Jesteśmy Indianami

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Udostępnij:
Tak, tak, dobrze wiemy, że jest taka Polska. Tuż obok. Czasami się z nią stykamy, ale w sumie z rzadka...To ta Polska spoza większych ośrodków, zamknięta w biedzie nie do pokonania, przeżarta różnymi patologiami, dziedziczonymi z pokolenia na pokolenie. Polska tych, którym się nie udało, która nie czyta gazet i nie chodzi do kina. I która, jeśli przyjdzie co do czego, to przez własne państwo traktowana jest jak kraina ludzi zdecydowanie drugiej kategorii.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Tak, tak, dobrze wiemy, że jest taka Polska. Tuż obok. Czasami się z nią stykamy, ale w sumie z rzadka...To ta Polska spoza większych ośrodków, zamknięta w biedzie nie do pokonania, przeżarta różnymi patologiami, dziedziczonymi z pokolenia na pokolenie. Polska tych, którym się nie udało, która nie czyta gazet i nie chodzi do kina. I która, jeśli przyjdzie co do czego, to przez własne państwo traktowana jest jak kraina ludzi zdecydowanie drugiej kategorii.

I to przez państwo w każdej jego odsłonie, nie tylko przez policję, sądy czy urzędy. Jedną z najbardziej poruszających sekwencji „Linczu” jest dla mnie wcale nie scena zabijania bandziora, w której słychać miażdżenie czaszki, ale wizyta pobitej kobiety u lekarza z publicznej przychodni. Lekarza, który z paskudnym, bo całkiem naturalnym poczuciem wyższości tłumaczy kobiecie, że właściwie to u nich, tam na wioskach, takie lekkie bicie kobiet jest przecież normalne, więc o co jej właściwie chodzi? Ten portret wykluczenia przez państwo sporej części z nas, traktowanej jak Indianie w rezerwatach, to niewątpliwie w „Linczu” motyw najciekawszy. Bo z resztą jest już pewien problem.

Film o najgłośniejszym samosądzie ostatnich lat można było bowiem zmajstrować w bardzo różny sposób. Najbardziej oczywiste wydawało psychologizowanie na temat „natury za”, choćby pójście drogą „Długu” - pokazanie, jak można się złem zarazić. Bo przecież wejście z nim w niewinny, wydawałoby się, flirt sprawia, że wsiąkamy na całego. Twórcy filmu zdecydowali się na rekonstrukcję tragicznych wydarzeń, z mocnym rysem socjalnym - i choć film stracił na tym, jeśli chodzi o uniwersalność, to niewątpliwie zyskał coś innego. Inna sprawa, że stał się przy okazji trochę zbyt wyraźnie zaangażowany - w rysunku bohaterów kreska jest gruba i bardzo jednokolorowa. A to sprawia, że choć generalnie zgadzamy się z rozkładem akcentów, to zaczynamy mieć wątpliwości.

<!** reklama>Oglądamy więc opowieść o linczu na bandycie od lat terroryzującym dwie wsie. Bandzior w czasie przerw w odsiadkach bije, straszy, okrada. I jest bezkarny, bo policja niby chce coś zrobić, ale jakoś tak nigdy jej nie wychodzi. Pewnego dnia grupa mieszkańców zdaje sobie sprawę, że jest w sytuacji bez wyjścia. Albo oni i ich rodziny, albo bandyta. Zabijają oprawcę, no a wtedy państwo zajmuje się nimi wyjątkowo skrupulatnie.

Film mimo paru niedoskonałości ogląda się nieźle, jak zresztą większość obrazów, w których uda się zawiesić nad ekranem pytanie: A co ty byś zrobił w takiej sytuacji? Nie przeszkadza nawet to, że „Lincz” jest dosyć nierówny - efektowne są choćby sceny więzienne, a bardzo średnie sądowe. Mocna strona to aktorstwo, przede wszystkim Wiesława Komasy w roli bandziora - wcielonego zła w dosyć mikrej postaci. To dzięki Komasie jesteśmy w stanie zrozumieć, jak draniowi udało się terroryzować ludzi przez lata.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie