Kiedy dziecko znika

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Trudno nam ich zrozumieć. Chociaż przecież chcemy. Jak każde pokolenie rodziców, które stara się dowiedzieć, co też w duszy gra ich dzieciakom. Tyle że tym razem jest to trudne wyjątkowo, w końcu jeśli chodzi o otaczający nas świat, to w ekspresowym tempie zmienił się każdy wymiar.

<!** Image align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Trudno nam ich zrozumieć. Chociaż przecież chcemy. Jak każde pokolenie rodziców, które stara się dowiedzieć, co też w duszy gra ich dzieciakom. Tyle że tym razem jest to trudne wyjątkowo, w końcu jeśli chodzi o otaczający nas świat, to w ekspresowym tempie zmienił się każdy wymiar. Niby mamy to samo co zwykle - nastolatki przecież buntują się zawsze i wszędzie, określając swoją tożsamość. Ale jednak bunt poprzednich, „analogowych” pokoleń był zupełnie inny niż generacji osadzonej w dobrobycie i wirtualnej rzeczywistości jednocześnie. Tamte bunty miały wyraźny cel i wyraźnego wroga. Dawały się zrozumieć. Ten bunt wskakuje w inną przestrzeń.

<!** reklama>Dominik, bohater „Sali samobójców”, nie jest typowym młodziankiem. Należy w końcu do kasty uprzywilejowanej, dzięki czemu nie trapią go dylematy posiadania. Ma wszystko, co tylko może wydumać, bez wysiłku i bez refleksji, bo uważa to za rzecz najnormalniejszą na świecie. To taka rzeczywistość, w której podróż zwykłym autobusem i konieczność zbratania się z ludem pracującym miast i wsi jest wyczynem nie lada. Pewnie dlatego chłopak wydaje nam się co prawda inteligentny i nakierowany na życiowy sukces, ale jednocześnie chamowaty. Potrafi oczarować i upokorzyć. Naprawdę jest zaś tak samo bezbronny, jak każdy wrażliwy nastolatek od pokoleń.

Tyle że teraz ucieka się w realną izolację i wirtualne fascynacje. To najprostsze. Internet dzisiaj to w końcu źródło niebywałych emocji. Dla Dominika jest fajną przestrzenią, kiedy śmieje się z innych, i przerażającą, kiedy inni śmieją się z niego. Twórcy „Sali samobójców” pokazują zresztą wirtualną rzeczywistość brawurowo, ale z perfekcyjnym dystansem. Ci ludzie ubierający się w awatary, te banały wygłaszane w sieci jako życiowe mądrości, to rozpaczliwe odgrywanie kogoś innego, niż jest się naprawdę... To śmieszne i smutne zarazem. Ale dla człowieka, który próbuje odnaleźć siebie, to świat wciągający, w który bardzo łatwo wsiąknąć. I w którym łatwo zniknąć.

Tak więc oglądamy opowieść o chłopaku z bardzo dobrego domu. Ojciec doradza ministrom, matka rządzi dynamiczną firmą. Nie mają czasu, to normalne, ale relacje rodzinne nie są złe. Chłopak ma niebawem maturę, jest chlubą swojego - oczywiście prywatnego - liceum. No i pewien splot wydarzeń prowadzi do tego, że jednak ponosi porażkę. A tego nie potrafi. Ucieczką jest wirtualny świat. I sala samobójców.

Film Jana Komasy to tak naprawdę zwyklutka historia o dojrzewaniu. O wrażliwcu, który nie poradził sobie w paskudnym świecie i rodzicach, co to obudzili się za późno. Tyle że cały sekret tkwi w tym, jak podana jest ta historia. Bo efektowna plastycznie i świetna aktorsko „Sala samobójców” autentycznie porusza. Szedłem na ten film z poczucia obowiązku, a wyszedłem szczerze zadowolony. Ale podobno takie proste historie poruszają najbardziej.

„Sala samobójców”, reż. Jan Komasa

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie