Paweł Adamowicz
Pożegnanie

Pożegnanie Pawła Adamowicza

Rozwiń
Paweł Adamowicz
Zwiń

Pożegnanie Pawła Adamowicza

Służba publiczna, ukochane miasto i drugi człowiek - te wartości były dla niego najważniejsze. Paweł Adamowicz był człowiekiem niezwykle aktywnym, zawsze życzliwym i zawsze blisko ludzi.

„Kicia” ryzykant

„Kicia” ryzykant

Ryszard Warta

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

"Kicia”. Ten milutko brzmiący pseudonim średnio pasuje do krwawej jatki, w której uczestniczył.
„Kicia” ryzykant

©red

Do powstania warszawskiego poszedł jako ochotnik, prawie dziecko, mając 15 lat. I musiał bić się dzielnie, za byle co Krzyża Walecznych nie dawali. Podobno jest jakiś skrawek powstańczej kroniki, po zdobyciu gmachu Pasty, na którym przez moment strzelec „Kicia” spogląda prosto w kamerę. Ulubieńcem kamer stać się miał kilkanaście lat później. Pod koniec września szpital polowy, przestrzelone obie nogi, jeszcze później obóz jeniecki w Zeithein nad Łabą. W nekrologu podpisanym: Bożena, Mariusz i Edward, autorzy przypomnieli pewien epizod - uciekł z kolegą z obozu i żeby przedrzeć się z sowieckiej strefy okupacyjnej do amerykańskiej, rzucili się wpław przez Łabę. Rosjanie strzelali do nich jak do kaczek, Amerykanie na drugim brzegu robili zakłady, czy dopłyną. Ryzykant. Eugenisz Pach.

Wrócił do Polski, skończył archeologię i gdy w 1955 roku wygrał konkurs na spikera dla raczkującej dopiero telewizji, rzucił posadę w PAN. Zaledwie trzy lata wcześniej nadany został pierwszy po wojnie program, który obejrzeć mogli radiowidzowie, bo tak jeszcze się wtedy mówiło - skupieni wokół wszystkich... 24 telewizorów w Polsce. Zaryzykował i wygrał. Do telewizji trafił razem z Janem Suzinen. Dwójka najbardziej znanych facetów polskiej telewizji jej pionierskich lat, dwóch pierwszych, którzy stali się jej gwiazdami. Uwielbiał sport, ścigał się w rajdach samochodowych. Jan Suzin wspominał, że automobilowa pasja Pacha rozpoczęła się na dobre, gdy kupili sobie na raty, wzajemnie sobie żyrując, P70 - enerdowskie dwusuwy, poprzedniki trabantów. Razem z Suzinem też stworzyli wzorzec spikera, któremu nikt nie dorównał i nie dorówna, bo zapowiadanie programu to pierwsze, co poszło pod nóż wycinający czas na reklamy. Nie tylko zapowiadał. Relacje sportowe, telewizyjna reporterka, jeszcze za Gomułki i Sokorskiego współtworzył edukacyjny „Plebiscyt Archimedesa”, za Gierka i Szczepańskiego - „Turniej miast”, razem z Edwardem Mikołajczykiem, Bożeną i Mariuszem Walterami był współautorem „Studia 2”. W 1969 roku zrobił głośny reportaż „Porażka idola” o konflkcie w ekipie sztafecistek, które w Meksyku w 1968 roku straciły szanse na olimpijski medal, bo Irena Szewińska upuściła pałeczkę. „Kirszenstein zgubiła pałeczkę, za to Szewińska zdobyła złoto” - żartowano w pomarcowej Polsce. „Porażka idola” wywołała skandal, zdaje się, że opnia publiczna stanęła po stronie Szewińskiej, a Sokorski zawiesił Pacha w czynnościach. Zawieszony był do kwietnia zeszłego roku, odwiesił go specjalny glejt, wręczony Eugeniuszowi Pachowi przez Edwarda Mikołajczyka podczas toruńskiego Festiwalu Sztuki Faktu. Elegancki, starszy pan, gość z innych czasów. Odszedł kilkanaście dni temu.

Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze (2)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

zdzislaw57 (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Radziłbym, żeby pan redaktor obejrzał ten reportaż. Kiedy widziałem go pierwszy raz miałem 11 lub 12 lat (nie pamiętam czy był wyemitowano już w 68, czy w 69 roku). Już wtedy, jako mały dzieciak...rozwiń całość

Radziłbym, żeby pan redaktor obejrzał ten reportaż. Kiedy widziałem go pierwszy raz miałem 11 lub 12 lat (nie pamiętam czy był wyemitowano już w 68, czy w 69 roku). Już wtedy, jako mały dzieciak odebrałem go jako ohydny. Kiedy obejrzałem go ponownie jako dorosły człowiek uświadomiłem sobie, że żadnego konfliktu w drużynie sprinterek (nie sztafecistek) nie było. Redaktor Pach wprost zmuszał koleżanki do wypowiedzi krytykujących Irenę Szewińską, podpowiadał co powinny mówić, a nawet czasem wręcz odpowiadał za nie na swoje pytania. Na koniec łaskawie pozwolił powiedzieć jedno (dosłownie jedno) zdanie samej oskarżonej. Młodszym czytelnikom należy się wyjaśnienie. Irena Szewińska, z domu Kirschenstein, pochodziła z rodziny żydowskiej. Gnojący ją reportaż znakomicie wpisywał się w antysemicką nagonkę 1968 roku. Trzeba przyznać, że koleżanki ze sztafety, w przeciwieństwie do redaktora Pacha zachowały się wtedy przyzwoicie.zwiń


Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ryszard Warta (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Drogi Panie.
Oglądałem ten reportaż kilka razy, ostatni tuż przed napisaniem tego tekstu. Zgadzam się, że Pach miał tam tezę, ale biegaczki z tej sztafety mają autentyczny żal wobec...rozwiń całość

Drogi Panie.
Oglądałem ten reportaż kilka razy, ostatni tuż przed napisaniem tego tekstu. Zgadzam się, że Pach miał tam tezę, ale biegaczki z tej sztafety mają autentyczny żal wobec Szewińskiej, to wyraźnie widać w ich wypowiedziach. A sama Szewińska wygłasza w tym materiale o wiele więcej niż jedni zdanie - jej wypowiedź jest pierwsza - nie licząc wstępu wygłoszonego przez aktora, Piotra Pawłowskiego, jest w środku i jest na koniec.
Zresztą można się o tym przekonać samemu:

http://sport.tvp.pl/17360780/porazka-idola-czyli-jak-szewinska-zawiodla-sztafete

Pozdrawiamzwiń

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo