Jastrzębie - tak, Bełchatów - nie

Jakub Pieczatowski
Nie od dziś wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie dziwi więc, że jedni są zadowoleni z systemu, jaki obowiązuje w fazie play - off europejskich pucharów w siatkówce, inni zaś go krytykują. Gwoli przypomnienia - do dalszej rundy awansuje zespół, który zwycięży w obu spotkaniach.

<!** Image align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/Pieczatowski_Jakub_(P).jpg" >Nie od dziś wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie dziwi więc, że jedni są zadowoleni z systemu, jaki obowiązuje w fazie play - off europejskich pucharów w siatkówce, inni zaś go krytykują. Gwoli przypomnienia - do dalszej rundy awansuje zespół, który zwycięży w obu spotkaniach.

Jeśli zespoły wygrywają po jednym meczu, o pozostaniu w rozgrywkach decyduje złoty set, czyli dodatkowa partia, w której obowiązują zasady znane z tie-breaka. Nie ma znaczenia bilans setów w dwumeczu czy też różnica punktów zdobytych i straconych. Można wygrać u siebie szczęśliwie 3:2, przegrać z kretesem na wyjeździe 0:3, ale i tak awansować, bo rozstrzygnęło się na swoją korzyść złotego seta. Taki los właśnie spotkał ekipę Jastrzębskiego Węgla. I to w obu rundach play - off. Gdyby wziąć po uwagę bilans setów czy punktów śląskiej drużyny w konfrontacjach z niemieckim Generali Haching i belgijskim Noliko Maaseik, to nie byłoby jej w Final Four. Ale jastrzębianie w obydwu przypadkach zwyciężali w złotych setach i są w gronie czterech najlepszych klubowych zespołów w Europie. Zupełnie inaczej o tym systemie myślą zawodnicy PGE Skry Bełchatów. Oni, mimo świetnej gry w wyjazdowym, rewanżowym meczu z Zenitem Kazań, odpadli z Ligi Mistrzów. U siebie przegrali 2:3, na boisku rywala zwyciężyli 3:1, ale w złotym secie nie dali rady rosyjskiej drużynie i to ona znalazła się w turnieju finałowym.

<!** reklama>Środkowy Skry i reprezentacji Polski Daniel Pliński od razu poskarżył się na żenujący system. I trudno mu nie przyznać racji, ale tylko po części. Zawsze w tego typu sytuacjach twierdziłem, że sport nie ma być sprawiedliwy, tylko emocjonujący. Złoty set wprowadzono właśnie po to, by losy awansu czy zwycięstwa w dwumeczu ważyły się do samego końca, by zespół przegrywający w pierwszym spotkaniu do zera miał wciąż szansę na pozostanie w rozgrywkach. Zgadza się, że nie jest to sprawiedliwe rozwiązanie i sądzę, że to miał na myśli Pliński nazywając system żenującym. Jednak dzięki temu emocje są do końca, no i trybuny nie świecą pustkami.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie