatorom telefonii komórkowych nakaz zwiększenia przepustowości na wypadek katastrofy, to i tak nie do końca zdało to egzamin.

Z półek w małych sklepikach poznikały kanapki i ryżowe przekąski. W automatach brakowało nawet zielonej herbaty. Teść odwiózł Wierzbów do domu. Z powodu korków podróż przeciągnęła się z półtorej godziny do aż 5 godzin. Jadąc samochodem, od czasu do czasu odczuwali leciutkie kołysanie - tzw. aftershock. Wzdłuż ulic nieprzerwanie podróżowali ludzie. Co ciekawe, wszystkie szkoły udostępniły swoje sale osobom, które z powodu trzęsienia ziemi utknęły na noc w Tokio.

- Kiedy dotarliśmy do domu, zobaczyliśmy ślady wstrząsów u nas w mieszkaniu. Coś spadło z biblioteczki, jedna szuflada wysunęła się w kuchni, drzwi jednej z biblioteczek były otwarte - opisuje pani Agnieszka Dowgiałło-Wierzba. - Trzęsienia ziemi, które było o godzinie czwartej nad ranem z epicentrum w Niigata i Nagano, już nie poczuliśmy. Mąż zwrócił mi uwagę, że rząd od razu przebrał się w uniformy robocze. Nawet prezenterzy w telewizji mieli na głowach ochronne kaski.

WARTO WIEDZIEĆ

  • Trzęsienie ziemi, które tym razem nawiedziło Japonię zostało nazwane „The Great Taiheiyo (= Pacific) Earthquake”.
  • Pierwszy raz w historii zanotowano bowiem siłę trzęsienia 8.8 w skali japońskiej, gdzie 7.0 było dotąd najwyższą odnotowaną wartością.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie