Gadka po chełmżyńsku (II)

Redakcja
Dzisiaj dokończenie wspomnień pisanych lokalną gwarą. Spisał je z rozmów z dziećmi robotników folwarcznych Adam Kozłowski.

Dzisiaj dokończenie wspomnień pisanych lokalną gwarą. Spisał je z rozmów z dziećmi robotników folwarcznych Adam Kozłowski.

<!** Image 2 align=none alt="Image 172548" sub="Dawne dworskie czworaki w Sławkowie, wzbogacone o plastykowe okna">Jego rodzice po drugiej wojnie otrzymali ziemię z reformy rolnej i z Lubelszczyzny przenieśli się ma wieś w okolice Chełmży. Autor jest pasjonatem historii, szczególnie tej związanej w najbliższą jego sercu okolicą. Gromadzi pamiątki, dokumenty, ma ich tak wiele, że starczyło na zorganizowanie wystawy.

Na folwarku pod Chamżą

Całam majuntkam zarzundzoł rzundca. Mieszkoł na puczuntku wioski, w takam ładnam dumku – łun do ty pory stoi po prawy strunie jak sia do Sławkowa wjiżdżo łod struny Łostarszewa.

<!** reklama>Jak wśići przyszli na plac to łun rozdzieloł wszyćkie roboty. A rozumisz roboty było łogrum. Pirwyj trachtorów i inszych silnikowych rzeczy nie łujrzołeś. Byli jeno lokomobile parowe, napędzali łuni maszyny do młócki i damflugi. Wsistko robilim rancznie, w kunie i woły. Dychtyk wszyćkigo ci nie łopowiam, bo nie wszyćko człowiek spamiantał. Ale roblim łod ranka do wieczora. Rano wisz w chałupie zjedli frysztyk to znaczy sniadanie i na plac do pana. Robilim do łobiadu, znaczy mitagessen i przerwa półtory godziny. Wtedy musieli być nafutrowane kunie i woły, a ludzie szli do dum tyż coś zeżryć. Ło wpół drugi wszyśćy musieli być na placu i iść do swoich robót lub co kozoł rzundca. A tan wisz wołoł, wszyćkich do roboty takam dzwunkam, co wisioł na gorzelni albo waluł w lamsz, co wisioł na kuźni.

<!** Image 3 align=none alt="Image 172548" sub="Dawna obora, w której krowy trzymali pracownicy dworscy ze Sławkowa">Rozumiesz my se tak śpiwnie to walanie tłumaczyli: „paroby, gałgańskie wychodźta na pańskie, jak jedan, tak drugi, bo już je wpół drugi”. Śmiszne wisz, ale prowdziwe. Dali robilim rozumisz do wieczora, jeno jedlim podwieczorek znaczy wasperessen, co przynosili go na pole - czy gdzie tam robilim - kobity lub dziecioki. Było tyż tak, że nie wszyści go jedli, bo jak było w chałupie dzieciorów kupa, to nie zawżdy storczało. Jo jo, to nie było tak ainwach. No i pod wieczór do dum, trocha sia człowiek łogarnuł, zjod kolacjo to znaczy abendessen i do wyra. Społeś bracie jak zabity i ranko znowuj do pana. Wisz, co idzie o zapłata, to znowuj najlepiej mieli płacune wszyśćy fachowcy, to jestaj: kowol, sztelmach, szwajcer, stasze fornole, kołodziej, sztangryd łod pana, takie brygadziery wisz. Z tam jeno, że te fachowcy, jak mieli łuczniów lub czeladników to musieli jam płacić ze swygo. Całyj reszcie to jeno storczało na życie, ubranie, graty dumowe, czasam rower.

<!** Image 4 align=none alt="Image 172548" sub="Majątek w Dźwierznie, także w pobliżu Chełmży
">Niedziele czy świanta za wiela sia niczam nie różniły. Te co robili przy inwantorzu musieli iść ofutrować, znowuj te fachmany, rzemiochy mieli trocha wolnego. Żodnych inszych rolników we wsi nie było. Sklepu żodnygo tyż. Zaopartywalim sia w jedzanie w Kamionkach, weźma jestaj w Grzywnie i w Chamży. Moglim jeszcze hodować se krowa. W taki łoborze, co stoła na środku wsi (fragment stoi do dzisiaj) i było mlyko do dzieciorów.

<!** Image 5 align=none alt="Image 172548" sub="Prace polowe na folwarcznych polach">Nierówna droga do Pana

Tan Kreis, właściciel Sławkowa, jaki buł to buł, ale gospodarz pirszo klasa i zapłata zawżdy było na czos. Dowoł tyż taki ekwiwalant, jak kasza czy munka. Co zaś chodzi o śwanta czy Kościół, to tyż nie było tak jak teroj. Żarcie takie jak co dziań, zdarzało się, że matka upiekła taku drożdzówa, znaczy kuch, co najwyży dwa razy do roku na Gwiazdka albo Wielkanoc. Do Kościoła chodzilim ranko, by w razie czegój być do rzundcy dyspozycji. W Kościele pany i te bogate właściciele siedzieli koło głównego ołtorza razam z rodzinami. Takie Wisz letko dorobiune, fachmany, sklepikarze, w ławkach, które mieli wykupiune i ponumerowane. A ta cało reszta bidoków, robociorzy, ich dzieciory to pod chóram i po bokach, w takich byle jakich ławkach.

I już wisz w tam kościółku zaczynała się ta nierówna droga do Pana Boga.

Mum już osiemdziesiąt grubo ponad lat. Łepetyna ma letko pobolywo. Przyńdziesz drugam razam, to Ci łopowiam rozmaite historyje ło różnych inszych robotach i zwyczajach na tam majuntku, albo co tam łu pana na pałacu sia działo. Teroj Se letko łoddychna.

Wysłuchałem wspomnień m.in. pana Więckowskiego, syna dworskiego kołodzieja z Mirakowa, Franciszka Zielińskiego syna fornala z Gronówka, pana Pierzchalskiego z rodziny robotników dworskich z Kuczwał, pana Kamińskiego, syna fornala dworskiego z Kuczwał, Ludwika Cieszyńskiego, syna kowala dworskiego ze Sławkowa.

Dziękuję wszystkim za pomoc, życzliwość i otwartość.

Adam Kozłowski


Słowniczek Chełmżyński

Niektóre zwroty i pojęcia zaczerpnięte z gwary pracujacych na folwarkach w okolicach Chełmży:

Fachman - fachowiec, dobry robotnik

Obermajster - starszy majster

Szwajcer - zootechnik

Fornol - woźnica furmanki

Sztangryt - woźnica bryczki

Kiżanka - narzędzie do robienia masła

Szory - placki pieczone na fajerkach (Wej matka upiec szory)

Fajera - kręgi blatu kuchennego

Cynterfuga - maszyna do odwirowania mleka

Łordung - porządek

Kory - drewniano-skórzane buty robotników dworskich

Damflug - pług do orki za pomocą maszyny parowej

Trygiel - garnek kuchenny, żeliwny

Kruż, krużyk - garnki gliniane

Jaki tan Niamiec buł to buł, ale piniundze zawżdy dowoł na czas

Pundziem nad janzioro po fajramencie

Cukrówa - buraki cukrowe

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek Szyczewski
Wszystkiego nie pamiętam , ale coś w tym momencie w gardle ściska. A łza się w oku kręci. Pozdrawiam redakcję i chelmzyniakow. Szyszymi mlodszy.pa.
b
borucha1
Rewelacja! Pierwszy raz widzę gwarę chamżyńskom w piśmie. Sam jej znam niewiele, ale zawsze rozczula... Jak wiadomo, "w Chamży ziamia pankła i fiut sia leje". Czekam na dalsze opowieści!!!
Dodaj ogłoszenie