Jak z czarnej owcy zrobić baranka

Redakcja
Jedni przyciągają na spotkania modlitewne kartami telefonicznymi i żywnością, inni rozdają Biblie i religijne gadżety albo kuszą wolnością, zapraszając więźniów na pielgrzymki. A między tym wszystkim od czasu do czasu pojawia się autentyczne nawrócenie, które bandytę zamienia w dobrego łotra.

Jedni przyciągają na spotkania modlitewne kartami telefonicznymi i żywnością, inni rozdają Biblie i religijne gadżety albo kuszą wolnością, zapraszając więźniów na pielgrzymki. A między tym wszystkim od czasu do czasu pojawia się autentyczne nawrócenie, które bandytę zamienia w dobrego łotra.

<!** Image 2 alt="Image 166902" sub="Trzeci rok z rzędu 26 marca będzie Dniem Modlitwy za Więźniów. Ustanowiony został przez Episkopat Polski w dzień liturgicznego wspomnienia Dobrego Łotra (według apokryfow miał na imię Dyzmas), który jest symbolem Bożego Miłosierdzia. Fot. Piotr Schutta">- Wojny religijnej na szczęście nie mamy i jej nie potrzebujemy - żartuje Janusz Damrat, dyrektor Zakładu Karnego w Czarnem. Przyznaje jednak, że pewne sprawy trzeba było uregulować, bo duchowość niebezpiecznie połączyła się z materializmem. Ma na myśli karty telefoniczne, które zaczęli rozdawać więźniom przedstawiciele Ewangelicznego Związku Braterskiego w RP ze Szczecinka. Kto przyszedł na spotkanie modlitewne, otrzymywał kartę do automatu telefonicznego.

- Rozmawiałem z tymi panami, żeby ograniczyli trochę te dary, ale oni mają na to środki i chcą dawać. Żaden przepis nie zabrania niesienia charytatywnej pomocy skazanym. Nam to właściwie też nie przeszkadza - mówi dyrektor Damrat. Dziś karty nie trafiają bezpośrednio do rąk osadzonych, lecz przekazywane są do kantyny razem z innymi darami dostarczanymi przez EZB.

<!** reklama>

W sprawie Czarnego protestował naczelny kapelan więziennictwa ksiądz Paweł Wojtas. - Nie może być praktyk religijnych na zasadzie:

jak przyjdziesz, to coś dostaniesz.

To nie jest religijność - mówi ksiądz. Dodaje, że prawdziwa metanoia (z gr. przemiana wewnętrzna) wymaga czasu i poświęcenia z obydwu stron. - To, co robią sekty, jest bazowaniem na uczuciowości. Niczym więcej. A sama uczuciowość to za mało.

- W tym jest

trochę manipulacji.

Chodzisz na spotkania grupy modlitewnej, bo chcesz wyjść z celi, w której siedzisz 23 godziny na dobę (przysługuje godzina spaceru - red.) albo robisz to z ciekawości lub dla paczki żywnościowej, albo dla dziewczyn, które przychodzą pograć na gitarze - opowiada jeden ze skazanych.

<!** Image 3 alt="Image 166903" sub="Cela więzienna: głośnik radiowęzła (betoniara) obwieszony różańcami">- Ja udawałem nawrócenie, żeby pojechać na pielgrzymkę, bo przez 8 lat nie miałem prawa do przepustki - mówi Jakub z Zakładu Karnego we Włocławku. Na pielgrzymce jednak, podczas której opiekował się niepełnosprawnym wózkowiczem, doznał czegoś autentycznego. Dziś nie musi udawać.

- Panowie ze Szczecinka niczego złego nie robią, czytają ze skazanymi Biblię i rozważają słowo boże - mówią pracownicy Zakadu Karnego w Czarnem, dodając z uśmiechem, że różne grupy religijne i tak czytają to samo Pismo Święte.

W więzieniu w Czarnem EZB ma wyjątkowo silną pozycję, działa od kilku lat i może pochwalić się blisko 200-osobową grupą sympatyków. Podobną liczbę wyznawców ma tu jedynie Kościół rzymskokatolicki. Pozostałe związki wyznaniowe zaznaczają swoją obecność symbolicznie. Kilka osób utrzymuje kontakty ze Zborem Świadków Jehowy, są członkowie Kościoła zielonoświątkowego, sporadycznie pojawia się ktoś od Adwentystów Dnia Siódmego.

- Mieliśmy kiedyś skazanego z Pakistanu, który zdekalarował się jako

wyznawca islamu.

Oczywiście skontaktowaliśmy go ze wspólnotą muzułmańską. Modlił się w celi kilka razy dziennie, zwrócony twarzą w kierunku Mekki, co nie przeszkadzało mu uczestniczyć w mszach świętych w obrządku rzymskokatolickim - wspominają w Zakładzie Karnym w bydgoskim Fordonie. Nie zapomną też niejakiego Ryszarda M., mieniącego się guru sekty znanej jako Bractwo Zakonne Himawanti. Mężczyzna domagał się kontaktu ze swymi wyznawcami i lepszego jedzenia. Więziennymi kotletami rzucał w strażników.

<!** Image 4 alt="Image 166904" sub="„Jesteście skazani, ale nie potępieni”, powiedział Jan Paweł II w homilii dla więźniów. Portret papieża Polaka można znaleźć w wielu celach.">Członków sekty nie wpuszczono na teren jednostki, nie tylko ze względu na toczące się przeciwko Ryszardowi M. śledztwo dotyczące działalności sekty, ale z tego prostego powodu, że grupy nie było się na liście zarejestrowanych w Polsce związków wyznaniowych.

- To jest podstawowy warunek. Sprawdzamy to za każdym razem, zanim odpowiemy na prośbę skazanego. Jeśli wszystko jest w porządku, zapraszamy przedstawicieli danego Kościoła na rozmowę i podpisujemy porozumienie o współpracy. Żadnemu skazanemu nie możemy odmówić dostępu do posług religijnych - mówi Karol Klucz, naczelnik Zakładu Karnego w Koronowie, w którym przebywają recydywiści. Największą aktywną grupą wyznaniową są tu katolicy. Jest ich jednak zaledwie 40, co widać na nabożeństwach.

- Ci, którzy chodzą na msze, robią to raczej z autentycznej potrzeby. Wierzę, że zależy im na pogłębianiu swojej duchowości - dodaje Karol Klucz.

W zakładach karnych zgodnie przyznają, że czasy mody na religijność już się skończyły. Nie ma sytuacji, że nagle 80 grypsujących doznaje olśnienia i wszyscy chcą iść na tę samą mszę świętą. Nabożeństwa i grupy modlitewne dzisiaj rzadziej wykorzystywane są jako miejsca spotkań subkultury, by coś uzgodnić lub przemycić, bo aktywność tzw. drugiego życia osłabła - tłumaczą w więzieniach.

- Jest więcej autentycznego poszukiwania duchowości. Sytuacja staje się coraz bardziej klarowna. Jeśli więzień chcę sie pomodlić, to robi to, nie chce mieć kontaktu z duchownym, to go unika - przyznaje naczelny kapelan ks. Paweł Wojtas, działający również

w świeckim Bractwie Więziennym,

założonym przed 40 laty w USA przez niejakiego Charlesa Colsona, skazanego w głośnej aferze Watergate.

Jeden z czterech polskich oddziałów bractwa działa w naszym województwie. Tworzy go grupa wolontariuszy. Część z nich chodzi do więzień, pozostali udzielają się na wolności. Ich aktywność to nie tylko modlitwa, organizowanie wzruszających imprez za murami, wysyłanie paczek czy ewangelizacja przez radiowęzeł. W miarę możliwości starają się też pomagać skazanym po ich wyjściu z więzienia.

- Wolność weryfikuje wszystko. Tu nie ma udawania. To są ludzie, którzy czują krew na rękach - mówi Anna Stranz, jedna z wolontariuszek bractwa.

Od 1997 r. istnieje Rada Duszpasterstwa Więziennego, w której skład wchodzą przedstawiciele trzech Kościolów: prawosławnego, ewangelicko-augsburskiego i katolickiego.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie