Ile kosztuje policjant?

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Ojciec mnie rozczarował, co tu dużo gadać. I to srodze. No bo cóż, „Ojciec Mateusz”, serial publicznej telewizji, oglądalność ma taką jak to tylko przed laty bywało, ale niestety jest też przykładem tak nachalnej kryptoreklamy, że aż zęby same zgrzytają.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Ojciec mnie rozczarował, co tu dużo gadać. I to srodze. No bo cóż, „Ojciec Mateusz”, serial publicznej telewizji, oglądalność ma taką jak to tylko przed laty bywało, ale niestety jest też przykładem tak nachalnej kryptoreklamy, że aż zęby same zgrzytają. Dobrze wiem, że product placement, czyli wpychanie publice jakiegoś towaru pojawiającego się niby naturalnie w filmach czy innych programach, to nic nowego. Różni mędrcy napisali już o tym tomy, a przykładów - z radia lat 20. czy telewizji lat 60. - mamy mnóstwo.

Wtedy wystarczyło często dotrzeć do aktora lub producenta, żeby jakiś heros na ekranie palił camele a nie marlboro, dziś ten proceder ucywilizowano. I podpisuje się specjalne umowy, dzięki którym w naszych telenowelach piją wody odpowiedniej marki i rozmawiają pod odpowiednimi banerami. Nie zmienia to faktu, że to jest wciąż po prostu tumanienie biednej publiki, wierzącej, że ogląda film a nie reklamę. Kibicuję więc tym, którzy krzyczą, że product placement musi być oznaczany na ekranie jakimś symbolem lub hasłem. Choćby „uważaj, znów traktują cię jak idiotę”.

<!** reklama>W „Ojcu Mateuszu” producenci przeszli już samych siebie. Rozumiem, że trzeba było jakoś skleić budżet, ale sympatyczny włoski format zamieniono przy tym w kuriozum. I nie chodzi tu o namolne reklamowanie województwa świętokrzyskiego - skaczemy sobie z Buska do Kielc i z Ćmielowa do Sandomierza - to jest jeszcze w miarę strawne i krajoznawcze. Chodzi o pewien bank.

Ów bank kreuje bowiem w serialu rolę prawie tak ważną, co odgrywający księdza Artur Żmijewski. A to w jednym odcinku napadają na staruszkę na ulicy, bo nosi, głupia, emeryturę w torebce - więc babina biegnie zaraz założyć konto w ramach specjalnej oferty. A to były więzień idzie po kredyt, żeby zacząć nowe życie. A to gruby policjant bierze pożyczkę, bo oszukali go w agencji pośrednictwa kredytowego. Wszędzie oczywiście logo, uśmiechy i potężny reklamowy smród.

Pewnie opłaca się to bankowi i tylko mu pogratulować, że udało się wepchnąć na ekran taką „krypciochę”. Ale twórcy serialu powinni zrobić rachunek sumienia, bo tym razem zadziałali wyjątkowo topornie. No, mogą jeszcze sprzedać samego księdza Mateusza. Ciekawe, czy doczekamy, jak paraduje z logo banku na sutannie.

Swoją drogą, aż dziw bierze, że klimatu nie wyczuli politycy. Skoro w publicznej telewizji można wejść z reklamą w serial z kilkumilionową oglądalnością jak w masło, to czemu nie spróbować? Inspektor Możejko ze swoim europejskim sznytem mógłby na przykład w każdym odcinku wielbić premiera i partię rządzącą. Aspirant Nocul, specjalista od wartości rodzinnych, wygłaszałby oracje na cześć Prezesa. A grana przez Kingę Preis gosposia Natalia, jako ciemiężony lud roboczy, wykrzykiwałaby hasła lewicowe. I wywieszała na plebanii portrety partyjnych wodzów.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie