Frasobliwy rzeźbiony ze słuchu

Jacek Kiełpiński Zdjęcia: Adam Zakrzewski
Zimna pracownia na podwórzu. Jego drugi dom. Tu rodzą się pomysły, rozkwitają wizje. Niekształtne kawałki drewna odsłaniają przed nim swe wnętrza. Święci przemawiają w tej zagraconej, zakurzonej świątyni.

Zimna pracownia na podwórzu. Jego drugi dom. Tu rodzą się pomysły, rozkwitają wizje. Niekształtne kawałki drewna odsłaniają przed nim swe wnętrza. Święci przemawiają w tej zagraconej, zakurzonej świątyni.

<!** Image 2 align=none alt="Image 170772" sub="Pracownia - miejsce najważniejsze Zygmunta Kędzierskiego. Dłuta, pobijaki, kawałki drewna - artystyczny bałagan. Jest też i cięższy sprzęt do wstępnej obróbki
- łańcuchowa piła spalinowa Husqvarna, elektryczna Stihl, a także wycinarka, szlifierka do ostrzenia precyzyjnych narzędzi, nadających ostateczny kształt powstającym tu dziełom.">- Jak mnie jakaś rzeźba weźmie, to... nikt mnie stąd nie wyjmie - zapewnia Zygmunt Kędzierski z Przymuszewa koło Tucholi. Chwyta bezceremonialnie postać Ukrzyżowanego. Za nogi. I wymachując nim szuka czegoś. - Najpierw miał wisieć na krzyżu. Ale nie pasował. Za mało sacrum, zbyt to proste było. Kapliczkę dostanie. O, takiego kształtu - chwyta pokreśloną deskę. - Malowana będzie w kwiaty. Mam już wzory, już to widzę.

<!** reklama>Twórca ludowy. Mogłoby się wydawać, że dziś postać lekko anachroniczna. Tymczasem w dobie Internetu świątki nie wychodzą z mody, a największe kolekcje rzeźb rozrastają się. Znawcy tej sztuki skupują eksponaty wprost od twórców, a ich zbiory są dziś wiele warte.

- Choćby kolekcja aktora Wojciecha Siemiona. Wyceniona na osiem milionów, ale są i droższe - macha ręką rzeźbiarz. - Ja na tym wielkich pieniędzy nie robię. Jak się tworzy, to się o biznesie nie myśli. Ale wyżyć ze sztuki ludowej można było kiedyś i można dzisiaj.

<!** Image 3 align=right alt="Image 170772" sub="Najpierw miał wisieć na krzyżu. Ale nie pasował. Kapliczkę dostanie malowaną w kwiaty.">Ręce

Zdaniem Kędzierskiego, lepszym określeniem byłoby: łapy. Spore dłonie ma rolnik, większe murarz, potem górnik... a największe rzeźbiarz.

- Od lipowych świętych łapy bolą - przyznaje twórca z Przymuszewa prezentując swoje dłonie. - Bardziej już palców nie wyprostuję. Stały przykurcz mam. Bo dłubię od dziecka.

Jednak nie od rzeźbienia postaci świętych obecny prezes oddziału bydgosko-toruńskiego Stowarzyszenia Twórców Ludowych zaczynał artystyczną karierę.

- Najpierw był Lenin - przyznaje. - Mój pierwszy mistrz, Jan Konarski z Kluczborka, narysował mi go na desce, dał nóż i powiedział: „Próbuj”.

Początkowo ojciec przyszłego artysty krzywo patrzył na jego dłubaninę. Zmienił zdanie, gdy podczas kiermaszu syn zarobił więcej na maskach z kory niż on przez miesiąc pracy w fabryce mebli giętych.

<!** Image 4 align=none alt="Image 170772" sub="- Od lipowych świętych łapy bolą - przyznaje twórca. - Bardziej już palców nie wyprostuję. Stały przykurcz mam. Bo dłubię od dziecka. (Pokazuje ręce nad domowym miniwarsztacikiem).">- W wojsku rzeźbiłem suweniry i krzyżyki, głównie dla kadry - wspomina. - Zapotrzebowanie było ogromne. Stałem się popularny w jednostce. Nawet oficerowie zaczęli się do mnie inaczej odzywać. Zamiast obywatelu, mówili panie Zygmuncie.

Robił w życiu różne rzeczy - był kierowcą, strażakiem, kierownikiem domu kultury. Nie siedział w kryminale, choć charakterystyczne znaczki na dłoniach mogłyby o tym świadczyć.

