MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kronika Wojciechowskiego, czyli przedwojenne toruńskie tramwaje, elektrownia i gazownia od podszewki [Zdjęcia]

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Dziedziniec starej toruńskiej gazowni
Dziedziniec starej toruńskiej gazowni Archiwum Państwowe w Toruniu
Rozmawiamy z Robertem Kolą, który opracował niezwykle ciekawy dokument dotyczący międzywojennego Torunia.

Jeszcze w grudniu ukaże się drukiem „Kronika Elektrowni, Gazowni i Tramwajów”, dzieło bardzo dla przedwojennego Torunia zasłużonego inżyniera Zygmunta Wojciechowskiego, które Pan postanowił przypomnieć i wydać.

Kronikę zauważyłem na wystawie „Od duktu do kolei”, jaką kilka lat temu zorganizowało Archiwum Państwowe w Toruniu. Zwróciłem na nią uwagę, ponieważ wcześniej czytałem artykuł Zygmunta Wojciechowskiego o tramwajach, a konkretnie o problemach z wyborem rodzaju komunikacji publicznej przez most w latach 30. XX w. Stwierdziłem, że to jest świetny materiał, doszedłem też do wniosku, że autor i jego „Kronika” zasługują na przypomnienie z okazji setnej rocznicy powrotu Torunia do Polski. Zacząłem szukać informacji o Wojciechowskim w różnych słownikach biograficznych, jednak nic nie znalazłem. Początkowo opierałem się na dwóch informacjach źródłowych – karcie meldunkowej skąd miałem jego datę urodzenia, informacje o żonie, datę urodzenia ich syna oraz oczywiście dane meldunkowe. Poza tym, w wielotomowej publikacji poświęconej dziejom elektryki polskiej, znalazłem informację, że Wojciechowski ukończył technikum w Winterthur w Szwajcarii. Szukałem po różnych archiwach, jednak niczego więcej nie znalazłem, aż do momentu, gdy podczas wizyty w toruńskim kościele ewangelickim zobaczyłem poświęconą Wojciechowskiemu tablicę. Wtedy się wszystko zmieniło. Wcześniej zakładałem, że był on katolikiem, napisałem nawet do parafii w jego rodzinnym Szydłowcu z pytaniem o jakieś ślady rodziny Wojciechowskich, których rzecz jasna tam nie było. Dzięki tablicy rozpocząłem poszukiwania pod innym kątem, a życiorys Wojciechowskiego zaczął się dopełniać. Zygmunt Wojciechowski był jednym z twórców Polskiej Parafii Ewangelicko-Augsburskiej, założycielem toruńskiego koła Stowarzyszenia Elektrotechników Polskich, do tego jeszcze dochodzi działalność kronikarska. Okazało się, że był to bardzo aktywny człowiek, o którym dziś w zasadzie nic nie wiemy.

Pracę w Toruniu Wojciechowski zaczął w 1920 r., w 1938 roku został wicedyrektorem przedsiębiorstwa odpowiadającego za toruńską elektrownię, tramwaje i gazownię. Jako elektrotechnik odpowiadał przede wszystkim za tramwaje oraz ulokowaną koło zajezdni przy ul. Sienkiewicza elektrownię. To dość skomplikowane, mógłby Pan rzucić nieco światła na międzywojenne dzieje tego przedsiębiorstwa?

W momencie, gdy Toruń w 1920 roku odzyskiwał niepodległość, część elektryczna, czyli elektrownia i tramwaje, były w rękach niemieckich. Ta spółka natomiast dzierżawiła od miasta gazownię. W latach 20, jako mienie poniemieckie, została ona objęta zarządem przymusowym, na którego czele stanął polski dyrektor. Zresztą pierwszy polski dyrektor, co jest zresztą w „Kronice” opisane, za przyjmowanie łapówek trafił do więzienia. W połowie lat 20. miasto wykupiło ten majątek i przejęło, od tego czasu Tramwaje, Elektrownia, oraz wyłączona spod dzierżawy Gazownia, stały się przedsiębiorstwem miejskim.

W pierwszej połowie lat 30., podczas budowy mostu drogowego, miasto toczyło z województwem spór o patrona przeprawy oraz o to, jakie pojazdy komunikacji publicznej powinny po niej kursować. Patrona ostatecznie władze wojewódzkie narzuciły, jednak jeśli chodzi o komunikację, górą okazało się miasto optujące za tramwajami. Wielka w tym zasługa Zygmunta Wojciechowskiego, w „Kronice” znajduje się zresztą tekst jego wystąpienia na ten temat. Jakich argumentów on użył?

Wojciechowski zrobił kalkulację matematyczno-ekonomiczną. Na tej podstawie wykluczył autobusy oraz trolejbusy, a za najbardziej opłacalne uznał tramwaje. Przytoczył m.in. dość dziwny argument, że tramwaje są przyporządkowane do torów, będą więc służyły tylko i wyłącznie toruńczykom.

Tymczasem, po zajęciu Torunia w 1939 roku, Niemcy najnowsze toruńskie tramwaje wywieźli – jak wieść niesie – do Berlina...

Tego jednak Wojciechowski nie mógł przewidzieć. W ogóle podejrzewam, że podczas wojny Wojciechowskiemu było bardzo ciężko. Los polskich techników był w zasadzie przypieczętowany, Wojciechowski pewnie musiał się ukrywać, bo z tamtych czasów nie wiemy o nim nic. Zmarł 8 grudnia 1946 roku. Podejrzewam, że podczas okupacji mógł także stracić syna. Kiedy w toruńskim kościele ewangelickim znalazłem tablicę ku czci Wojciechowskiego, skontaktowałem się z księdzem Jerzym Molinem, byłym proboszczem parafii ewangelicko-augsburskiej, który wspomniał że w biurze parafialnym znajduje się „teczka Wojciechowskiego”. Okazało się, że jest to teczka z dokumentami szkolnymi syna – Gustawa Wojciechowskiego. Dokumenty musiał ktoś przynieść na parafię prawdopodobnie w latach 50., gdy w kościele była wieszana tablica. Moim zdaniem nie jest możliwe, że w sytuacji, gdy człowiek żyje, jego świadectwa wędrowały gdzieś z dala od niego.

Może ktoś z Czytelników będzie coś na jego temat wiedział? Tymczasem proszę jeszcze powiedzieć kilka słów na temat samej „Kroniki”.

Udostępniamy dokument, w którym mamy w uporządkowany sposób podaną informacje o pewnym wycinku robót inwestycyjnych w mieście. To branże techniczne czy budowlane o charakterze usługowym, mało kto się nimi wcześniej zajmował. Są to bezpośrednie informacje od świadka tych wydarzeń, napisane z pozycji inżyniera. Wyjątkowość „Kroniki” polega również na tym, że autor korzystał z dokumentów dziś nieistniejących, rozproszonych, albo nieznanych. „Kronika” nie jest dziełem jednorodnym. Składa się z tego co napisał Wojciechowski oraz dwóch tekstów dodatkowych, m.in. takiego memoriału dotyczącego budowy nowej gazowni przy Szosie Lubickiej. Napisał go Teodor Piotrowski, który po wojnie był dyrektorem tej gazowni.

Jak będzie wyglądała premiera i gdzie będzie można ten rarytas dostać?

Niestety, wszystko bardzo poważnie skomplikowała pandemia. „Kronika” została wydana dzięki wsparciu Urzędu Miasta Torunia oraz Urzędu Marszałkowskiego. Pierwszy nakład nie może trafić do sprzedaży, „Kronikę” miała trafić m.in. do rąk przewodników i badaczy, mieliśmy ją rozdawać podczas spotkań, tych jednak organizować teraz nie można. Chcemy ją umieścić w internecie, wspólnie z wydawcą, Polskim Zrzeszeniem Inżynierów i Techników Sanitarnych, postaramy się również zorganizować webinarium.

od 12 lat
Wideo

echodnia.eu Dom rodzinny Ponurego czeka na gości

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nowosci.com.pl Nowości Gazeta Toruńska