Koncerty plenerowe wróciły. Jak oceniają je muzycy, organizatorzy i publiczność?

Paulina Błaszkiewicz
Paulina Błaszkiewicz
Kobranocka na jednym z lipcowych koncertów po długiej przerwie
Kobranocka na jednym z lipcowych koncertów po długiej przerwie Facebook/Mariusz Skiba
Branża muzyczna była ostatnim odmrożonym sektorem po długim lockdownie. Muzycy apelowali do rządu: "Otwórzcie koncerty!". Od kilku tygodni publiczność znów może słuchać muzyki na żywo. Co się zmieniło? Jak te popandemiczne spotkania są dziś odbierane i jak zmieniło się nasze postrzeganie wydarzeń kulturalnych?

Zobacz video: Kryzys wieku średniego. Czy wszystkich dotyka?

- Zagraliśmy kilka koncertów i nie widzę różnicy pomiędzy tym, co jest teraz, a tym co było przed pandemią. Obawiałem się o swoją kondycję po takiej długiej przerwie, bo na naszych koncertach przecież się nie siedzi. A publiczność? Publiczność wciąż jest ta sama, chce się bawić. Myślę, że jeszcze więcej osób chce przychodzić na koncerty. Ludzie tęsknili za spotkaniami na żywo tak samo jak my - opowiada Andrzej "Kobra" Kraiński, lider zespołu Kobranocka.

Z izolacji na scenę

Toruńska grupa wróciła na scenę po długiej pandemicznej przerwie. Podobnie jak wiele innych zespołów, którym w pandemii żyło się ciężko. Muzycy, a przede wszystkim oświetleniowcy, czy technicy - wielu z nich zostało bez środków do życia.

To był trudny czas. Pamiętam, że przed pandemią graliśmy 1 marca 2020 roku. Potem pierwsze pieniądze zarobiłem w lipcu, a jesienią zaczął się kolejny lockdown. Gdyby nie moja żona to byłoby ciężko - dodaje lider Kobranocki.

Nie tylko aspekt finansowy jest istotny. Muzycy poza tym, że zarabiają na koncertach, to przede wszystkim mają kontakt ze swoją publicznością. To ona daje im energię do dalszego tworzenia.

-Kochamy ten las rąk, wreszcie - napisał Tomasz Organek w mediach społecznościowych pod filmikiem z jednego z ostatnich koncertów.

Netflix lepszy od koncertów?

Organek i Kobranocka to dwa najpopularniejsze toruńskie zespoły, które grają w całej Polsce, ale w naszym mieście koncertów plenerowych też nie brakuje. Warto wymienić m.in. letni festiwal Dworu Artusa. W miniony weekend w Amfiteatrze Muzeum Etnograficznego wystąpili tacy artyści jak Mela Koteluk i Król. Po entuzjastycznym przyjęciu obu artystów było widać, jak publiczność tęskniła za koncertami, choć jak mówi Łukasz Wudarski, ludzi na koncertach jest zdecydowanie mniej niż przed pandemią.

- Na ostatnich koncertach rzeczywiście nie było przypadkowych ludzi, ale trudno nie zauważyć, że publiczności jest mniej. Przed pandemią na letnich koncertach mieliśmy po kilkaset osób. W mojej ocenie wiele się zmieniło. Ludzie wolą iść do restauracji niż na koncert, czy do kina, gdzie sale dość często w ostatnim czasie świecą pustkami. Wydaje mi się, że to jeden z efektów pandemii. Ktoś, kto kupił sobie duży telewizor woli oglądać koncert lub film w domu, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie - opowiada dyrektor Dworu Artusa.

Być może dzieje się tak dlatego, że nowych filmów nie ma jeszcze zbyt wielu tak samo jak nowych płyt? Na powrót do normalności trzeba jeszcze trochę poczekać. Dla muzyków plenerowe koncerty w wakacje to czas na nadrobienie poniesionych w pandemii strat finansowych, a dla publiczności okazja do wyjścia z domu i posłuchania ulubionych piosenek z ludźmi, którzy uwielbiają je tak samo jak my. Koncert to przeżycie zbiorowe, od którego epidemia odsunęła nas na długi czas.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie