Jak zostałem księżniczką - czyli felieton o tym, po co Harry'emu i Meghan był ten wywiad

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Fot. Sylwia Dąbrowa
W bajkach zawsze najbardziej fascynowało mnie to, co będzie dalej. Kiedy już książę ubije tego smoka i dopadnie jakiegoś Kopciuszka, żeby żyć z nim długo i szczęśliwie. Czyli kiedy skończy się bajka, a zacznie real znojny i trudny. Jak nie przymierzając u pana Harry’ego i żony jego, pięknej Meghan.

Tylko czy kogoś w Polsce w ogóle obchodzi rodzina królewska z Brytanii? Wychodzi na to, że niewielu z nas nie obchodzi. Przynajmniej sądząc z tego, jak zagrzał się internet i jak kosmiczna była oglądalność wywiadu książęcej parki u pani Oprah.

Ale w sumie czy jest się czemu dziwować? W końcu kochamy bajki, w dzisiejszych czasach zwane brzydko telenowelami. A własnych bajek mamy jak na lekarstwo, zresztą pan prezydent Duda na księcia pana nie wygląda, nawet w tym kasku i goglach wielkich, w których znowu górali denerwował. A tu bajkę mamy prawdziwą, bo jest królowa, nieczuły ojciec-pretendent, konkurujące książątka, księżniczka zła i ta druga, jak Śnieżka nieskazitelna. No i jest, jak w dobrej historii, nieoczekiwana zmiana miejsc. I choć co prawda smok się nie pojawia, to rasistowski smrodek już tak, w tej królewskiej bitwie o wizerunek. No ale w końcu cała rodzina królewska to w gruncie rzeczy jeden wielki wizerunek.

I jak się tak zastanowić, to pytanie jedno się nasuwa - po co nasza parka w ogóle wystąpiła u pani Oprah? Jak dla mnie, to głównie po to, żeby dokonać zwrotu w sytuacji własnej, która okazała się - po upadku z wysokiego konia - totalnym zawieszeniem. Bo ruch w każdą stronę będzie dla nich zbawienny. I ten związany z ociepleniem relacji, przeprosinami i pojednaniem, i ten w stronę przeciwną – konfliktu i odsunięcia kompletnego, które zapewni im królowanie w Ameryce. Ot, taką sobie minimonarchię.

Bo co by o naszej parze nie mówić, to nie są to naiwne świeżynki. Trudno uwierzyć pani Meghan, że aż tak bardzo nie wiedziała, co oznacza bycie członkiem rodziny królewskiej, jakby przyfrunęła z Marsa. I że pojęcia nie miała, że to mało bajkowa robota, polegająca głównie na zachowywaniu konwenansów. I choć kwestia depresji porusza, to już zarzuty związane z rasizmem wydają się nieco uszyte pod Amerykę. Zresztą skoro w Pałacu Buckingham siedzą rasiści, to czemuż nie interweniowali wcześniej, kiedy pani Meghan wchodziła do rodziny?

Ale co tu dywagować, w końcu to przecież bardziej telenowela, niż Szekspir. No ale dzięki niej w pandemii, kryzysie i ogólnej bryndzy możemy sobie podumać, co to by było, gdyby tak zostać księżniczką?

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie