reklama

Grzegorz Schetyna przegrywa kolejne wybory. Ale nie widać w PO nikogo, kto ugrałby więcej

Agaton Koziński
Agaton Koziński
Zaktualizowano 
Grzegorz Schetyna musi zmagać się z wewnętrzną opozycją. A wybory szefa PO już zimą
Grzegorz Schetyna musi zmagać się z wewnętrzną opozycją. A wybory szefa PO już zimą fot. Adam Jankowski
Platforma jest dziś jak szklanka częściowo zapełniona wodą. Dla otoczenia Grzegorza Schetyny jest ona do połowy pełna, dla jego przeciwników - do połowy pusta. Która z tych stron weźmie górę? Im dłużej będzie trwał spór o to, tym więcej poparcia PO straci.

Paweł Zalewski stał się w Platformie Obywatelskiej kimś w rodzaju Wernyhory, sumienia partii głośno mówiącego o tym, co w niej niedomaga, który nie boi się ostrymi słowami wskazać słabości i przywar własnego środowiska politycznego. Co ciekawe, właściwie nie zabiera on głosu przed wyborami, nie próbuje walczyć o to, żeby stać się twarzą własnego ugrupowania w czasie kampanii. Natomiast zaczyna być bardzo aktywny, gdy nadchodzi czas rozliczeń, wyciągania wniosków, diagnozowania przyczyn sukcesów i porażek. Pod tym kątem warto zwracać uwagę na to, co mówi.

Co mówił w 2015 r.? Tam jeszcze w czasie kampanii do parlamentu zaczął ostro krytykować ówczesne kierownictwo Platformy z Ewą Kopacz na czele. Jednocześnie wskazywał, że na czele partii powinien stanąć Grzegorz Schetyna. „On jest mężem stanu, politykiem, który głosi program wolnościowy, o którym mówię, który traktuje Platformę jako instytucję, i który umiałby ją odbudować jako instytucję obywatelską. Do tej pory był niezwykle lojalny wobec Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Wypychano go na margines, a mimo to lojalnie pracował na rzecz partii. Wielokrotnie mówiłem mu, że jego możliwości nie są wykorzystywane” - mówił Zalewski w 2015 r. w wywiadzie dla „Polska Times”. I wzywał, żeby to właśnie Schetynie powierzyć rolę przewodniczącego PO.

Minęły cztery lata. Schetyna rzeczywiście został szefem Platformy, jednak pod jego kierownictwem partia nie zdołała odbudować swojej pozycji w polskiej polityce. Ostatnie wybory parlamentarne przegrała z PiS-em jeszcze bardziej dotkliwie niż cztery lata temu.

Jak na to zareagował Zalewski? „Grzegorz Schetyna musi przedstawić diagnozę, musi opisać wnioski i musi w pewnym sensie na nowo zjednoczyć Platformę i Koalicję Obywatelską. Tak, pojawiają się w partii głosy krytyki. Rolą lidera jest to, by je uwzględnić, a przy tym doprowadzić do tego, by w Platformie wciąż było miejsce dla każdego z nas” - mówił kilka dni temu w wywiadzie dla naszej gazety. Ostrzejszy był w powyborczym wywiadzie dla Radia TOK FM. „PO nie uzyskała na zmianie Grzegorza Schetyny tego nimbu nowości. W dalszym ciągu była postrzegana jako ta sama partia Ewy Kopacz, która przegrała w 2015 roku. To bardzo poważny problem, bo to ułatwiło PiS brutalne atakowanie PO, ale także Grzegorza Schetyny za grzechy, których nie popełnił” - mówił w nim poseł PO.

Zalewski wyraźnie wzywa, by radykalnie przyspieszyć proces wyboru nowego kierownictwa partii. Formalnie powinno do tego dojść na początku przyszłego roku, ale Zalewski uważa, że im szybciej do tego dojdzie, tym więcej partia na tym zyska. Co warte podkreślenia, dokładnie ten sam postulat przedstawia obecna opozycja wewnątrzpartyjna wobec Schetyny. Czy więc Zalewski stał się częścią ich środowiska? To nie takie oczywiste. Dziś sytuacji PO nie da się opisać, stosując proste czarno-białe schematy. Diagnoza sytuacji jest trudna. A nawet postawienie właściwej nie da gwarancji wyrwania politycznej inicjatywy z rąk PiS.

