Gdyby Don Juan...

Jarosław Reszka
Jarosław Reszka
Pamiętają Państwo Brigitte Bardot w jednej z ostatnich jej ról kusicielek? „Gdyby Don Juan był kobietą” i płonąca zła piękność w samotnym domu...

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/reszka_jaroslaw.jpg" >Pamiętają Państwo Brigitte Bardot w jednej z ostatnich jej ról kusicielek? „Gdyby Don Juan był kobietą” i płonąca zła piękność w samotnym domu...

A pamiętają Państwo „Fatalne zauroczenie” z końcową sceną, w której niby już martwa Glen Close wynurza się z wanny, by jeszcze raz zamachnąć się nożem w szalonej zemście za odtrącenie? Myślę, że na oba te tytuły zapatrzył się reżyser Atom Egoyan, przygotowując remake francuskiego filmu „Nathalie” z 2003 roku. Pierwowzór i remake dzieli sześć lat. Niewiele. Widać temat musiał bardzo kusić wychowanego w Kanadzie syna armeńskich uchodźców.

<!** reklama>O tym, że Egoyan potrafi ciekawie opowiadać, świadczy m.in. udany thriller „Gdzie leży prawda”. W jednej z pierwszych scen „Chloe” David Stewart, profesor muzykologii grany przez Liama Neesona, swobodnie, z dowcipem gawędzi ze studentami o libretcie opery Mozarta „Don Giovanni”. „Don Giovanni” to muzyczna wersja Molierowskiego „Don Juana” - srodze ukaranego rozpustnika. Profesorowi przez myśl nie przechodzi, że w jego życiu może przydarzyć się coś podobnego. Ale „Chloe” to nie współczesny „Don Giovanni” czy „Don Juan”. Profesorowi siwieją już skronie, lecz nadal jest przystojny, dowcipny, zamożny i obdarzony autorytetem. Wiele studentek wpatruje się w niego cielęcym wzrokiem. Wie o tym żona profesora, Catherine, wzięta ginekolożka. W ich pięknym domu w Toronto w sekrecie przed mężem przygotowuje dla niego przyjęcie urodzinowe. Mąż dzwoni z Nowego Jorku, gdzie prowadził zajęcia, że spóźnił się na samolot. Żona miota się w piekle podejrzeń. A miotać się potrafi wybornie, jako że gra ją Julianne Moore, etatowo jako filmowa żona poddawana psychicznym torturom. Tym razem zazdrość popchnie Catherine do wynajęcia pięknej, luksusowej prostytutki, by przetestowała wierność profesora. Tak pojawia się zjawiskowa Chloe - z nienaganną figurą i ogromnymi oczami anioła - grana przez Amandę Seyfried (zobaczyliśmy ją wcześniej w „Listach do Julii” i „Wciąż ją kocham”). Rozpoczyna się gra. Widz długo nie wie, czy to gra na fakty, czy na pozory. Chloe opowiada rozdygotanej Catherine o rozkwitającym romansie z Davidem, jednocześnie wysyła do Catherine coraz wyraźniejsze sygnały, że nie jest obojętna na jej urodę. W tle kręci się zainteresowany urodą Chloe nastolatek - Michael, syn Davida i Catherine.

Ciekawie rozwijający się dramat psychologiczny niestety przygasa z upływem czasu, by pod koniec zejść do poziomu średniej klasy dreszczowca z dość przewidywalnym zakończeniem. Ostatecznie w pamięci zostaną jedynie uroda Amandy Seyfried i jak zwykle solidne aktorstwo Julianne Moore.

Ocena: 2/3

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie