Gierek? To tabu. Z historią można zrobić wszystko. Zwłaszcza w "Wiadomościach" TVP

Ryszard Warta
Ryszard Warta
16 lutego 1973 roku. Profesor Stanisław Lorentz (pierwszy z lewej) na wspólnym piwie dla wszystkich pracowników na placu odbudowy zamku z okazji wieszania "wiechy" na zrekonstruowanej części gotyckiej. Z prawej autor projektu  rekonstrukcji zamku, prof. Jan Zachwatowicz
16 lutego 1973 roku. Profesor Stanisław Lorentz (pierwszy z lewej) na wspólnym piwie dla wszystkich pracowników na placu odbudowy zamku z okazji wieszania "wiechy" na zrekonstruowanej części gotyckiej. Z prawej autor projektu rekonstrukcji zamku, prof. Jan Zachwatowicz Fot. NAC
Kto podjął decyzję o odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie. Kosmici, Gang Słodziaków? Materiał "Wiadomości" dobrze pokazuje do jakich absurdów prowadzi zastępowane rzeczowego podejścia do historii polityką i propagandowymi kliszami

To banał, że w propagandowych przekazach nie tylko ważne jest to, co się mówi, ale także to, czego mówić nie wolno. Wciąż jednak przykłady są zabawne.

W ostatni wtorek nasze ulubione „Wiadomości” TVP w swym głównym wydaniu zaprezentowały materiał „Symbole Polskiej Niezłomności” o obchodach 50-lecia decyzji o odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie. Tak to właśnie zostało wyraźnie, dwukrotnie zresztą w zapowiedzi Michała Adamczyka i w mówionym z offu tekście autora materiału, Mateusza Nowaka ujęte: „50-lecie decyzji o odbudowie”.

Dowcip polega na tym, że w całym tym materiale nie ma ani słowa o tym, kto ową decyzję podjął. Kosmici? Gang Słodziaków? Nie wiadomo.

O zamku jako symbolu polskiej państwowości ładnie mówi tam wicepremier Gliński, o tym, że odbudowę zawdzięczmy „przede wszystkim narodowi polskiemu” z typową dla siebie emfazą mówił premier Morawiecki. W podobnym duchu wypowiadał się dyrektor zamku prof. Wojciech Fałkowski.

No dobrze, ale kto tę fetowana dziś decyzję podjął? Wciąż nie wiemy. Mowa jest - i słuszna - o tym, że wśród Polaków wola odbudowy była od początku, od pierwszych niemieckich bombardowań we wrześniu 1939. Potem słyszymy taki tekst: „komunistyczne władze przez ćwierć wieku blokowały jednak decyzję o rozpoczęciu prac”.

Blokowały decyzję? Czyją? Znów nie wiemy, może komunistyczne władze blokowały uchwałę kontrolowanego przez komunistów Sejmu z 2 lipca 1949 roku o odbudowie zamku?

Racja, przez ćwierć wieku ze strony peerelowskich władz brakowało praktycznej woli odbudowy, choć w latach 40- i 50-tych przygotowania był daleko posunięte, regres nastąpił w czasach gomułkowskiej małej stabilizacji. No dobrze, co się więc stało 50 lat temu?

„Wiadomości” wyjaśniają: „Dopiero 26 stycznia 1971 roku odbyło się pierwsze posiedzenie Obywatelskiego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie”. Czyli co, komuniści blokowali aż tu nagle zebrał się OKOZKW i sprawa ruszyła z kopyta? Tak na marginesie, przewodniczącym komitetu był Józef Kępa, szef warszawskiego KW PZPR.

Z materiału TVP tego się nie dowiemy, ale zanim 26 stycznia zebrał się komitet, 19 stycznia decyzję od odbudowie podjęło Biuro Polityczne KC PZPR, a ludowi obwieścił to Edward Gierek. I to była jego decyzja, jedna z pierwszych, bo przecież kilka tygodni wcześniej nowy „pierwszy” przejął władzę.

Nie chodzi o to, żeby Gierkowi wystawiać laurkę, nie zrobił tego z miłości do polskiej tradycji, tylko po to, by zjednać sobie opinię publiczną po grudniowym wstrząsie, dla politycznego PR - ale zrobił. Tu zamek, tam coca-cola w sklepach, mały fiat i „można świat doganiać”- jak mówił jeden z bohaterów „Nie ma mocnych”.

Zrobił i teraz macherzy od ustalania jedynie słusznej wersji prawdy muszą kombinować.

To ukrycie rzeczywistych autorów decyzji łatwo zrozumieć - w przekazach "Wiadomości" obowiązuje zasada o PRL albo źle albo wcale. Miłośnikiem PRL-u nie jestem, ale o każdym okresie naszej historii powinno się mówić rzeczowo, bez uprzedzeń, bez lukrowania, ale też bez udawania, że czegoś nie było, skoro było.
Rozumiem, Gierek to tabu. Ciekawe jest jednak, dlaczego materiał "Wiadomości" nie wymienia nazwiska żadnej z osób, których zasługi dla odbudowy zamku są naprawdę trudne do przecenienia. Chociaż jedno nazwisko absolutnie powinno tu paść: profesora Stanisława Lorentza, przed- i powojennego dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie, człowieka który o zamek walczył od chwili, kiedy spadły na niego pierwsze bomby. Nie wiem, może pracownicy medialni z "Wiadomości" o Profesorze nie słyszeli. A może ktoś się przestraszył, że jego nazwisko brzmi zbyt niemiecko?

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie