Kiedy na Wiśle pojawiły się pierwsze parowce? Jak długo trwał rejs z Torunia do Warszawy i ile kosztował?

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Wbrew temu co pisała w 1902 roku "Gazeta Toruńska", żegluga pasażerska utrzymała się na Wiśle do końca ery parostatków. Zdjęcie z lat 30. zrobione z pokładu parowca odpływającego z Torunia.
Wbrew temu co pisała w 1902 roku "Gazeta Toruńska", żegluga pasażerska utrzymała się na Wiśle do końca ery parostatków. Zdjęcie z lat 30. zrobione z pokładu parowca odpływającego z Torunia. Z archiwum rodziny Sczanieckich
Udostępnij:
Pod koniec maja 1902 roku na stoku góry świętego Wawrzyńca znaleziono oszlifowany kawał bursztynu z dziurką na rzemień. Odkrycie zaintrygowało badaczy, którzy jednak nie byli świadomi jego wagi.

Dziś czeka nas podróż. Nie, nie jest to natchniony wstęp, po którym autor będzie pisał o wzlatywaniu nad poziomy, z tym poczekamy na braci Wright. Teraz sobie trochę popływamy, a że przed każdą podróżą należy się posilić, przy pomocy naszego wehikułu czasu, czyli Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej zajrzymy najpierw w okolice Chełmna.

Polecamy

„Dawniej, gdy w stronach tutejszych nie było jeszcze tyle mleczarni wyrabiali włościanie ser śmietankowy bardzo smaczny – czytamy w „Gazecie Toruńskiej” z 27 maja 1902 roku. - Wyrabiano go wiele, a że był pokupny, przeto fabrykacya sera szwajcarskiego i tylżyckiego była mniej intratną. Ceny za sery te spadły do 25 marek od cetnara. Teraz włościanie odsyłają mleko licznym mleczarniom, a sera śmietankowego wyrabiają tylko dla własnej potrzeby. Tylko pewna liczba włościan wyrabia jeszcze ser śmietankowy na sprzedaż, otrzymują za cetnar do 50 marek”.

Ile kosztowały bilety na rejs z Torunia do Warszawy?

Cały ten wstęp służył temu, aby przemycić informację o serze. Może się ona przyda historykom i rekonstruktorom dawnej regionalnej kuchni. W przypadku powodzenia przy reanimacji śmietankowego sera prosimy o sygnał. Tymczasem, podnosimy kotwicę, pochylając się jednocześnie nad „Gazetą Toruńską” z 25 maja A. D. 1902.

„Przyczynek do historyi żeglugi parowej na Wiśle. Na Wiśle pod zaborem rosyjskim pływały parowce po raz pierwszy w 1847 roku – czytamy. - W roku poprzednim otrzymał Francuz Guibert od rządu w królestwie polskiem przywilej na lat 10 na zaprowadzenie i utrzymywanie żeglugi parowej na Wiśle i innych rzekach do niej wpadających. Roku następnego sprowadził on z Francyi dwa parowce, holownik „Książę Warszawski” o sile 60 koni i pasażerski „Wisła” o sile 32 koni, oraz jednnę gabarę. W roku 1848 zawiązała się spółka pod firmą Andrzej hr. Zamoyski et. Comp. dla pomnożenia i upowszechnienia żeglugi parowej u nas. Wzięto się do dzieła energicznie; rozwój żeglugi parowej kroczył szybko, tak że w 1859 roku liczba paropływów na Wiśle wzrosła do 12 a gabar do 22. Dzisiaj stosunki zmieniły się o wiele. Liczba parowych holowników wzrosła bardzo, za to liczba parowców pasażerskich bodaj czy się o wiele wzniosła. Przyczynę tego należy szukać w łatwej komunikacyi stworzonej za pomocą kolei żelaznych. Kolej odebrała parowcom pasażerskim, przynajmniej u nas pod zaborem niemieckim, jako niemogącym iść w zawód co do pośpiechu, racyę rozwoju. Ruch parowców pasażerskich pomiędzy Płockiem a Warszawą jest za to bardzo ożywiony.
Do Torunia przybywa parowiec z Warszawy codziennie koło godz. 8 wieczorem, odchodzi o 4 rano. Podróż parowcem z Torunia do Warszawy trwa dzień i noc. Opłata wynosi pierwszą klasą 3, drugą półtora rubla”.

W porównaniu z podróżą pociągiem, która trwała kilka godzin, ta dzień i noc rzeczywiście mogła się dłużyć. Z drugiej strony jednak bilety na statek były tańsze. Jeden rubel kosztował wtedy dwie marki, wsiadając na statek zmierzający do Warszawy należało zatem uiścić równowartość trzech lub sześciu marek. Bilety kolejowe były kilkukrotnie droższe.

Kiedy na Wiśle pojawiły się pierwsze statki parowe?

Pisząc o pierwszych paropływach (piękna nazwa, prawda?) autor tekstu sprzed 120 lat trochę się pomylił. Pierwsze takie statki pojawiły się na Wiśle nie w 1847, ale w 1827 roku.

- To były dwa parowce, sprowadzone z Wielkiej Brytanii. Jeden nazywał się „Victory”, a drugi „Xsiążę Xawery” - opowiadał swego czasu na naszych łamach Waldemar Danielewicz, badacz dziejów transportu wodnego. - Ten drugi miał długość: 31,51 m; szerokość: 5,50 cm i zanurzenie: 2,80 m. Zbudowany został w 1822 roku w angielskiej stoczni jako „Albion” dla Yarmouth & Norwich Steam Packet Co. London. Polską nazwę zawdzięczał księciu Franciszkowi Ksaweremu Druckiemu-Lubeckiemu, ministrowi skarbu Królestwa Polskiego, który był motorem jego gospodarki. Oba statki początkowo trafiły do Gdańska, gdzie zatrzymały je problemy z przepisami portowymi, które mówiły, że na terenie portu nie wolno rozpalać otwartego ognia. Choć później „Xsiążę Xawery” odbył kilka rejsów pasażerskich do Sopotu. „Victory” był unieruchomiony z powodu awarii kotła parowego. W 1828 roku statki popłynęły do Warszawy, gdzie zameldowały się latem. Jeden w ogóle nie był przystosowany do żeglugi po Wiśle, bo był raczej jednostką przybrzeżną. Później, jak wiemy, wybuchło powstanie listopadowe i to wszystko padło. Próby wznowienia żeglugi parowej w zaborze rosyjskim nastąpiły w 1840 roku. Jeśli chodzi o Dolną Wisłę, to żegluga rozwijała się najpierw w Gdańsku, gdzie w 1840 roku pojawiły się parowce obsługujące głównie port. Służyły też do pierwszych rejsów pasażerskich, na przykład do Sopotu. W 1842 roku jeden z takich statków zresztą podczas rejsu zatonął.

Kto pierwszy uruchomił żeglugę parową między Toruniem i Bydgoszczą?

Kiedy rozwinął żagle, czy raczej wprawił w ruch maszynę parową hrabia Zamoyski i kto pierwszy podniósł swoją banderę na parowcu po niemieckiej stronie granicy?

- Po próbach reaktywacji żeglugi parowej po powstaniu zrobiła się przerwa, aż pojawił się hrabia Andrzej Zamoyski, który początkowo z problemami, to jednak ostatecznie rozwinął tą żeglugę dosyć znacznie, bo parowców miał 18 – mówił Waldemar Danielewicz. - One kursowały także do Gdańska, pokonując granicę w Silnie. Rosyjska komora celna znajdowała się w Nieszawie. To były reklamowane w prasie rejsy towarowe, ale również pasażerskie. Ten etap trwał do wybuchu powstania styczniowego, kiedy ukazem carskim żegluga została wstrzymana. Jeśli chodzi o okolice Bydgoszczy i Torunia, to za pioniera jest uważany Juliusz Rosenthal. Udało mi się jednak ustalić, że pierwszy był Wentscher. Wyprzedził Rosenthala o kilka miesięcy i uruchomił żeglugę na trasie Bydgoszcz - Toruń. Kursowały tutaj m.in. parowce „Bromberg”, „Thorn” i „Elbing”. Wentscher chyba nie utrzymał się długo na rynku, natomiast Rosenthal funkcjonował do czasu, kiedy jego syn zaangażował się w przemyt broni dla powstańców styczniowych. Niestety, musiał sprzedać firmę i przestał zajmować się żeglugą.

Ile kosztowały bilety na rejs z Płocka do Torunia?

Na początku XX wieku przedsiębiorstw żeglugowych było nad Wisłą sporo. Jedną z takich spółek otworzyli we Włocławku bracia Ciechanowscy. W 1902 roku sezon otworzyli 24 maja uruchamiając połączenia między Płockiem – Włocławkiem i Toruniem. Z Płocka statek wypływał o godz. 6 rano, z Włocławka o godz. 13, z Torunia wypływał o godz. 4 rano. Bilety z Płocka do Torunia za podróż pierwszą klasą kosztowały 1 rubla 80 kopiejek, podróż w drugiej klasie kosztowała 1 rubla i 35 kopiejek. Bilety z Włocławka do Torunia kosztowały odpowiednio 90 i 75 kopiejek. Bilety w drugą stronę kosztowały tyle samo, co nie jest wcale rzeczą oczywistą, bo przecież płynąc pod prąd zużywa się więcej paliwa, niż płynąc z prądem.

Polecamy

Wyruszyliśmy z okolic Chełmna i tu rzucimy kotwicę. Rozpoczęliśmy od sera, skończymy na skarbie.

„W urwisku góry wawrzyńcowej w Kałdusie w pobliżu jeziora starogrodzkiego znaleziono kawał bursztynu dziwnie przedziurawionego i oszlifowanego w formie czterokanciatową – poinformowała „Gazeta Toruńska” pod koniec maja 1902 roku. - Kawał bursztynu świadczy, że nasi przodkowie z czasów pogańskich stroili się także w ozdoby bursztynowe. Ciekawe wykopalisko posiędzie muzeum w Gdańsku”.

Znaleziony kawał bursztynu świadczył o tym, że na w Kałdusie czekała na swoich odkrywców dawna stolica regionu. Informacje o podobnych skarbach odkrywanych w sąsiedztwie góry św. Wawrzyńca pojawiały się w prasie kilka razy w roku. Nikt jednak jakoś nie zwrócił uwagi na to, że kształt wzniesienia wskazuje na to, że jest ono dziełem ludzkich rąk.

Polecamy nasze grupy i strony na Facebooku:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nowości Gazeta Toruńska
Dodaj ogłoszenie