Jamie i jego obsesja

Ewa Czarnowska-Woźniak
Ewa Czarnowska-Woźniak
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Jego entuzjazm w propagowaniu szybkiego jedzenia, które jednocześnie jest zdrowe i smaczne, nie ustaje. Czy ma mocne argumenty?

Jego entuzjazm w propagowaniu szybkiego jedzenia, które jednocześnie jest zdrowe i smaczne, nie ustaje. Czy ma mocne argumenty?

Ciągle chłopięcy wdzięk, choć na karku „już” 35 lat. Kiedy występuje przed kamerami, roznosi go energia (ponoć w dzieciństwie miał coś w rodzaju ADHD). Ma tylko 35 lat, a kilkanaście książek na koncie, bardzo wiele telewizyjnych programów kulinarnych, prowadzonych restauracji. Ale przede wszystkim - Misję. Przekonanie coraz bardziej otyłych Brytyjczyków (i innych nacji), że fast food można i trzeba wyrzucić ze słownika oraz kuchni. <!** reklama>

Misja przybiera czasem postać akcji społecznych, czasem książki. Te pierwsze, bywa, nie wypalają. Było tak na północy Anglii, gdy Oliver prowadził krucjatę na rzecz zmiany składu szkolnych zestawów obiadowych. Dostał na swój eksperyment zielone światło (i pieniądze) od brytyjskiego rządu. Chciał pokazać uczniom, a przede wszystkim ich rodzicom, że gdy się ugotuje kolorowo, szybko oraz smacznie, dzieciaki przestaną się obżerać hamburgerami i frytkami. W największym skrócie - nie powiodło się. Uczniowie i rodzice nawet chwalili, próbowali, a na koniec znów jedli swoje.

Jaki skutek przyniesie „Każdy może gotować. Naucz się gotować w 24 godziny i przekaż dalej”? Filozofia jest tu podobna. Jamie chce nam udowodnić, że gdy podpowie kilkanaście prostych w wykonaniu przepisów, przedstawi (także na obrazkach) krok po kroku ich wykonanie (które nie zajmuje więcej niż 20 minut), damy radę codziennie przygotować dla naszej rodziny coś smacznego. Nie da się zasłaniać obowiązkami zawodowymi, gdy wszystko zależy od dobrej woli i organizacji pracy. A satysfakcja z sukcesu i nawiązywanie rodzinnych więzi przy stole - gwarantowane. W książce Olivera nazwiskiem i wizerunkiem zaświadczają to górnik, nauczycielka i inni, którzy wcześniej katowali siebie i innych gotowymi daniami z supermarketu. Teraz niosą dobrą nowinę dalej...

U Jamiego Olivera wszystko zaczyna się od wyposażenia kuchni. Na 27 obrazkach widać kuchenny niezbędnik - od szczypiec do moździerza. Autor podpowiada na przykład: nawet jeśli nie masz pieniędzy, uzbieraj raz a dobrze na patelnię. Pisze, w które rzeczy trzeba zainwestować (i nie jest ich dużo!). Schody zaczynają się od stałego zaopatrzenia szaf i zamrażarki, czyli od produktów, które należy mieć stale pod ręką, by potem szybkie gotowanie nie było problemem. Niestety, trudno mi uwierzyć, że statystyczny Kowalski będzie uzupełniać na bieżąco trzy rodzaje musztardy, w sumie osiem rodzajów oliwy, oleju i octu, pięć mąki. Rzadko na podorędziu mamy fileciki anchois, ciecierzycę i syrop klonowy, a z naszej kuchni nie znikają krewetki, mrożone ciasto filo, sos curry firmy Patak’s czy pasta Marmite... Ale potem idzie już z górki. Naprawdę można znaleźć wiele słodko-kwaśnych, makaronowo-rybnych i warzywno-sałatkowych receptur do przysposobienia w naszych domach (moim numerem jeden jest zapiekanka z makaronu, kalafiora i sera).

Obawiam się jednak, że w polskich realiach to wygrane bitwy, lecz nie zwycięska wojna z fastfoodowym obżarstwem. Ale, obym się myliła! Może tym razem Jamiemu się uda?

Jamie Oliver, Każdy może gotować, Insignis Media, Kraków 2010

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie