Kapela po godzinach

Jarosław Wadych
Arkadiusz Soroka: - Zajmowanie się muzyką, jak i informatyką wymaga od człowieka tych samych cech charakteru.
Arkadiusz Soroka: - Zajmowanie się muzyką, jak i informatyką wymaga od człowieka tych samych cech charakteru. Jarosław Wadych
Rozmowa z ARKADIUSZEM SOROKĄ, starszym asystentem informatycznym w Zakładzie Plastyki Intermedialnej na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

Z wykształcenia jest Pan informatykiem, prowadzi Pan zajęcia ze studentami na Wydziale Sztuk Pięknych UMK i jednocześnie jest kierownikiem artystycznym kapeli ludowej „Łubianioki”, w której gra na akordeonie. Jak się Panu udaje łączyć tak różne aktywności?
Mam kilka zawodów, a muzyka, elektronika, automatyka i informatyka są obecne w moim życiu od lat. Nieustannie przeplatają się ze sobą, a czasem łączą (na przykład na zajęciach z realizacji dźwięku, na których zajmujemy się tworzeniem ścieżek dźwiękowych do animacji i filmów).

Zajmowanie się muzyką, jak i informatyką wymaga od człowieka tych samych cech charakteru - niesamowitej precyzji, cierpliwości, wytrwałości i skrupulatności. Bez tych cech nie da się ani nauczyć gry na instrumencie, ani pracować jako informatyk.
A kiedy zainteresował się Pan muzyką?
W VI klasie podstawówki kolega chciał się uczyć gry na akordeonie. Zapytał mnie, czy zapisałbym się razem z nim do ogniska muzycznego. Moi rodzice się zgodzili, kupili mi instrument. Po czterech latach kolega przerwał naukę, a ja zdałem do średniej szkoły muzycznej.

Rodzice nie bardzo byli tym zachwyceni - chcieli, bym zdobył konkretny zawód, który miał stać się moim źródłem utrzymania. Na szczęście miałem argument - zdobywałem zawód, ucząc się w Technikum Elektronicznym, nie miałem problemów z nauką, a jednocześnie dysponowałem wolnym czasem, który mogłem przeznaczyć na naukę w szkole muzycznej.
W średniej szkole muzycznej nadal uczył się Pan gry na akordeonie?
Tak. Zakochałem się w tym instrumencie! Chciałem studiować grę na akordeonie na Akademii Muzycznej i koncertować! Niestety, w ostatniej klasie musiałem zmienić plany.
Dlaczego?
Na trzy miesiące przed egzaminem dyplomowym okazało się, że mam wrodzoną wadę kręgosłupa, która praktycznie uniemożliwia mi dalszą grę. Na kilka miesięcy założono mi bardzo ładny kołnierzyk ortopedyczny. To był duży cios… Nie byłem w stanie podchodzić do egzaminu i na koniec szkoły komisyjnie wystawiono mi ocenę za wszystkie lata nauki.

Dzięki wielkiej przychylności dziekana Wydziału Wychowania Muzycznego Akademii Muzycznej w Bydgoszczy umożliwiono mi zdawanie egzaminów wstępnych. Postawiono jednak warunek - zostanę zwolniony z egzaminu z instrumentu, jeśli świetnie zdam całą resztę. Potem zaś uczelnia umożliwi mi zmianę instrumentu na taki, który nie obciąża kręgosłupa.

Przysiadłem, zdałem z drugą lokatą. Jako nowy instrument wybrałem gitarę, a akordeon na całe lata trafił do kąta. (Ukończyłem wychowanie muzyczne, a potem pracowałem i jako nauczyciel w ognisku muzycznym oraz szkole muzycznej, i jako elektronik, i jako informatyk - tą dziedziną zainteresowałem się także już w szkole średniej, a po latach ukończyłem Podyplomowe Studia Projektowania i Eksploatacji Sieci Komputerowych.)
Obecnie jednak Pan gra - widziałem Pański występ z „Łubianiokami” podczas festynu na toruńskim osiedlu Bielawy!
W pewnym momencie mojego życia zorientowałem się, że za dużo ważę. Postanowiłem to zmienić. Zacząłem intensywnie ćwiczyć na siłowni i basenie. Spotkałem młodego trenera, który tak dobrze poprowadził moje ćwiczenia, że po pewnym czasie okazało się, iż mogę do pewnego stopnia powrócić do ukochanego instrumentu.
I założył Pan kapelę?
Nie. Założył ją Zbigniew Cywiński, przewodniczący Rady Gminy Łubianka. Ja przeczytałem w informatorze gminnym, że powstaje taki zespół, skontaktowałem się i zostałem przyjęty. Na początku były dwa akordeony, bęben i diabelskie skrzypce. Nie występowaliśmy samodzielnie, lecz towarzysząc chórowi seniorek „Ale babki”. Stopniowo nasz skład powiększał się. Doszły skrzypce, kontrabas, wokaliści i w końcu się usamodzielniliśmy.
„Łubianioki” grają skoczną muzykę ludową, ale utwory są chyba raczej mało znane. Skąd Państwo czerpią repertuar?
Okazało się, że jestem jedynym zawodowym muzykiem w naszej grupie. Spadł na mnie obowiązek wyszukiwania utworów, opracowywania ich pod kątem naszego składu, przygotowywania aranżacji. Utwory znajduję w dziele Oskara Kolberga pod tytułem „Lud”. Otwieram tomy dotyczące Kujaw i wyszukuję w nich melodie, które mnie inspirują. Opracowuję je na potrzeby naszego zespołu, potem ćwiczymy na próbach i gramy podczas występów.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie