Dwieście lat w zdrowiu!

Artur Olewiński
Artur Olewiński
Witoldowi Tomaszewskiemu nie wypada już życzyć stu lat. Pan Witold przed kilkoma dniami obchodził setne urodziny. Pierwsze obchodził w 1911 roku.

Witoldowi Tomaszewskiemu nie wypada już życzyć stu lat. Pan Witold przed kilkoma dniami obchodził setne urodziny. Pierwsze obchodził w 1911 roku.

<!** Image 2 align=none alt="Image 171440" sub="- Zawsze ciągnęło mnie do muzyki. Jak tylko słyszałem dźwięki instrumentów, aż mnie przeszywało - mówi jubilat / Fot. Jacek Smarz">Urodził się w majątku ziemskim na Wileńszczyźnie. Tam też chodził do szkoły, gdzie pobierał lekcji gry na instrumentach. - Ostatnio grywam rzadko. - mówi pan Witold. Zawsze ciągnęło mnie do muzyki. Jak tylko słyszałem jakieś dźwięki instrumentów, to aż mnie przeszywało. Takie niesamowite pragnienie muzyki! Dziś palce odmawiają posłuszeństwa, choć nadal jeszcze dostrzega swoje błędy. Oprócz tego zawodzi go pamięć. - Tango, walce, wszystko zapomniałem - przyznaje senior. Tak to jest w pewnym wieku, że jednego dnia wszystko jest w porządku i nagle, nazajutrz człowiek zupełnie się zmienia.

<!** reklama>Dostojny Jubilat z trudem wraca pamięcią do okresu wojny. - Warszawa wezwała mnie do wojska. A ponieważ miałem prawo jazdy, trafiłem do wojsk pancernych. Wtedy to była jeszcze rzadkość. To jedyne wspomnienia, których wolę nie pamiętać - mówi.

Żonę Władysławę poznał na zabawie weselnej. Już po kilku miesiącach wzięli ślub. Po wojnie zajęli się handlem. Na fali przesiedleń rozpoczęli swoją wędrówkę po Ziemiach Odzyskanych. Na początku zatrzymali się w Olsztynie, w którym pan Witold otrzymał zezwolenie na handel tekstyliami. Wkrótce wyjechał do Szczecina, w którym otworzył sklep obuwniczy. - Potem zaczęli nas ścigać - zdradza Pan Witold. Trochę w jednym, trochę w drugim mieście. Na stałe zamieszkali w Toruniu, na osiedlu Młodych. - Mieliśmy dwa skromne pokoiki. Tutaj prowadziliśmy sklep przez kilka lat, potem przyszła emerytura.

Pan Witold doczekał się córki Wandy, wnuka i dwojga prawnucząt. Mieszka w Domu Pomocy Społecznej. - Często mnie odwiedzają, byli na uroczystości z okazji mojego jubileuszu. Było bardzo miło, odwiedził mnie pan prezydent. - cieszy się senior. To wnukowi oddał mieszkanie. - Nie było mi potrzebne. Mnie jest tutaj dobrze. Tylko kiedyś było tu weselej. - przyznaje. Graliśmy na pianinie, na akordeonie, śpiewałem w naszym chórze.

Pan Witold nadal samodzielnie wychodzi do miasta, najczęś ciej do apteki. Wciąż dziarsko wyciąga wielki akordeon, a uścisku ręki mógłby mu pozazdrościć niejeden młodzian. Ma tylko gorszy wzrok i słuch.

Okularów zaczął używać niedawno. Słabszy wzrok uniemożliwiał mu realizowanie innej pasji - fotografowania. W jego pokoju całą ścianę zajmują zrobione przez niego zdjęcia. Zapytany o receptę na zdrowe i aktywne życie po setce, odpowiada: - Ulica w Wilnie uczyła pewnych nawyków. Unikałem używek, nawet kawy. Miałem też zamiłowanie do sportów. Z żoną chodziliśmy w góry. Pan Witold wieczorami wraca do swojej przeszłości, najchętniej do narodzin córki, do ślubu. Nie jest w stanie przypomnieć sobie jakiegoś najlepszego momentu. Jak mówi, miał dobre życie. Nie wspomina niczego złego.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie