"Julieta" reż. Pedro Almodovar [RECENZJA + TRAILER]

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Materiały promocyjne
To, że kiedyś trzeba będzie sobie zadać takie pytanie, śni się pewnie po nocach prawie każdemu rodzicowi. Co się stało z moim dzieckiem? Co mu się przytrafiło albo co je zmieniło?

Bo poczucie utraty dziecka to jedna z najpaskudniejszych traum, jaka może nas spotkać. I to nie tylko utraty fizycznej. Trauma dopada nas przecież też wtedy, kiedy dziecko - wokół którego, jak nam się wydaje, kręciło się nasze życie - daje nam sygnał, że przestaliśmy być potrzebni. Że to normalna kolej rzeczy? Niby tak, ale lepiliśmy dziecko z naszych pragnień, marzeń i pomysłów. I w końcu je straciliśmy.

Życiowa strata i próby jej osiodłania to główny motyw „Juliety” pana Almodovara, reżysera, w którym parę razy się zakochiwałem i parę razy odkochiwałem. Bo Almodovar ze swoim specyficznym, zawsze mocno przegiętym stylem narracji, potrafi być bardzo różny. Tym razem jest w formie cudnej, takiej jak w czasach mojego ulubionego „Wszystko o mojej matce”. Może dlatego, że opowiada w prosty sposób o tak naprawdę prostych uczuciach - choć eksponowanych w dramatycznych okolicznościach i w swoim wizualnie rozpasanym stylu? Bo Almodovar jest tak naprawdę arcymistrzem prostych historii.

Materiały promocyjne

Choć w tych prostych historiach poutykana jest zawsze masa pytań, tym razem dotyczących przede wszystkim cierpienia i utraty w życiu kogoś naprawdę dla nas ważnego. Czy trauma po stracie pozwala nam zbudować lub odzyskać więź z innymi? A kiedy jesteśmy tak naprawdę w stanie zrozumieć drugą osobę, która coś ważnego straciła? Może tylko wtedy, kiedy dotknie nas to samo, bo w innym przypadku tak właściwie nie rozumiemy nic? Kiedy kończy się ten wielki smutek, który dotyka nas po wielkiej stracie? A może nie kończy się nigdy, tylko z czasem ma inny charakter? Szczególnie, jeśli gnębi nas poczucie, że my sami byliśmy nie do końca w porządku? Jak więc okiełznać nasze lęki i wynikające z nich kompleksy i fobie? W filmie „Julieta” bohaterowie tracą różne rzeczy, a katalog jest naprawdę pokaźny. Mamy tu i wygaśnięcie namiętności partnera, i śmierć dziecka. I za każdym razem taka strata jakoś boli.

Bohaterkami „Juliety” są oczywiście kobiety, w końcu to Almodovar - faceci są efektownymi, ale jednak rekwizytami, figurkami, które służą narracji. Główna heroina, Julieta, pewnego dnia poznaje w pociągu mężczyznę swojego życia. Namiętność wybucha w niezwykłych okolicznościach, ale potem zaczyna się bardzo zwykłe życie. Para ma ukochaną córkę i uroczy domek na prowincji. Tyle, że my oczywiście wiemy, że ta jakże w sumie przyjemna zwykła zwykłość nie będzie trwała wiecznie.

Cóż, Almodovar wielkim magikiem jest, co na szczęście co któryś film potwierdza. Bo wielki magik potrafi opowiadać o trudnych, ale przecież banalnych sprawach tak soczyście, aż zapominamy, że to tylko kino. I na film takiego magika idzie się zawsze. Nawet, jeśli o poprzednim wolelibyśmy zapomnieć.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie