Jak Toruń walczył z zarazami? M.in. wprowadzano kwarantannę i czyszczono miasto z brudu [Retro]

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Wygląda na to, że ludzkie szczątki, które zostały wykopane podczas budowy bloku przy ulicy Bawarczyków w Toruniu, nie należały do obrońców miasta z 1813 roku, ale ofiar dżumy z lat 1708 - 1711 Szymon Spandowski
Z dr Katarzyną Pękacką-Falkowską z Katedry i Zakładu Historii i Filozofii Nauk Medycznych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, autorką książki „Dżuma w Toruniu w trakcie III wojny północnej” rozmawiamy o tym, jak nasi przodkowie próbowali sobie radzić z zarazami.

Poprzednią rozmowę skończyliśmy na tym, że gdy w Toruniu wybuchła dżuma, zdrowi, którzy nie chcieli przebywać pod jednym dachem z chorymi, mogli opuścić miasto i udać się na kwarantannę. Gdyby jednak postanowili wrócić, mieli za to zapłacić gardłem. Dlaczego?

Polecamy

W epoce wczesnonowożytnej funkcjonowały różne teorie, dlaczego ludzie chorują. Jedną z nich stworzył w późnym renesansie włoski lekarz Girolamo Fracastoro. Powiedział, że chorujemy z powodu tak zwanych nasion zarazy. Nie była to oczywiście etiologia bakteryjna, ani tym bardziej wirusowa chorób zakaźnych, bo nikt wtedy o bakteriach i wirusach nie wiedział. Fracastoro uważał, że istnieją tzw. nasiona zarazy, z których kiełkuje choroba. Możemy je przekazać przez bezpośredni kontakt, na przykład dotykając siebie nawzajem. Mogą one również znajdować się na jakimś przekazywanym przedmiocie. Trzecia opcja mówiła natomiast, że nasiona choroby przyklejają się do cząstek powietrza i razem z nimi wiatr je przenosi w różne miejsca. Nasi przodkowie uważali, że jeśli ktoś ma takie nasiona w sobie lub na ubraniu bądź skórze i wróci do miasta, może je przekazać zdrowym osobom. Już wtedy mówili, że ani chorzy, ani ci, którzy pełnią posługę u chorych, nie mogą mieszać się ze zdrowymi. Wszystkie osoby zatrudnione w służbach epidemicznych mieszkały zatem oddzielnie. Nie mogły się kontaktować ze zdrowymi. A w jaki sposób „nasiona zarazy” miały ludzi atakować? Na zasadzie sympatii i antypatii, czyli przyciągania i odpychania. Jeżeli nasiono poczuje sympatię, zostanie przez ciało przyciągnięte i zakiełkuje, a jeśli poczuje odpychanie, to nawet gdyby bardzo chciało, nie zakiełkuje, ponieważ kandydat na chorego nie ma odpowiedniej konstytucji cielesnej. Nasiono musi zatem poszukać kogoś innego, kto będzie odpowiednim gruntem. Ci ludzie żyli w zupełnie innym świecie niż my dzisiaj, jednak byli bacznymi obserwatorami. Ich wiedza była empiryczna.

Co się działo z chorymi w Toruniu?

W mieście od 1581 roku działał lazaret, czyli szpital dla zakaźnie chorych.

A gdzie się znajdował? Bo przecież na Chełmińskim Przedmieściu, w rejonie obecnego Cinema City, było leprozorium.

Polecamy

Nie, ten był zupełnie nowy. Pan mówi o szpitalu świętego Jerzego. Tam, między rokiem 1579 a 1580 wydarzyła się straszna rzecz. Podczas epidemii dżumy niejaki Jan Gluch, zatrudniony w szpitalu jako pomocnik, mordował chorych, którzy tam przebywali. Został później skazany na śmierć i stracony, jednak miejsce zostało skalane. Ten szpital nadal funkcjonował, ale nie był już miejscem dla zadżumionych. Władze miasta założyły nowy lazaret, jeszcze bardziej na północ. Moim zdaniem znajdował się on w rejonie obecnej ulicy Bawarczyków, najprawdopodobniej na terenie Zespołu Szkół Technicznych, tzw. Budowlanki. Jest to jednak tylko hipoteza, ponieważ nie mam jednoznacznych dowodów na to, że to było akurat w tym miejscu.

Tam wszędzie leżą szczątki ludzkie. Uznaliśmy, że to zmarli pochowani na cmentarzu Bawarczyków z 1813 roku, który według planów powinien się znajdować nieco dalej na północ. Okazało się jednak, że są tam także pochówki kobiet i dzieci. Logicznym wydawało się, że spoczęły tam także ofiary szalejącego podczas rosyjskiego oblężenia tyfusu, ale może te kości są starsze?

W mojej książce piszę, gdzie najprawdopodobniej były miejsca masowych pochówków ofiar zarazy z lat 1708-1711. Jest to m.in. kwadrat między Dekerta, Legionów, Bawarczyków, Młodzieżową, teren Budowlanki z przyległościami. Tak czy inaczej, nowy lazaret działał od 1581 roku. Niektórym osobom w nim zatrudnianym , tak zwanym starszym lazaretu, płacono cały czas za gotowość do pracy. Nawet w czasach wolnych od zarazy. Do lazaretu trafiali chorzy ubodzy, którzy nie posiadali domu, pieniędzy ani przyjaciół, którzy mogliby się nimi zaopiekować. Osoby bogate, które posiadały własne kamienice i domy za miastem, były izolowane w tych nieruchomościach. Jeszcze inni trafiali do postawionych w polu bud.

Polecamy

Jak wyglądała walka z zarazą? Przynajmniej tą z XVIII wieku, bo - jak wspominała Pani poprzednio - większość dokumentów z wcześniejszych epidemii spłonęła podczas pożaru archiwum miejskiego w 1703 roku.

Tak jak dziś, potrzebna była do tego żywa gotówka. Miasta jej pod dostatkiem nie posiadały. W Toruniu, podczas epidemii w latach 1708 - 1711 organizowane były kolekty miejskie. To sami mieszczanie dawali pieniądze na walkę z zarazą. Co ciekawe, finalnie były to bardzo duże kwoty. Kiedy w 1711 roku skończyła się epidemia, w kasie lazaretu zostało tyle pieniędzy, że jego zarządcy zdecydowali się pożyczyć je miastu w oprocentowanych obligacjach. Miasto pożyczkę zwróciło, a oni ten kapitał ponownie zainwestowali na procent.

Bardzo przedsiębiorczy ludzie. Wróćmy jednak jeszcze do początków zarazy. Gdy wiadomo było, że się ona zbliża, władze miast wydawały paszporty dżumowe, o których już Pani opowiadała. Pewnie zamykano bramy miejskie?

Kiedy wiadomo było, że zbliża się zaraza, ogłaszano przez obwoływaczy miejskich, że są takie miejsca, do których w ogóle nie można się udawać. Wprowadzano kwarantannę i czyszczono miasto z brudu. W tamtych czasach ludzie wierzyli również w miazmaty. To kolejna teoria, jeszcze ze starożytności, mówiąca o tym, co przyczynia się do powstawania epidemii chorób zakaźnych. Zgodnie z jej założeniami nad ziemią miała unosić się miazma, czyli chorobotwórcze zgniłe powietrze. Miasto było więc czyszczone, wyłapywano także bezpańskie zwierzęta. Władze starały się pozamykać łaźnie, ograniczyć działalność wyszynków, trwała kontrola przejeżdżających. Strażnicy bramni dostawali na przykład listy z gotowymi zestawami pytań. Zapisywali nazwiska przyjeżdżających i wyjeżdżających. Zaraza w końcu jednak wkraczała do miasta, ponieważ z kontrolą przyjezdnych różnie bywało. Władze miejskie wprowadzały wówczas coś, co dziś moglibyśmy nazwać stanem wyjątkowym. Tworzono służby przeciwepidemiczne, wprowadzano nowe regulacje prawne. Członkowie rady miejskiej wybierali ze swojego grona kilka osób, które miały kierować walką z zarazą. Te osoby budowały cały korpus urzędników i funkcjonariuszy służb przeciwepidemicznych. Na szczycie stała rada miejska. Radzie podlegało w tym szczególnym czasie ministerium, czyli zarząd kościołów luterańskich. Spośród pastorów wybierano specjalnych „pastorów czasu zarazy”. Tylko oni mogli spotykać się z chorymi. Mieszczanie, którym nakazywano organizację służb przeciwepidemicznych, mieli także pełnić kontrolę nad lekarzem miejskim i prowizorami szpitali, w tym lazaretu. Do tych służb byli również wprowadzeni aptekarze, którzy mieli robić leki. Drukowano specjalne broszury informujące o tym, jakie leki będą sprzedawane, gdzie i po ile. Poza tym zatrudniano wójtów żebraczych, którzy chodzili po mieście i wyganiali z niego obcych ubogich; rachmistrzów, którzy spisywali, kto jest chory, i kto umarł; balwierzy, którzy pełnili bezpośrednią opiekę nad chorymi. Byli również specjalni pielęgniarze, akuszerki, wartownicy, dostarczyciele żywności do objętych kwarantanną domów, oraz osoby, które miały zajmować się ciałami. Kogo wybierano do posługi przy zwłokach? Najbiedniejszych, którzy dzięki temu mogli zdobyć jakiekolwiek pieniądze na utrzymanie w czasach, gdy nie mieli możliwości pracy dniówkowej. Bardzo duży problem był w przypadku zatrudniania balwierzy, czyli chirurgów. Wszyscy przecież wiedzieli, że jeśli ktoś się zarazi, to raczej umrze. W 1602 i 1610 roku losowało się zatem, kto zostanie balwierzem czasu zarazy. W wydawanych później dokumentach cechowych zapisano jednak, że kimś takim ma być zawsze młodszy mistrz, ale można też było zatrudnić osoby z zewnątrz. Im obiecywano z kolei, że jeśli przeżyją, zostaną obywatelami miasta. To było bardzo atrakcyjne, ponieważ kiedy czeladnik chirurgiczny wyzwalał się na mistrza, z reguły nie mógł zostać w danym mieście, ponieważ była reglamentacja miejsc pracy. Musiał więc później wędrować i tej pracy szukać. Tu miał gwarancję, że jeśli przeżyje, będzie mógł założyć własny, jeśli tak można powiedzieć, zakład chirurgiczny. I oni często się na to zgadzali. W 1708 roku na przykład w Toruniu przy zadżumionych pracował czeladnik balwierski Manasse Stöckel. Gdy w roku 1709 w Gdańsku wybuchła zaraza, gdańszczanie napisali do Torunia z pytaniem, czy torunianie nie mogliby im kogoś przysłać, bo oni już nie dają rady. On się zgodził. Pojechał do Gdańska, przeżył i spełniło się jego marzenie, ponieważ później miał tam własną oficynę chirurgiczną i stały zarobek. Ryzyko było zatem ogromne, ale nagroda, w przypadku powodzenia, również wielka.

A jak wyglądało samo leczenie?

Nie można tu mówić o leczeniu w dzisiejszym rozumieniu. Nikt wtedy nie znał bakterii, badania Pasteura i Kocha to przecież dopiero końcówka XIX wieku. Można powiedzieć, że wcześniej walka z dżumą przypominała w pewnym sensie dzisiejszą walkę z koronawirusem. Nie mamy jeszcze lekarstw ani szczepionki, pozostają zatem niefarmaceutyczne środki ochrony (NPIs), społeczna kwarantanna itd.

***

O tym, jakie środki miały przynieść ulgę cierpiącym, gdzie byli chowani zmarli i jakie spustoszenie spowodowała w Toruniu dżuma, przeczytają Państwo w kolejnym odcinku „Retra”.

Śpimy coraz gorzej. Dieta pomoże?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3