Krzysztof Matela: - W sklepiku znajdą w kliencie człowieka. W dużym sklepie ma kupić, zapłacić w kasie samoobsługowej i wyjść! [rozmowa]

Agnieszka Domka-Rybka
Agnieszka Domka-Rybka
Krzysztof Matela: Niestety, może być jeszcze gorzej, gdyż np. pojawia się coraz więcej kas samoobsługowych. Klient ma przyjść, kupić, zapłacić i wyjść. To wszystko!
Krzysztof Matela: Niestety, może być jeszcze gorzej, gdyż np. pojawia się coraz więcej kas samoobsługowych. Klient ma przyjść, kupić, zapłacić i wyjść. To wszystko! Archiwum/Polska Press
Rozmowa z doktorem Krzysztofem Matelą, socjologiem, przedsiębiorcą, kanclerzem Loży Bydgoskiej i wiceprezesem Business Centre Club o tym, że lepiej wspierać małe, lokalne firmy niż duże sieci.

Trwa marszałkowska kampania edukacyjna "Bądź solidarny, bądź covidarny". Jej organizatorzy chcą uświadomić konsumentom, jak istotne jest dzisiaj wspieranie rodzimych firm. Dlaczego to aż tak ważne?

Pieniądze, które zarobi lokalna firma zostaną w naszym regionie i będą służyły jego rozwojowi. Zawsze lepiej wspierać biznes swoich niż obcych. W ten sposób pomagamy sobie wzajemnie. Oczywiście, ktoś pomyśli, że lepiej iść do dyskontu, gdzie kupi jajko w cenie 30 groszy za sztukę, a w sklepie osiedlowym to może być dwa razy tyle. Jednak pytanie: które jajko jest od kury, a które sztuczne? Ja zdecydowanie wolę zapłacić więcej za prawdziwe. Z drugiej strony rozumiem też konsumentów, bo, jeśli w małym sklepie mają wydać dużo więcej za identyczny towar jak w sieci handlowej, wybiorą hipermarket. Niektóre produkty są przecież takie same, a ceny mogą się różnić. Mam też świadomość, że często właściciel sklepiku musi nieraz więcej zapłacić za towar w hurtowni, niż oferują go dla klientów detalicznych dyskonty. To wszystko należy więc rozsądnie wyważyć. Wybiorę sklep na osiedlu, dlatego, że mam go blisko. Pojadę na moją ulubioną myjnię samochodową, ponieważ jest za rogiem i nie muszą marnować czasu na stanie w korkach. Nie skorzystam z sieciowego fryzjera, bo od 25 lat moje włosy strzyże ta sama fryzjerka.

Teraz zapytam pana jako socjologa: jaką rolę pełnią małe firmy dla lokalnych społeczności?

To nie tylko wykonana usługa czy sprzedany towar, ale również rozmowa o tym, co dzieje się na osiedlu czy w gminie. Można dowiedzieć się czegoś ważnego. Zachodzi interakcja społeczna. 100 lat temu ludzie spotykali się w tym celu np. w karczmach. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku sklepy pełniły dużą rolę informacyjną. Teraz to się jakby odczłowieczyło, bo z kim możemy sobie porozmawiać na zakupach w dużym sklepie? Oczywiście, są tam pracownicy, ale czy my z nimi porozmawiamy dłużej? Oni są zajęci swoją pracą. Niestety, może być pod tym względem coraz gorzej, gdyż np. pojawia się coraz więcej kas samoobsługowych. Klient ma przyjść, kupić, zapłacić i wyjść. To wszystko! A zakupy przez internet? My nawet nie wiemy od kogo kupujemy. Wybieramy towar, przelewamy pieniądze, klikamy w adres najbliższego paczkomatu. To tak, jakby obsługiwały nas roboty. Dlatego niektórzy wolą iść do warzywniaka pani Lusi, która stoi już za ladą tyle lat, że wie wszystko o swoich klientach i zawoła: "Panie Józku, dziś przywiozłam pana ulubiony miód".

Kolej na pytanie mam do przedsiębiorcy i kanclerza BCC: jaką rolę gospodarczą pełnią małe, lokalne sklepiki?

