IO Pjongczang. W Korei Kamil Stoch może doskoczyć do Ireny Szewińskiej i Roberta Korzeniowskiego

Przemysław FranczakZaktualizowano 
Wylatujących do Korei skoczków pożegnał premier Mateusz Morawiecki
Wylatujących do Korei skoczków pożegnał premier Mateusz Morawiecki Adam Guz
Gdzie jest sufit Kamila Stocha? Nawet jeśli coś takiego istnieje, to skoczek z Zębu nauczył się go przesuwać. Sukcesów ma tyle, że teraz na każdym kroku mierzy się z legendami swojej dyscypliny. I nie tylko. W Pjongczangu może przeskoczyć na taki poziom gry w medale, na którym nie było jeszcze żadnego narciarskiego skoczka.

Przede wszystkim nikomu nie udało się do tej pory obronić obu tytułów mistrza olimpijskiego, ze skoczni normalnej i dużej. Szwajcar Simon Ammann ma cztery złota - jest rekordzistą, jeżeli chodzi o konkursy indywidualne - ale ich zdobycie zabrało mu osiem lat. Szalony plan maksimum, czyli Stoch wygrywa wszystko, a na koniec razem z kolegami dorzuca do puli triumf drużynowy pozwoliłby mu prześcignąć Fina Mattiego Nykaenena, który na igrzyskach wywalczył cztery złote krążki (jeden w „drużynówce”) i srebro. A w panteonie polskiego sportu dałoby mu to miejsce na szczycie olimpijskiej listy, tuż obok Ireny Szewińskiej (siedem olimpijskich medali, trzy złote) i Roberta Korzeniowskiego (cztery złota).

No dobrze, tyle mówią statystyki. A teraz pytanie: czy to jest w ogóle możliwe? Dyskusje będą trwać przez najbliższe dni. Jedni przywołają zeszłoroczne mistrzostwa świata w Lahti, gdzie Stoch mimo roli faworyta indywidualnego sukcesu nie odniósł, inni powołają się na ostatni Turniej Czterech Skoczni, na którym dokonał niemożliwego. I wszyscy mogą mieć rację. Innymi słowy, żadnego scenariusza nie można w tym momencie wykluczyć.

Stoch nie ma instynktu sportowego killera, przynajmniej nie w definicji, jaką światu narzucił również jedyny w swoim rodzaju Michael Jordan. Ma mentalność i cechy mistrza, ale siłę czerpie raczej z tej swojej startowej introwersji, wewnętrznego skupienia. „Muszę dobrze wykonać swoją pracę”, nawiasem mówiąc zaraził tym podejściem wszystkich kolegów z kadry, nie wyłączając największego żartownisia Piotra Żyłę. Kamil nigdy nie robi dookoła siebie szumu, unika jakichkolwiek deklaracji, rozgłosu, czasem sprawia wręcz wrażenie, jakby chciał, żeby wszyscy dali mu święty spokój.

- Pod tym względem jest wyjątkowy - przyznaje Adam Małysz, dyrektor-koordynator PZN. - Mało udziela się w mediach społecznościowych, nie rwie się do komentowania wszystkiego, mało jest go w mediach, przynajmniej jak na skalę osiągnięć i popularność. To nie jest mu potrzebne. W niezwykły sposób potrafi się odciąć od presji, informacji, bo wie, że to może mu przeszkodzić. Tak było pod koniec Turnieju Czterech Skoczni, gdy nie zwracał uwagi na ten szał, który trwał dookoła.

Jako nastolatek Kamil szyb-ko tracił cierpliwość i trochę czasu zajęło mu zrozumienie, że kontrola emocji na skoczni jest równie ważna jak mocne i precyzyjne odbicie. Teraz ze sztuki koncentracji mógłby się doktoryzować. Również dlatego tak dobrze dogaduje się ze Stefanem Horngacherem. Obaj są do siebie bardzo podobni - skupieni na pracy, metodyczni, oszczędni w słowach, a z drugiej strony w wolnym czasie potrafiący rozmawiać nie tylko o skokach. Obaj horyzonty mają szerokie.

- Na pewno Stefan ma na niego wielki wpływ - przyznaje Zbigniew Klimowski, jeden z asystentów Austriaka i pierwszy trener Stocha. -Przy nim Kamil jeszcze dorósł, zresztą w ogóle na przestrzeni ostatnich lat zdecydowanie się zmienił. W tej chwili stał się naprawdę rasowym zawodnikiem. Doświadczenie też robi swoje. Cztery lata temu w Soczi dopiero przecierał szlaki na tym mistrzowskim poziomie, a teraz jeszcze lepiej potrafi sobie wszystko poukładać przy tych najważniejszych startach, lepiej wie, czego chce i potrzebuje. I to wszystko dobrze funkcjonuje.

Małysz potwierdza: - On przez ostatni rok bardzo się rozwinął, fizycznie i mentalnie. Kiedy te dwie siły łączą się w optymalnym ustawieniu, to on po prostu dominuje.

Pierwszy olimpijski konkurs w Alpensia Jumping Park - na normalnej skoczni - już w sobotę.

- Wiem, że dziennikarzom czy kibicom trudno to zrozumieć, ale my nie myślimy o miejscach i wygrywaniu konkursów, lecz o tym, żeby jak najlepiej przygotować zawodników. Jeśli oni będą perfekcyjnie wykonywać swoje ruchy, jeśli będą mieć sprzęt na najwyższym poziomie, to reszta przyjdzie sama - przekonuje Klimowski.

Stoch i Kubacki: Nie nakładamy na siebie żadnej presji

Wideo

Materiał oryginalny: IO Pjongczang. W Korei Kamil Stoch może doskoczyć do Ireny Szewińskiej i Roberta Korzeniowskiego - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3