Każdy patrzy w inną stronę i nie widać przełomu

Redakcja
Miał zostać powołany, aby wspierać fabularne produkcje i dokumenty znaczące dla regionu. Nie dość, że nie powstał, to jeszcze można odnieść wrażenie, że nikomu na nim nie zależy.

Miał zostać powołany, aby wspierać fabularne produkcje i dokumenty znaczące dla regionu. Nie dość, że nie powstał, to jeszcze można odnieść wrażenie, że nikomu na nim nie zależy.

<!** Image 2 align=none alt="Image 168340" sub="W 2005 roku Andrzej Seweryn kręcił w Toruniu swój film „Kto nigdy nie żył...” Fot. Jacek Smarz">Wyliczono, że Krynica musiałaby wydać 5 milionów złotych, aby uzyskać taką promocję, jaką zapewnił jej film Krzysztofa Krauzego pt. „Nikifor”. Przy wsparciu Regionalnych Funduszy Filmowych - w Polsce istnieje ich już dziesięć - oprócz „Nikifora” powstały w ostatnich latach takie filmy jak m.in. „Mała Moskwa” Waldemara Krzystka czy „Sala samobójców” Jana Komasy. W województwie kujawsko-pomorskim o Regionalnym Funduszu Filmowym mówi się już od roku. Miał być wynikiem podpisania trójporozumienia między marszałkiem a władzami Torunia i Bydgoszczy.

Stanowisko Urzędu Marszałkowskiego i władz Torunia prezentowaliśmy już w „Nowościach”. Mimo to każda z tych dwóch stron gorąco zapewnia, że chce powstania RFF, to nie za bardzo może się za to zabrać. W toruńskim magistracie twierdzą, że to Urzędowi Marszałkowskiemu powinno bardziej zależeć na powołaniu funduszu, aby integrować województwo. Z kolei u marszałka twierdzą, że mogą pośredniczyć, ale to przecież Toruń i Bydgoszcz będą z tego czerpać największe zyski.

<!** reklama>Marzena Matowska, nowa pełnomocnik prezydenta Bydgoszczy ds. polityki kulturalnej (ta sama, która jeszcze do niedawna, będąc reprezentantką Bydgoszczy, nie chciała opuścić Rady Programowej „Toruń 2016”), zapytana, jak wygląda kwestia powołania wspólnego funduszu filmowego, twierdzi: - Jeszcze nie wygląda. Czekam na jakąś inicjatywę ze stronę Urzędu Marszałkowskiego. I decyzyjne koło znów się zamyka.

Warto podkreślić, że mechanizm funkcjonowania RFF nie polega jedynie na wydawaniu pieniędzy na kolejne produkcje. - W zależności od skali produkcji wyznaczana jest na przykład liczba mieszkańców regionu, którzy znajdą pracę przy filmie czy wysokość kwoty z dotacji, jaka musi zostać wydana w danym mieście. Zarabiają na tym hotelarze, restauratorzy, taksówkarze i lokalni producenci - tłumaczyła Katarzyna Jaworska, prezes Fundacji „Biuro Kultury”, inicjatorka powstania RFF. - Miasto jako koproducent może też czerpać zyski z dystrybucji.

Torunianin Rafał Kapeliński, wielokrotnie nagradzany za swój film „Emilka płacze”, przygotowuje się obecnie do kolejnej produkcji pod tytułem „O budowaniu dzwonów”. Gdyby istniał RFF, miałby ułatwione zadanie.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się również, że Łukasz Karwowski, twórca między innymi obrazów „Południe-Północ” oraz „Mała wielka miłość” zainteresowany był produkcją kolejnego swojego filmu w Toruniu, ale zrezygnował. Ilu było takich, którzy z braku istnienia Regionalnego Funduszu Filmowego wybrali lub wybiorą zdjęcia w innej części Polski?

WARTO WIEDZIEĆ

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie