Gdzie nasze głowy?

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Jest dobrze. Tylko 56 procent Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku żadnej książki! To niezły wynik, bo mało kto pamięta, że kiedy takie badania zrobiono dwa lata temu, było gorzej. Ludzi, którym dzieła pisarzy wybitnych i niewybitnych absolutnie nie były potrzebne do szczęścia, mieliśmy więcej.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Jest dobrze. Tylko 56 procent Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku żadnej książki! To niezły wynik, bo mało kto pamięta, że kiedy takie badania zrobiono dwa lata temu, było gorzej. Ludzi, którym dzieła pisarzy wybitnych i niewybitnych absolutnie nie były potrzebne do szczęścia, mieliśmy więcej.

Wszechpolskie biadolenia nad kondycją narodu, jakie rozpętały się po opublikowaniu raportu o czytaniu przez nas książek, traktowałbym więc ostrożnie. Choć trochę pobiadolić można. Bo, jak słusznie zauważali niektórzy komentatorzy, parę spraw jednak niepokoi. Choćby to, że zupełny brak zainteresowania jakąkolwiek literaturą po prostu przestał być obciachowy. Kiedyś było to jednak mocno wstydliwe i przy okazji takich badań prawie każdy chciał uchodzić za miłośnika Cortazara albo chociaż Przymanowskiego. Potem, przy pytaniach sprawdzających, jak już delikwent miał powiedzieć, co czyta konkretnie, to zaczynał dukać. I wymieniał „Potop”, „Krzyżaków” albo coś tam innego, co pamiętał ze szkoły. Ale dukał, bo nie chciał wyjść na wykształciucha, ale na inteligenta pełną gębą.

<!** reklama>Dziś spory odsetek ludzi z wyższym wykształceniem i studentów bez żenady informuje, że książki nie są im do niczego potrzebne. I nie jest to jedynie wynik tego, że po niesłychanym nadmuchaniu edukacji na stopniu wyższym, student dzisiaj to ktoś zupełnie inny niż w czasach, kiedy wyższe wykształcenie w Polsce było dobrem rzadkim. Czytanie książek bowiem po prostu straciło na atrakcyjności, co jako nałogowy czytacz przyznaję z żalem. Paleta możliwości sycenia zmysłów i intelektu jest teraz znacznie szersza niż przed laty. I podejrzewam, że bez problemu znaleźlibyśmy delikwentów, którzy głowy mają na swoim miejscu i do tego niebywale pielęgnują intelekt, jeżdżąc na koncerty po całej Europie, oglądając z 10 ambitnych kanałów telewizyjnych naraz czy gromadząc na dysku filmotekę idąca w setki tytułów. Albo po prostu realizując się w ciężkiej harówie codziennej.

Nie jest więc tak źle - 44 proc. Polaków wciąż czyta, ba, okazuje się, że wzrosła liczba korzystających z bibliotek. Rynek księgarski też nam się profesjonalizuje, choćby od strony PR, a kreowanie trendów to w dzisiejszej kulturze pop niesłychanie ważna rzecz. W końcu pieczołowicie wypracowana przez wydawców moda na kryminał skandynawski to nic złego, bo te kryminały to w wielu przypadkach kawał solidnej literatury. Gorzej oczywiście, jeśli jest to moda na poradniki „Jak być młodą, piękną i bogatą po siedemdziesiątce”, ale też bym nie rozpaczał. Moda, która sprawiła, że polscy inteligenci oddawali się parę dekad temu nałogowego czytaniu literatury iberoamerykańskiej, na pewno już nie wróci.

W każdym razie w sieci Kolporter, która sprzedała parę milionów książek, hitem głównym okazał się „Elementarz. Teksty do czytania metodą sylabową”. Bądźmy więc optymistami. Naród uczy się czytać.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie