Duma, szacunek, gniew

Aleksander Nalaskowski
Udostępnij:
Wszystkie trzy wydarzenia skupiły ogromną ludzką uwagę, były transmitowane przez telewizję (telewizje) i miały zasięg światowy. I tylko to je łączy.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/nalaskowski_aleksander.jpg" >Wszystkie trzy wydarzenia skupiły ogromną ludzką uwagę, były transmitowane przez telewizję (telewizje) i miały zasięg światowy. I tylko to je łączy.

Beatyfikacją radowaliśmy się od chwili jej ogłoszenia. Próby jej dyskredytacji przez jakąś Amerykankę czy Środę albo Szczukę wyglądały śmiesznie. Świętość musiała wygrać. Chociaż ceną tego zwycięstwa jest stojący u początku wszystkiego krzyż. Jedną z zasług naszego Błogosławionego jest walka o cywilizację życia. Temu poświęcił niemały kawał swego pontyfikatu, za to płacił też słoną cenę. Ale jego idea trwa. Cywilizacja życia stała się jednym z celów działania wielu gremiów i osobistości. Można powiedzieć, że przeciwko cywilizacji śmierci JP2 umierał na oczach zapłakanego świata.

<!** reklama>Ślub Williama poza niemal operetkowym wizerunkiem i zabawną, dziewiętnastowieczną kostiumerią, był także wydarzeniem doniosłym. Pokazywał bowiem szacunek dla tradycji. Zazdrościłem Anglikom tej umiejętności wzniesienia się ponad „balowomaskowy” charakter uroczystości i dotarcia po jądro dumy do jej środka. Tak długo, jak długo trwają przy swojej tradycji, będziemy mieli wobec nich kompleks, który wyjdzie w futbolu, kinematografii, literaturze, nauce. Myśmy w pogoni za „nowoczesnością” obeszli się gorzej z własną tradycją. A ci, którzy chcą tradycję szanować, to „prawicowe oszołomy” i „wiocha europejska”.

Trzecie wydarzenie to zabicie bin Ladena. Kule amerykańskich żołnierzy roztrzaskały mu głowę. Jestem to w stanie zrozumieć. Był to wyjątkowo niebezpieczny i nader skuteczny w mordowaniu bandyta. Nie było szansy na schwytanie, ludzkie osądzenie, wyrok. Skończyło się na tym ostatnim. Ale może przez to ocalono ileś kolejnych istnień, których zagładę w imię chorej ideologii zaplanował.

Mnie jednak poraziło coś innego. Owa radość świata. To telewizyjne zachłystywanie się radością Amerykanów, oświadczenie naszego prezydenta: „To ważny dzień dla Polski” (a niby dlaczego?!). Ta radość komentatorów z całego świata i gratulacje dla Obamy. Ohyda! Bez względu na to, jak człowiek umiera, czy w chorobie, czy w bohaterskiej walce za ojczyznę, czy na szubienicy, powaga śmierci jest zawsze taka sama. Żadna śmierć, a zwłaszcza zadawana przez człowieka, nie może być powodem radości, nie może wywoływać spazmatycznego śmiechu, nie może powodować niczyich gratulacji. To, że Osama zginął, było tragiczną, nadzwyczaj gorzką koniecznością, której nie dało się uniknąć. Ale radość??? Jak oświadczenie prezydenta ma się do jego łez na uroczystości beatyfikacyjnej człowieka, który walczył z cywilizacją śmierci?

Zróbmy świat według Błogosławionego. Szanujmy tradycję jak Brytyjczycy, ale nie śmiejmy ze śmierci, aby ktoś nad naszą trumną się nie zaśmiał.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pharmacy
i wtedy białe jest czarne, a czarne może być nawet zielone...
h
homopig
Generalnie zgadzam się z tym, co tym razem pisze A.Nal. Jednakże nie do zniesienia jest kontrast między patosem felietonu a czerepem rubasznym.
Dodaj ogłoszenie