Trzy fronty Schetyny

Gdy Schetyna przejął władzę w Platformie, od razu wiadomo było, że będzie musiał jednocześnie toczyć walkę na trzech frontach. Najbardziej oczywiste, najbardziej medialne, przykuwające najwięcej uwagi było starcie z PiS-em. Ale w cieniu tego metakonfliktu definiującego polską politykę rozgrywały się dwa inne: starcie Schetyny z wewnątrzpartyjną opozycją oraz jego rywalizacja o prymat po stronie opozycji.

W poprzedniej kadencji widać było, że dla lidera PO ważniejsze były dwa ostatnie. Jak mu w nich poszło? Najlepiej sobie poradził w walce o przywództwo na opozycji - najgroźniejszy konkurent, czyli Nowoczesna, został wchłonięty, inni rywale - schowani w cień. Schetyna stał się niekwestionowanym liderem opozycji, czego symbolem stała się Koalicja Europejska, ułożona przez niego wspólna lista całej opozycji w eurowyborach.

Z kolei spór wewnątrzpartyjny udało mu się zażegnać. Głównych rywali nie pokonał, ale napięcie między nimi skutecznie zneutralizował - w tym sensie, że „młode wilczki” w partii pochowały kły, zdecydowały się zaakceptować przywództwo Schetyny. Nastąpił rozejm.

O ile Schetyna w rozgrywkach wewnątrzpartyjnych i wewnątrzopozycyjnych okazał się bardzo skuteczny, to starcie z PiS przegrał. W eurowyborach osiągnął wynik wręcz fatalny (biorąc pod uwagę to, że opozycja miała je wygrać, ewentualnie zremisować, tymczasem przegrała je o siedmioma punktami procentowymi), w wyborach parlamentarnych było tylko niewiele lepiej.

Potwierdza się polityczna prawidłowość: jeśli ktoś w polityce wykazuje się słabością, będzie to wykorzystane przeciwko niemu

Dwukrotna w tym roku przegrana z PiS natychmiast anulowała rozejm wewnątrz PO. Przewodnia rola Schetyny jest wyraźnie kwestionowana, ambicje do kierowania partią zgłaszają Borys Budka, Rafał Trzaskowski, Sławomir Nitras, Bartosz Arłukowicz. Do gry mocno wszedł Bogdan Zdrojewski, przedstawił pokolenia ojców-założycieli PO, który wyraźnie ma dość ciągłego marginalizowania go przez Schetynę.

Okazało się także, że po stronie całej opozycji Schetyna przestał być jej liderem. Porażka w eurowyborach sprawiła, że SLD i PSL poszły do wyborów samodzielnie - i osiągnęły całkiem niezły wynik. Wyraźny sygnał: nie musimy się oglądać na Platformę i Schetynę, by mieć polityczne sukcesy.

Znów się potwierdza stara polityczna prawidłowość: jeśli ktoś w polityce wykazuje się słabością, natychmiast zostanie to wykorzystane przeciwko niemu. Nawet (czy może przede wszystkim) przez osoby, które przed chwilą wydawały się wiernymi sojusznikami i oddanymi przyjaciółmi.

O co chodzi Platformie

Wróćmy do słów Pawła Zalewskiego. Zderzanie jego wypowiedzi sprzed czterech lat i sprzed kilku dni nie służyło temu, żeby wykazać jak bardzo niekonsekwentni potrafią być politycy. Bardziej chodziło o to, żeby pokazać ewolucję, jaką PO przeszła w tej kadencji.

W 2015 r. Zalewski zwracał uwagę, że PO nie może być partią zbudowaną wokół hasła prostego antypisu, że należy przygotować ofertę programową zbudowaną wokół postulatów wolnościowych. Teraz poseł Platformy znów krytykuje własną formację za to, że ciągle jest tylko antypisem. „Chcieliśmy zaproponować Polakom państwo dobrobytu, w którym dowartościowane są usługi publiczne. Takie, które nie polega na tym, że obywatelom wypłacane są pewne sumy pieniędzy, za które następnie należy sobie kupić wizytę u lekarza czy dobrą edukację” - mówił w wywiadzie dla naszej gazety.

Z tych wypowiedzi płyną dwa wnioski. Jeden oczywisty - że PO nie umie robić nic innego niż „być antypisem”, że cały czas to jej naczelny postulat. Wniosek drugi pokazuje zmianę, która zaszła w polskiej polityce. W 2015 r. Zalewski uważał, że tylko zestaw haseł wolnościowych, liberalnych pozwoli Platformie odbudować przewagę nad PiS-em. Cztery lata później podkreślał, że te przewagi można uzyskać tylko poprzez propozycję budowy lepszego państwa dobrobytu niż te, które przedstawia PiS.

To pokazuje, jak daleką drogę przeszła Platforma w ostatnich czterech latach, jak bardzo zmieniła wektory swych propozycji programowych. Ale też pokazuje, jak bardzo nie jest ona przygotowana do tego, żeby rywalizować z PiS-em na poziomie programów, pomysłów na Polskę. „Państwo dobrobytu” to termin, który do debaty publicznej wrzucili Kaczyński z Morawieckim. Skoro PO go podchwytuje, to znaczy, że własnych koncepcji nie ma. Siłą rzeczy nie daje pretekstu do tego, żeby jej powierzyć władzę w kraju.

Dwie rozmowy z politykami Platformy - jedna ze zwolennikiem Schetyny, druga z członkiem obozu „młodych wilczków”. Pierwszy przekonuje, że strategia długiego marszu przynosi efekt. Przecież gdy Schetyna przejmował władzę w PO, partia miała gorsze notowania niż Nowoczesna, a liderem opozycji był Ryszard Petru. Dziś nie ma o tym mowy, PO samodzielnie zdobyła niemal 28 proc. głosów w wyborach. Jeśli więc uda się utrzymać ten kurs, to zwycięstwa są tylko kwestią czasu - najprawdopodobniej w najbliższych wyborach prezydenckich.

Przedstawiciel opozycji wobec Schetyny zwraca z kolei uwagę na źle skonstruowane listy wyborcze, na słabości związane ze słabo przygotowaną kampanią wyborczą. Podkreśla, że dla Schetyny ważniejsze od walki z PiS-em jest wycinanie własnych rywali wewnątrz partii i że za chwilę obrady kierownictwa partii będzie można organizować w windzie - bo właściwie oprócz Schetyny i jego wąskiego grona najbliższych, lojalnych współpracowników nikt tam nie będzie potrzebny.

W skrócie: jedni twierdzą, że szklanka jest do połowy pełna, drudzy, że do połowy pusta. Jedni i drudzy nie zauważają (nie chcą zauważyć?), że Platforma cały czas nie umie wyjść poza tradycyjne hasła prostego antypisu. Że po stronie tej partii w ogóle nie widać fermentu, z którego mogłaby się narodzić alternatywna wobec propozycji PiS wizja państwa. Że dziś ich szczytem możliwości jest powtarzać pomysły Kaczyńskiego o budowie państwa dobrobytu.

W tym sensie nie ma większego znaczenia, kto dziś kieruje Platformą. Dopóki ta partia nie zacznie kreować świeżych, autorskich pomysłów, póty funkcja szefa tej partii będzie tylko i wyłącznie formalnością ważną przy ustalaniu prezencji podczas państwowych uroczystości. Niczym więcej. Dlatego jeśli PO chce zmieniać swoje kierownictwo, musi rozpocząć poważną dyskusję o pomysłach na przyszłość. Inaczej będziemy świadkami personalnych wojen podjazdowych, które sytuację Platformy tylko pogorszą.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Wideo

Materiał oryginalny: Grzegorz Schetyna przegrywa kolejne wybory. Ale nie widać w PO nikogo, kto ugrałby więcej - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
21 października, 13:20, Pola:

PO wprowadziło sobie konia trojanskiego. Schetyna reanimował lewicowego trupa który ożył i pożera ich wyborców. Wzamian za to peowcy musieli ustąpić miejsca chomusiom i peerelowcom

Nie jest to prawda . Lewica miała i ma liczny i stały elektorat .

P
Pola

PO wprowadziło sobie konia trojanskiego. Schetyna reanimował lewicowego trupa który ożył i pożera ich wyborców. Wzamian za to peowcy musieli ustąpić miejsca chomusiom i peerelowcom

G
Gość

Zalewski nudny.Schetyna i Lubnauer bez pomysłów umieją głównie jadowicie kąsać. Kidawa sympatyczna ale bez siły i charyzmy. Upadek jest widoczny.Może partia mieszczańska Zdanowskiej ma jakieś szanse.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3