- W latach 60. też była moda na tatuaże - przypomina. - Tylko innego rodzaju. Oj, był ze mnie wtedy artysta! Skończony.

<!** Image 5 align=left alt="Image 170772" sub="Wiele rzeźb, szczególnie mniejszych, pokrywa farbami. Tu wjazd Jezusa do Jerozolimy i trzeci upadek pod krzyżem.">Podnosił też ciężary. Był nawet w młodzieżowej kadrze Polski. - Koledzy na zgrupowaniach mówili, że strugam głupa - przyznaje. - Bo ja nawet tam rzeźbiłem w przerwach między treningami.

W tamtych czasach na konkursach najlepiej oceniano rzeźby przedstawiające kowali i baby z maselnicami. Figury Frasobliwych odrzucano. Jednak pierwszy oficjalny sukces odniósł dzięki rzeźbie religijnej. Czarnej Madonnie na Wojewódzkim Przeglądzie Twórczości Amatorskiej w 1983 roku.

Dłuta

W podręcznym miniwarsztaciku domowym, koło pieca z widokiem na telewizor, leżą ich dziesiątki. Małe, błyszczące, nieprawdopodobnie ostre kawałki doskonałej stali oprawionej w wytarte drewno. Drogie zabawki. W sprawnych rękach są jak idealne katany samurajów. Tną z laserową dokładnością tak, jak kieruje umysł.

- Najdroższe są dłuta plenerowe, duże - tłumaczy posiadacz przeogromnej kolekcji. - Ja używam głównie czeskich nareksów. Czterysta złotych sztuka. Stanleye są po tysiąc. Mam też świetne dłuta Józefa Franka z Czech. Kultowe.

<!** Image 6 align=right alt="Image 170772" sub="- Rękę obciąłem, ze stodoły spadłem. Ale św. Izydor pomógł... - zapewnia Kazimierz Olejnik pod figurą autorstwa Kędzierskiego.">Drewno

Najlepsze jest lipowe. Schnąć musi około pięciu lat. Wokół domu artysty leżą grube kłody. Podobno większość ma już swe przeznaczenie. - Widzę rzeźby w nich zawarte, wnętrze drewna - mówi dość tajemniczo.

Tradycja

Sprawa zasadnicza. Rzeźbiarz ludowy musi określić, skąd jest. Choć Zygmunt Kędzierski urodził się w Wałbrzychu, to mieszkając od 1982 roku w Przymuszewie stał się twórcą kaszubskim.

- Stosuję więc tradycyjne elementy tutejszej sztuki, dotyczy to zwłaszcza kolorystyki - jako dobry przykład prezentuje kapliczkę w Drożdzienicy, do której wykonał figurę Maryi z Dzieciątkiem w charakterystycznym dla Kaszub niebieskim płaszczu.

Kędzierski przysiada chwilę pod swoim zbielałym od słońca dębowym krzyżem na Górze Cholerników na skraju Adamkowa. Obok dwie płaczące niewiasty. Naturalnej wielkości. Też jego dzieła. Tak jak i święty Izydor, patron rolników, pod którym rzeźbiarza pozdrawia Kazimierz Olejnik, tutejszy rolnik emeryt, który ma swą opowieść: - Straszny miałem okres. Rękę obciąłem na pile i ze stodoły spadłem, aż głowa pękła i mózg prawie wypłynął. Ale święty Izydor pomógł... Dzięki, dzięki.

Rzeźbiarz się tylko uśmiecha. Ma w zanadrzu wiele przykładów wpływu swej sztuki na życie. Fotografia jednej z jego kapliczek stała się nawet motywem obrazka świętego, upamiętniającego prymicję księdza z okolic. Jako młody człowiek doznał on łaski właśnie pod kapliczką zrobioną przez Kędzierskiego.

<!** Image 7 align=left alt="Image 170772" sub="Ten Frasobliwy przeżył wiele. Z wystawy wrócił nieco pokiereszowany. - Postawiono go zbyt blisko kaloryfera, a drewno za krótko schło - tumaczy artysta.
- I pękł. Konieczne będzie klinowanie. Nie mogę mieć do nikogo żalu, to moja wina. Jak mnie czasem rzeźba weźmie, nie mam cierpliwości i drewna nie dosuszę...">Ale on sam nie wyciąga z tych faktów zbyt daleko idących wniosków. W kościele bywa, ku utrapieniu miejscowego proboszcza, zaledwie dwa, trzy razy w roku.

- A co ty myślisz, że tylko jakiś dewot może rzeźbić świętych? - pyta zaczepnie. - Mam do tego inne podejście. Ja się tu kłócę z nimi. Przestań Franek! Zostaw Antek! - krzyczę. A jak przez nieostrożny ruch nożykiem obetnę jednemu albo drugiemu rękę, to nie ma się co pieścić, zaraz idzie pod siekierę. I do pieca.

Frasobliwy

Według znawców, kwintesencja sztuki ludowej. Motyw szczególnie popularny wśród twórców. Zygmunt Kędzierski obracając się w ich kręgach zbiera, poza aniołkami i ptakami dziwakami, właśnie te figurki.

- Górale przedstawiają go prawie gołego. My na plenerach nabijamy się z nich, że przepili dutki na ciuchy dla Jezuska. Strasznie ich to oburza. U nas, na Kaszubach, Frasobliwy ma długi płaszcz - tłumaczy.

Mówi się, że Frasobliwy to Chrystus umęczony tuż przed ukrzyżowaniem.

- Ależ nie! - protestuje rzeźbiarz mający na swym koncie przynajmniej pół setki podobnych rzeźb. - To Chrystus już zmartwychwstały, który chodzi po tym padole wyraźnie zmartwiony tym, co tu się wyrabia.

Najważniejsze - każdy Frasobliwy ma inny wyraz twarzy, inaczej podpiera głowę, duma nad czymś innym.

- Wśród nas, artystów ludowych, przyjęła się jedna odpowiedź na to zawsze powtarzane pytanie: Dlaczego ten święty wygląda właśnie tak? Skąd pan to bierze? Ze słuchu - odpowiadamy. Rzeźbimy ze słuchu - to najlepsza odpowiedź. Więc nie zadawaj już więcej pytań. Kup sobie podstawowy zestaw dłut, taki za stówę, i próbuj. Powodzenia.

Warto wiedzieć

Święty Florian dla papieża, czyli nieprawdopodobne przeżycia

Zygmunt Kędzierski przyznaje, że największym przeżyciem twórczym, nie tylko zresztą chyba dla niego, ale także dla czterdziestu innych zaangażowanych w to przedsięwzięcie twórców ludowych, była praca nad ołtarzem papieskim, przygotowywanym z okazji pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski w 1999 roku. Drewniany ołtarz na hipodromie w Sopocie był pracą zbiorową, prowadzoną pod kierunkiem plastyka Mariana Kołodzieja, za którą artyści ludowi nie otrzymali wynagrodzenia. Nawet o pieniądzach nie wspomnieli. Byli dumni, że to ich wybrano. Pracowali za darmo, z największym zaangażowaniem. Późniejsza oferta kupna tego dzieła, pochodząca z Kanady, zaskoczyła wielu. Od ręki oferowano milion złotych. Dziś ołtarz znajduje się w sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej w Matemblewie, jednej z dzielnic Gdańska.

- Mnie przypadła wtedy robota snycerska. Miałem zrobić płaskorzeźbę św. Floriana - wspomina Zygmunt Kędzierski. - Długo nad nim dumałem. Starałem się jak nigdy. Do dziś uważam, że była to nie tylko niesamowita praca. Tam było coś jeszcze... Przeżycia nieprawdopodobne. Wtedy dopiero w pełni zrozumiałem, że inaczej się robi coś dla siebie, czy nawet na ważną wystawę, a zupełnie inaczej dla kogoś takiego jak Jan Paweł II. Podczas pracy autentycznie myślałem o nim. Aż do dziś przechodzą mnie dreszcze na samo wspomnienie... Rozmawiałem potem z innymi twórcami. Wszyscy mieli podobne odczucia. Wielu zaczynało wielokrotnie od nowa, bo uznawali, że to, co rzeźbią, nie jest godne, by znaleźć się na tym ołtarzu. Każdy z nas dostał potem na pamiątkę modlitewnik po kaszubsku. Każdemu wpisał się papież. Napisał proste słowa: Boże pomagaj. To dla mnie wielka, chyba najważniejsza w życiu pamiątka.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
TTtka

Może Jacek Kiełpiński napisze coś o innym pięknym rzeźbiarzu Sławomirze Sikorze? Zachorował na szansę fundacją FEWC? He he he...

Dodaj ogłoszenie