Może nie pełnią one dużej roli, ale to miejsca pracy dla wielu osób, a nawet całych rodzin, jak w przypadku wielu mikrofirm. Lubią je klienci, którzy nie czują się w nich anonimowi, tylko ktoś się nimi naprawdę interesuje. Nie muszą pokonywać kilometrów, żeby znaleźć sól czy cukier, jak w hipermarketach. Sklepiki pojawiają się i znikają, a COVID-19 i obostrzenia dały im się bardzo we znaki. Wiele nie przetrwa. Nie mają pieniędzy.

Dlaczego tak się stało? Przecież przed koronawirusem mieliśmy duży wzrost gospodarczy, firmy nieźle zarabiały

.
Zarabiały, ale nie oszczędzały. Żyły z dnia na dzień. Właściciel sklepiku to, co utargował wydawał następnego dnia w hurtowni na następny towar i tak w kółko. Pieniądze na czarną godzinę nie były odkładane. To nie są firmy typy Tchibo czy Jacobs z długofalową polityką przewidywania, kiedy jest prosperita, a kiedy należy przygotować się na ciężkie czasy. Tego typu biznesy radzą sobie, ponieważ wcześniej, przed pandemią, miały okresy lepszej i gorszej sprzedaży.

Trzeba sobie również jasno powiedzieć, że nie wszystkie lokalne sklepy tak naprawdę nimi są.

- Na pewno nie jest to Żabka, choć ja lubimy, ponieważ jest blisko i jest mała. Ajenci się zmieniają, a zwykły klient nawet tego nie zauważy. Nie uważam także, by sklepy w grupach zakupowych były lokalne, ale ze względów marketingowych tak o sobie mówią. Dla mnie sklep lokalny to jest wspomnianej pani Lusi, gdy tylko u niej kupię te konkretne przetwory z regionu, jajka od kur z okolicy, ziemniaki od rolnika, który mieszka niedaleko czy mięso z okolicznego gospodarstwa.

Polecamy także: Covidarność pomoże firmom przetrwać. W Kujawsko-Pomorskiem wystartowała kampania społeczna „Bądź solidarny, bądź COVIDARNY!

Dlatego tym bardziej trzeba wspierać małe biznesy. Podoba mi się akcja, jak bydgoscy restauratorzy sprzedają u siebie przetwory od okolicznych rzemieślników. To jest właśnie solidarność w biznesie. Zarabiam, a przy okazji daję zarobić innym.

Takie akcje są bardzo potrzebne. Polacy zawsze w trudnych czasach potrafili się jednoczyć.

Czy cena nadal wygrywa z lokalnością?

Pamiętajmy, że największymi zaletami mikrofirm są: ich bliskość, dostępność i to właśnie, że są małe. Cena już nie odgrywa takiej roli. Czy jadąc na stację paliw wiemy dokładnie po ile tam jest paliwo, albo kupując chleb zawsze pytamy, ile kosztuje? Nie sądzę. Oczywiście, duże sieci wiedzą, że klienci coraz bardziej wybierają lokalność i też coraz częściej chwalą się, że mają takie produkty. Różnica między lokalnymi sklepami a dyskontami może więc ulec zatarciu. Miejmy jednak nadzieję, że małe, osiedlowe sklepy jednak utrzymają się na rynku.

W Kujawsko-Pomorskiem trwa kampania społeczna "Bądź solidarny, bądź COVIDARNY!" Jej organizatorzy chcą uświadomić mieszkańcom regionu jak ważne jest dzisiaj wspieranie rodzimych firm. Chodzi o to, aby ludzie, podejmujący decyzje o zakupach, przede wszystkim wybierali lokalne sklepy i punkty usługowe. Kampania to element działań w ramach marszałkowskiego pakietu antyantykryzysowego finansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko - Pomorskiego. Pakietjest samorządowym, wojewódzkim programem przeciwdziałania COVID-19 orazłagodzenia skutków epidemii w sferze społecznej i w gospodarce.

Krzysztof Matela
Krzysztof Matela Nadesłane

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jolka

Nie lubię takich opinii że duży jest zły a mały dobry, wszystko zależy do ludzi. W mojej biedronce znam się z całą obsługą i nie ma żadnego problemu, z kolej w osiedlowym sklepie nie wiem z kim mam do czynienia ponieważ rotacja jest tak duża. Po za tym jeśli potrzebuje spółki z historią z korzystaj z usług optioffice, prowadzą sprzedaż spółek https://optioffice.pl/sprzedaz-spolek

Dodaj ogłoszenie