Głowa w sieci

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Złudzenia prysły dawno i skutecznie. Jasne, wiemy, że Internet to zbawienie ludzkości, kaganek oświaty, docierający do najdalszego blokowiska i ułatwiacz życia na dokładkę. Ale nie tylko. To też masa negatywów, nad którymi w uczonych rozprawach biadolą specjaliści od życia społecznego.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Złudzenia prysły dawno i skutecznie. Jasne, wiemy, że Internet to zbawienie ludzkości, kaganek oświaty, docierający do najdalszego blokowiska i ułatwiacz życia na dokładkę. Ale nie tylko. To też masa negatywów, nad którymi w uczonych rozprawach biadolą specjaliści od życia społecznego. W końcu sami przeżywamy to na co dzień, odkrywając, jak płaski robi się świat ludzi żyjących w dwuwymiarowej rzeczywistości monitora, jakie paskudztwa mogą wyłazić z bliźnich, którzy anonimowo dopiekają innym na forach, jak obniża się poziom wrażliwości, wreszcie jak łatwo można przyzwyczaić się do kradzieży. Bo przecież co w sieci, to niczyje. Hulaj, dusza.

Kino od lat żywi się sieciowymi strachami i thriller „Nieuchwytny” nie odkrywa niczego nowego. Może tylko nieco intensywniej akcentuje bezduszność zwyklaków, klikających bezreflkesyjnie gdzieś tam w domowym zaciszu i popisujących się własnym cynizmem. To przecież takie proste i głowa nie boli, bo nikt się nie dowie. Tym razem nie jest to bowiem opowieść o grasujących w sieci dewiantach, tych od „jestem Wojtek i mam 12 lat”. Tu straszakiem mają być szaraki od głupawych komentarzy, szukające w Internecie coraz mocniejszych podniet, a przy okazji czyniące zło.

<!** reklama>Choć może się nie rozpędzajmy. „Nieuchwytny” to żaden traktat filozoficzny o sieciowych pułapkach i dramacie internetowej alienacji. To po prostu w miarę zgrabnie zmajstrowany thriller, gdzie zresztą - i na szczęście - wszystkiego jest w miarę. I makabry, i napięcia, i rodzinnego sentymentalizmu. Że to w sumie niewiele? Pewnie tak, ale z drugiej strony nie ma tu fabularnych niedoróbek, modnego tumanienia widowni krwią tryskającą z każdego kadru, i nie ma aktorskiej tandety. Oglądamy panią agentkę FBI, wyspecjalizowaną w cyberprzestępstwach. Pani gania cyberzłodziejaszków, zboczeńców i hakerów, aż trafia na sieciową bestię. Komputerowego geniusza, który wmontowuje porwanych ludzi w skomplikowane machiny do zabijania. I potem sam akt mordowania pokazuje w sieci, wplątując internautów we współudział. Im więcej delikwentów wchodzi na stronę, tym mordowanie jest szybsze. No i, jak łatwo się domyśleć, chętnych do tego, żeby sobie popatrzeć na dręczonego faceta, jest z każdą zbrodnią więcej.

Atrakcją filmu jest owa agentka, czyli Diane Lane. To ta pani, która zakochiwała się pod słońcem Toskanii i błyszczała w wielu innych filmach. Pani Lane ma na szczęście to do siebie, że nie mizdrzy się na ekranie, nie udaje podlotka i nie boi się zagrać roli nawet wbrew przyzwyczajeniom widzów. Choćby agentki FBI. A to sprawia, że z agentki robi się normalna kobieta, a nie komiksowa heroina.

„Nieuchwytny”, reż. Gregory Hoblit

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie